Zapewne pamiętacie jak to było :
….w pewnej chwili ktoś zajmuje twoją uwagę. Początkowo są to sporadyczne, jeszcze podświadome gesty zainteresowania, drobne przysługi i skrywane rumieńce na policzkach...
Po pewnym czasie zabiegasz o spojrzenie skierowane tylko do ciebie.
Wreszcie jest!
Ugodziło w samo serce, które traci rytm.. takie spojrzenie, te oczy, ten uśmiech.. to wszystko dla ciebie.... ale nie jesteś jeszcze pewny!
Gdy mijasz się z nią – czujesz zapach łąk z połonin bieszczadzkich.
Od tej pory jesteś wrażliwy na dziewczęcy śmiech, zauważasz, że kwiaty pachną, że ptaki śpiewają, doceniasz piękno wschodzącego słońca i oczekujesz zmierzchu z nadzieją, że wreszcie spełni się marzenie...
No, i …. stało się!! Na każdy jej widok odczuwasz przyśpieszone tętno; z kolei - na każdy twój widok zauważasz jej zmieszanie.
Ona udaje, ze nie patrzy w twoim kierunku, ale.... nie może się powstrzymać - spogląda, a dzieje się to właśnie wtedy, kiedy twój wzrok za nią podążał.
Wreszcie - „przypadkiem idziecie w jednym kierunku,” rozmawiacie o niczym.. niechcący dotykasz jej ręki..
- O, przepraszam - mówisz
- Nic nie szkodzi – odpowiada, a ty myślisz sobie: „nie szkodzi” - to znaczy: zgadzam się
Podajesz jej nieśmiało rękę, ona ujmuje twoje palce w swoją dłoń, wilgotną od emocji... Odprowadzasz pod dom.. liczysz stopnie schodów..(jakie niskie te kondygnacje!). Stajecie przed drzwiami... nieśmiały uśmiech.
- To zobaczymy się jutro? - pytasz
- Nie wiem, pomyślę – odpowiada z przekornym uśmiechem.
- Do zobaczenia... - wyszeptała
- Do zobaczenia - odpowiadasz głosem pełnym nadziei...
Odchodzisz, ale za chwilę zatrzymujesz się, odwracasz i śledzisz jej krok, sylwetkę, ...już otwiera drzwi, jeszcze się odwraca, stanęła w uchylonych drzwiach i czeka aż odejdziesz; … nie możesz odejść, ale również nie możesz wrócić. Wreszcie podejmujesz bolesna decyzję: - oddalasz się, spoglądasz jeszcze raz, i... w tej chwili dociera do ciebie znany ci, pogodny głos: „kochanie, co się tak zadumałeś?” - „Oj, rzeczywiście - zamyśliłem się trochę, ale już jadę po dzieci...” - odpowiadasz, jakby zbudzony z głębokiego snu i szukasz niespokojnie okularów, których przecież jeszcze nie zdejmowałeś z oczu.
Rzeczywistość nie każdego budzi w tak dobrej atmosferze. Przecież niejednego marzyciela mógłby zbudzić krzyk zdenerwowanej żony - „ty sobie leżysz spokojnie, a mnie ręce już opadają”
No, właśnie! Wszystko zależy od tego, czy była to miłość, czy tylko kochanie?
Kochanie jest zaborcze, wyklucza spory i zniewala, a nic tak nie utrwala miłości jak wolność, a więc możliwość bycia sobą - tak, jak pisał libański poeta Kahlil Gibran:
„Śpiewajcie i tańczcie razem, lecz pozostańcie sobą, jak struny lutni, które drgają oddzielnie, choć grają tę samą melodię”.
Dariusz Spanialski












