Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Legenda o Lasocinie

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

O rezydencji NiemojowskichRuiny zamku w Lasocinie

Gdy za czasów panowania, ostatniego króla Polski, nastąpił  okres zaborów naszej ukochanej ziemi ojczystej, Wincenty i Bonawentura Niemojowscy, założyli Towarzystwo Kaliszan, które walczyło z narzuconą cenzurą na korespondencję i literaturę polską.

Bracia Niemojowscy posiadali rozliczną rodzinę w całej Polsce, jednak najchętniej odwiedzali oni tych swoich krewnych, którzy mieszkali w Górach Świętokrzyskich. Urok i spokój tego zakątka polskiej ziemi, sprowadził  Kaliszan do niewielkiej miejscowości o dźwięcznej nazwie Lasocin. Niedaleko lasocińskiego pałacyku, mieli swoje koszary rosyjscy kozacy. Często też, korzystali oni z uprzejmości państwa na lasocińskich pieleszach pałacowych. Gdy odziały kozackie, udawały się na manewry w Góry Świętokrzyskie, osprzęt wojskowy i stalowe karabele często pozostawiano w pałacu w Lasocinie. Żołnierze rosyjscy, często odpoczywali we wspomnianym pałacyku Niemojowskich, gdy po męczących manewrach wracali późną nocą do koszar. Bracia Niemojowscy, wybrali do swych poczynań patriotyczno-konspiracyjnych Lasocin, gdyż korzystający z rezydencji pałacowej kozacy, nie rzucaliby cienia wątpliwości, co do zachowania się właścicieli pałacu oraz jego gości.

 

 

Wincenty był wielkim radykałem, jeśli chodzi o swoją pracę konspiracyjną. Pragnął on za wszelką cenę doprowadzić do odzyskania niepodległości Polski, toteż walczył on z ogromną zaciekłością z zaborcami rosyjskimi. Natomiast Bonawentura, był większym realistą niż brat. Widział on patową sytuację naszej ojczyzny, toteż swoją działalność polityczną otaczał płaszczykiem pseudo układów politycznych, nawet z wrogiem. Aby bardziej zorientować się w sytuacji, toczył on wszelkie rozmowy z zaborcami, podczas gry w karty lub biorąc udział w polowaniach na grubego zwierza. Wysnuwał on należne wnioski i w odpowiedni sposób podejmował walkę z rosyjską tyranią. Aby zatem bardziej zorientować się w zaistniałej sytuacji narzuconej nam przez zaborców, bracia Niemojowscy zaproponowali rezydującym opodal Rosjanom, wspólny udział w polowaniach w Puszczy Świętokrzyskiej. Jak powiada o tym zdarzeniu stara legenda, do walczących o niepodległość swojego kraju Niemojowskich zbliżyła się piękna kobieta, która podała braciom niewielką butelkę z eliksirem prawdy, którą to mieli dolać do rosyjskich butelek z okowitą. Gdy kozacy byli już nieco wstawieni, Niemojowscy dolali eliksiru do rosyjskiego trunku, co spowodowało, że kozacy w nieświadomy sposób zaczęli wyjawiać tajne plany pacyfikacji polskich miast i okolicznych wiosek Gór Świętokrzyskich. Wincenty, gdy tylko usłyszał plany niecnych poczynań zaborów, udał się czym prędzej do Warszawy i zasłyszaną wiedzą podzielił się z szefostwem konspiracyjnych zrzeszeń Polaków. Jednakże, pozostający w Lasocinie Bonawentura, pomylił się w dolewaniu tajemniczego eliksiru i przez pomyłkę dolał go do swojego kielicha. Gdy eliksir zaczął działać, opowiedział on kozakom, po co jego brat pojechał do Warszawy i jaką tam miał misję do spełnienia. Kozacy wpadli w szał. Aresztowali zaraz Bonawenturę, a i szybciej by się to mogło wydawać wysłali patrol po nie spodziewającego się żadnego zagrożenia Wincentego. Bracia na długo zostali osadzeni w Cytadeli Warszawskiej, która po dziś dzień stanowi niemy pomnik polskiego bohaterstwa, martyrologii i honoru. Rezydencję w Lasocinie podpalono, jednak okoliczna ludność pomogła gospodarzom gasić pożar i ratować doczesne dobra pałacowe. Jednakże, większej części nieruchomości Niemojowskich nie udało się uratować. Południowe skrzydło pałacu z czasem udało się odrestaurować, a familia walecznych braci, zmieniała swe nazwisko na Namojowskich, by u zajadłych zaborców nie wzbudzać dalszych restrykcji wobec siebie i reszty mieszkańców Lasocina. Rzeczywiście kozacy z czasem dali spokój rezydatorom pałacyku, jednak okoliczna ludność nie mogła długo cieszyć się spokojem. Wielu z nich straciło życie podczas przesłuchań w kieleckim cyrkule, a innych rozstrzelano podczas rewizji w domach. Nad Lasocinem nadciągnęły czarne chmury gniewu ludzkiego, beznadziejności, strachu, ale i ogromnego buntu. Prawdziwi patrioci polscy potrafili mimo restrykcji wobec siebie i wobec sprawy polskiej, raz jeszcze skrzyknąć się i układać stosowne plany na przyszłość, która byłaby kontynuacją założeń braci Niemojowskich. Aby nie wzbudzać czujności kozaków, zbierano się wówczas w opuszczonych piwnicach, lub też w rumowisku spalonej części pałacyku lasocińskiego. Prawdziwi Polacy i oddani sprawie odzyskania niepodległości przez naszą ojczyznę konspiratorzy, widzieli jak nad Lasocinem unosił się na obłoku duch świętego Stanisława, patrona Polski i Polaków, którego odbierano jako zwiastuna nadchodzącej wolności.

 

Ewa Michałowska - WalkiewiczEwa Michałowska - Walkiewicz

Jesteś tutaj: Felietony Ewa Michałowska - Walkiewicz Legenda o Lasocinie