Skończyłem studia. Moje ukochane. Sam je wybrałem, bo tego chciałem. Historia sztuki to nie dla mnie - rzekłem sobie pewnego razu – ale historia dla historii w sam raz. Miałem marzenie, chciałem uczyć dzieciaki o tym, o czym ja mogłem sobie tylko pomyśleć! Takie – widzicie … marzenie. Ja pokątnie dowiedziałem się o Katyniu i innych bolesnych sprawach z historii Polski, mojej Ojczyzny. Tak … historia to jest to, drugim PANEM SAMOCHODZIKIEM nie chcę BYĆ i nie będę – nie ten czas i fantazja nie ta ...
Mój promotor – Tomasz T. widział mnie na studiach doktoranckich. Mówi „Chłopie, złóż papiery, egzamin to pestka”. No to złożyłem, ale wcześniej musiałem zdać absolutorium, obronić prace magisterską no i jeszcze ten egzamin … Słyszałem przez drzwi jak odpytywali skazańców przede mną … Durne to takie, bo i tak wiedziałem, że się nie dostanę, lista i tak z góry została ustalona, ja mam zbyt małe plecy … Promotor, recenzent, średnia studiów … nic nie znaczą. Musisz mieć plecy. A ja wciąż marzyłem …, że będę kimś, by być kimś musiałem mieć państwowy stołek, by …, tu i ówdzie pojechać, oczy nacieszyć, odkryć to i tamto, rozwiązać zagadkę … Ale przecież ja chcę uczyć!!! Uczyć dzieciaki takie jak ja tylko młodsze o jakieś lat 20 …
Szukanie roboty … pracy, zajęcia … Korki, sprzątanie, akwizycja … I wysyłanie ofert - propozycji, zdolny jestem, mam podwójne magisterium, to już coś, znajomość języków … też powinna coś znaczyć … Wysłałem propozycje chyba do wszystkich szkół różnych szczebli w moim mieście – nikt mnie nie chce … Żona – bo w między czasie się ożeniłem – w przeciwieństwie do moich znajomych mając lat 22 podjąłem tą decyzję i po dziś dzień nie żałuję – mówi, jak chcesz być „na państwowym wysyłaj gdzie się da, na stypendium nie ujedziemy, posada to co innego”. No cóż żona to kark rodziny … rozesłałem wieści ….
Czekałem …
Dalej sprzedawałem książki na subskrypcje, kible szorowałem … I czekałem, dnia… Dnia kiedy nadejdzie upragniony list, zadzwoni telefon!
A ten milczał.
A ja dalej obcym tłumaczyłem, kible szorowałem, na seminaria chodziłem, godziny dydaktyczne odbębniłem … Moja żona utrzymywała dom, a ja kasę mnożyłem … Na czarno … I po cholerę mi magisteria i doktoraty! Jak nie mam papieru – umowy o prace w ręce ? Znów te kible i uśmiech od ucha do ucha, bo jak sprzedam 7 subskrypcji to mi dzwonek zadzwoni, prowizja dla mnie i wyżej jestem wśród pierwiosnków ….. Jestem PAN.
Pan od korków i wynoszenia cudzych kibli …
Minął rok …. Cały rok. Grzecznie chodziłem na wykłady, prowadziłem zajęcia dla studentów, pisałem mój doktorat … za 365 zł miesięcznie – według stypy – roznosząc książki, udzielając korepetycji, sprzątając kible miałem 4 razy tyle … a mi się wciąż „państwówka” marzyła ……
No i i i i i w końcu jest ! Policja i skarbówka … Policji nie przeszedłem, bo oczy nie te … - och historio …, skarbówka odezwała się w kwietniu, rozmowa z początkiem maja ….. Poszedłem.
Siedzi sobie komisja składająca się chyba z siedmiu czy dziewięciu osób – dziś już nie pamiętam … To się nazywa trauma … Jest naczelnik urzędu … jest kadrowa i jakieś dziwne osoby, poza panią ze związków zawodowych – innych osób poza w/w nigdy już nie spotkałem…
Pytania durne, nawet bardzo, nawet naczelnik, który trochę później zdobył tytuł doktora … jakiegoś tam był beznadziejny … Po co , na co, w jakim celu …
- co ja historyk chcę robić w urzędzie skarbowym?
- pracować
- z pańskim humanistycznym wykształceniem?
- może to poprawi wasz wizerunek
- nie lubi pan skarbówki?
- a kto ją lubi?
- niesamowite
- też tak myślę
- ….
- ….
- coś jeszcze?
- nie
- dziękujemy, odezwiemy się do pana
- wątpię
No i o zgrozo, odezwali się.
Nie wiem czy miałem podnieść statystykę ludzi z zewnątrz czy może byłem tak wspaniale reprezentującym się kandydatem … Przyjęli mnie … i zaczęła się moja gehenna trwająca blisko 10 lat
… cdn .......












