Dwa plus dwa jest cztery nie tylko w matematyce, ale także w astrologii. I przez to w nadchodzącym roku 2011 czekają nas same kłopoty. Jak tłumaczy autor horoskopu dla świata na najbliższe 12 miesięcy, Piotr Gibaszewski, przyszły rok redukuje się do pechowej czwórki (czyli podniesionej do potęgi fatalistycznej dwójki), będzie więc czasem dominacji "materii, stałości, konkretu i stabilności, ale też ograniczeń, cierpienia, pracy, trudu, dyscypliny i porządku". A także okresem rewolucji i transgresji, bowiem "czwórką" rządzi najbardziej ponury ze wszystkich władców Zodiaku, melancholijny Saturn. Czyli – nie będzie łatwo.
Na szczęście – liznąwszy w porę nieco numerologii i doczytawszy to i owo w horoskopach – do kataklizmów, nadciągających nad nasze głowy z początkiem nowego roku, można się przygotować zawczasu.
Po pierwsze – należy kupić ciepłą czapkę. Najlepiej uszankę. Oraz kożuch, walonki (mogą być Emu), szalik i rękawice.
Po drugie – wszelkie oszczędności należy lokować w dolarach i trzymać w sienniku.
Po trzecie – zmienić kurs językowy z chińskiego dla początkujących na angielski dla zaawansowanych.
Po czwarte – wypada zapisać się do Tea Party (albo do PJN) i przy najbliższej okazji zrobić sobie zdjęcie z Sarah Palin (lub – odpowiednio – Joanną Kluzik-Rostkowską)
Po piąte zaś – warto rozważyć kwestię powrotu nad Wisłę lub dopływy Odry.
Wszystko przez arytmetykę (dwa plus dwa jest cztery), geometrię (Czworokąt Mistyczny) oraz trygonometrię, czyli... kwadraturę Plutona.
Tym, którzy cokolwiek rozumieją z języka branżowego astrologów (miejscami jeszcze bardziej ezoteryczny niż uprawiana przez nich dyscyplina), zapewne wiele wyjaśnią te fragmenty przepowiedni mistrza Gibaszewskiego, w których pisze on o spodziewanym w przyszłym roku "ingresie" Urana w znak Barana oraz Neptuna w konstelację Ryb. A także o wspominanej już wyżej "kwadraturze" Plutona (wiosną z Jowiszem i Saturnem, a latem z Uranem i Marsem) oraz Wielkim Trygonie Jowisza, Plutona i Marsa oraz Mistycznym Czworokącie Marsa, Neptuna Jowisza i Saturna ,co nastąpi na przełomie listopada i grudnia.
Laikom musi – niestety – wystarczyć informacja – że to wszystko, o czym wyżej, oznacza spore problemy zarówno w ekonomii, jak i w globalnej polityce.
Zdaniem słynnego astrologa te wszystkie gwiezdne perturbacje zapowiadają poważne kłopoty w gospodarce światowej. W jego opinii koniec aktualnego kryzysu ekonomicznego analitycy obwołali stanowczo przedwcześnie. Układ planet wskazuje na powrót recesji, a przynajmniej znaczne spowolnienie wzrostu. Kiepsko rysuje się zwłaszcza przyszłość europejskiej strefy gospodarczej, której licznym krajom członkowskim poważnie grozi powtórka z greckiego scenariusza, co jeszcze osłabi i tak słabe euro, a może nawet zagrozić istnieniu wspólnej waluty Starego Kontynentu. Jeszcze trudniejsze chwile czekają zaś... nie, wcale nie Amerykę, która też odczuje światowe załamanie gospodarcze, ale – niespodzianka – Chiny. Gwiazdy wyraźnie przepowiadają znaczne spowolnienie tamtejszej gospodarki oraz wzrost kursu juana (skądinąd tak wyczekiwany przez Amerykę).
W tej sytuacji horoskop dla Stanów, choć też nierewelacyjny, i tak jest lepszy niż dla Azji i Europy, podobnie jak przyszłość znacznie osłabionego dziś dolara. Chiny pogrążą się wkrótce w kryzysie i smogu
Ponieważ zaś układy planetarne wyraźnie zwiastują dalsze osłabianie się kondycji światowych instytucji finansowych (w tym banków i giełdy), oszczędności dolarowe na wszelki wypadek najlepiej lokować w siennikach.
Polityczny horoskop dla świata też nie jest budujący. Przynajmniej w tym sensie, że konstelacje będą w przyszłym roku sprzyjały utrwalaniu się tendencji autokratycznych i rządów autorytarnych. W postawach wyborców umocni się zaś konserwatyzm. Tak więc – podobnie jak w przypadku prognoz gospodarczych – ktoś (w tym przypadku wyborcy nastawieni demokratycznie i liberalnie) straci, a ktoś (prawica) skorzysta.
Problemy nie ominą nie tylko ekonomii i polityki, ale także klimatu. Cieplej już było. W ramach postępującego procesu globalnego ocieplenie w przyszłym roku temperatury dramatycznie spadną zarówno w Ameryce, jak i w Europie.
Na mapie świata tylko jedno miejsce jawi się astrologom w nadchodzącym roku jako zielona wyspa ekonomicznego szczęścia i politycznej pomyślności. A jest nim... Polska. Kraj z planowanym wzrostem gospodarczym sięgającym pięciu procent, wciąż nieźle stojącą złotówką, łagodnym klimatem i rządem chyba jeszcze łagodniejszym od pogody, bo niemal nieistniejącym (choć odgrażającym się obywatelom podwyżkami podatków i prywatyzacją służby zdrowia).
W związku z powyższym odwieczny dylemat Polonusów – wracać czy nie wracać – w następnym roku pozostanie nierozstrzygnięty (analogicznie jak w latach poprzednich). Bo i tu, w Ameryce, będzie nieźle, ale i tam, w Polsce, także dobrze. Czyli – jak to w astrologii mówią – kwadratura Plutona












