Do kolekcji wartościowych artykułów, zamieszczanych w Kurierze Codziennym doszło jeszcze jedno wartościowe pióro.
Dim lights Embed Embed this video on your site
Weekendowe wydanie Kuriera z dnia 8.10.04 zawiera niezwykle cenne i ciekawe fragmenty referatu p. Dariusza Ratajczaka, wygłoszonego w Kędzierzynie. Referat ten zawiera wiele słusznych ocen i zachowań bojowych polskiego podziemia czasu II wojny światowej jak i powojnia. Wśród wielu zagadnień poruszonych w tym referacie jeden wątek dotyczy również zachowań legendarnego dowódcy oddziału partyzanckiego AK na Podhalu - -Ognia-. Ograniczę się tylko do -Ognia-.
Na temat -Ognia- ukazało się już wiele opracowań jego postawy jak i jego osiągnięć bojowych i myślę, że temat ten nieprędko zostanie wyczerpany, bowiem: wyczyny Ognia były niewspółmierne w stosunku do możliwości ludzkich jak i polskich czasu II wojny światowej, jak i powojnia. A działy się tam w kraju rzeczy niezwykłe! Dla wielu Polaków nie zrozumiałe do dzisiaj. Dlatego to na temat Ognia ukazało się wiele, tak dodatnich jak i ujemnych ocen jego postępowania, a to, dlatego, że ci, co zabierają głos na temat zachowań Ognia, swoje opinie opierają tylko na pewnych fragmentach jego działalności bojowej, nie znając zasadniczych przyczyn jego zachowań czy też postępowania. Aczkolwiek nie twierdzę, że nie popełnili tez i błędów.
Pan Ratajczak powołuje się na -słuszne-, jego zdaniem, zachowanie Stronnictwa Narodowego, czyli tzw. -Endecji-. A zachowania te, w praktyce oznaczały: być posłusznym wymaganiom jakiejkolwiek Rosji. Tak, bowiem widzieli polskie sprawy, przed ponad stu laty twórcy tego obozu narodowego jak i naczelny jego mentor Roman Dmowski. Oni to widzieli: -niepodległą Polskę tylko przy boku Rosji?- Czyli być posłusznym wszelakiej Rosji, zapominając o niepodległym bycie Narodu i Państwa Polskiego. Ale do rzeczy.
Zauważyłem, nie od dzisiaj, że wszyscy dotychczasowi komentatorzy działalności bojowej Ognia opinie swe opierali, i opierają nadal na fragmentarycznych przesłankach, nie znając meritum sprawy. A wygląda to tak: Po rozbiciu armii niemieckiej pod Stalingradem, latem 1943 r. nastąpił całkowity odwrót Wehrmachtu z Rosji. Jesienią 1943 r. naczelne dowództwo PSZ na Zachodzie wiedząc, co się tam dzieje spowodowało dyskusję w łonie rządu Mikołajczyka na temat: jak ma się zachować Armia Krajowa jak i naród Polski w chwili wkraczania armii sowieckiej na terytorium Polski. W tym to celu powzięta została uchwała, aby powiadomić Delegaturę Rządu w kraju, aby z chwilą wkraczania armii sowieckiej do Polski miejscowi dowódcy oddziałów Armii Krajowej meldowali się poszczególnym dowódcom armii sowieckiej jako armii alianckiej, kim są, jak i oferować im gotowość współdziałania przeciwko Wehrmachtowi, bowiem są gospodarzami tej ziemi-. Stosowną instrukcję opracował generał broni Kazimierz Sosenkowski - przedstawiciel naczelnego dowódcy PSZ w Londynie. Instrukcja ta przekazana została do kraju w dniu 1 listopada 1943 roku do delegatury rządu, a następnie rozprowadzona została do poszczególnych dowódców w terenie. Kilkanaście lat temu, mówił mi osobiście b. dowódca Obwodu AK Krosno-Jasło. Potwierdza to też i generał Jerzy Kirchmayer w swojej książce pt. 1939-1944, wydawnictwo -Książka i Wiedza-, s. 191.
Tak, więc, gdy oddziały armii sowieckiej znalazły się na zachód od Krosna-Jasła, znalazły się w -królestwie- Ognia w Gorcach i wykonując rozkaz, słusznie postąpił, zgłaszając swój akces do współdziała bojowych w tamtym terenie, jako gospodarz tej ziemi! A że rozkaz ten był niesamowitym błędem, to już za niego nie może odpowiadać Ogień! A jako doświadczony żołnierz i bojowiec, prowadził, bowiem walkę z najeźdźcą niemieckim od 1939 roku, bodajże i posiadając stosowne przygotowanie bojowe jak i narodowe, uzyskane w czasie jego czynnej służby, którą ukończył w stopniu kaprala. Nie wiem, jak długo to trwało, ale po zorientowaniu się, co bolszewicy i ich polscy adoratorzy/kolaboranci wyprawiają z Narodem Polskim, mając, więc doskonałe rozeznanie, kto, co i jak, zebrał z powrotem swoją ferajnę i poszedł znowuż w znane mu dobrze Gorce, by od tej pory zacząć rżnąć, palić i mordować tak bolszewików jak i rodzimych kolaborantów. Dlatego to narobił sobie tylu wrogów, że do dzisiaj nie mogą mu zapomnieć, że popsuł im interes jak i przekreślił im -awans społeczny-, o czym nie jeden marzył od czasu pobytu tam, w tych okolicach Lenina, w okresie przedrewolucyjnym w Rosji. A do wykrycia jego kryjówek w Gorcach doszło, dlatego, że zdradził go jeden z b. podkomendnych, w tym czasie kolaborujący już z Moskalami. Stał się nawet dowódcą kompanii KBW, czyli -kompanii bezpieczeństwa- wewnętrznego, czyli Bezpieki! On to wytropił i zlikwidował największego bandytę Podhala - Ognia. Tak to kilka lat temu chełpiła się pani Zofia Surowiak z Chicago, bowiem był to jej bliski kuzyn. A teściem jej córki był minister sprawiedliwości PRL-u Barcikowski.
Jeśli Instytut Pamięci Narodowej nie jest w stanie dociec:, kto zamordował Ognia i gdzie został pochowany, niech zapyta panią Surowiak!
Kończąc, wyrazić należy uznanie p. Ratajczakowi za dogłębne naświetlenie wielu wątków historycznych z okresu II wojny światowej jak i powojnia, jak i za apel, by wreszcie skończyć z wszelkim pajacowaniem politycznym, a zabrać się do dzieła. Ale czy dzisiejszą Polskę na to stać? Oto jest pytanie!
Stefan Kowalik
Chicago











