Dim lights Embed Embed this video on your site
Z tą zazdrością to ciekawa sprawa, szczególnie wśród Polaków. Każdy uważa, że to wstyd zazdrościć. Wszyscy Polacy i Polki, jakich znam, stwierdzają, że akurat oni nikomu nie zazdroszczą. Przeciwnie – cieszą się z cudzych sukcesów, zwłaszcza osiągnięć rodaków. I wszyscy narzekają na pospolitą wśród rodaków zawiść.
Dim lights Embed Embed this video on your site
Jak zwykle, nie zgadza się rachunek: nikt sam nie zazdrości, ale zauważa zazdrość u innych.
A ja tam zazdroszczę i się tego nie wstydzę! Domyślam się, co na ten temat powiedziałby psycholog, ale niech tam: często chciałbym być kimś innym, nieraz z kimś bym się zamienił.
Na przykład bywa, że chciałbym być dzieckiem. Najlepiej z bogatej i kochającej rodziny. Mógłbym być, powiedzmy, dzieckiem z Upper East Side, chodzącym do prywatnej szkoły, a po lekcjach na ślizgawkę nie na podwórku, ale w Rockefeller Center. Albo mógłbym chodzić na konie. A francuskiego uczyłbym się – zupełnie mimochodem – podczas wakacji w Szwajcarii.
Nie miałbym też nic przeciwko temu, gdybym miał ponad sześć stóp wzrostu i był najpopularniejszym na roku studentem Harvard Business School albo Law School. Pomyślcie o mnie co chcecie, ale ja naprawdę cieszyłbym się, gdyby pod koniec nauki w Princeton albo Yale zgłaszali się do mnie z propozycją pracy w kancelarii adwokackiej albo na Wall Street. Bo widzicie, ja wolałbym zarabiać pół miliona rocznie, a jeszcze bardziej – milion. Taki już jestem.
Mógłbym pracować w jakiejś agencji reklamowej na Manhattanie, spotykać się z klientami w drogich restauracjach na lunch i z modelkami w modnych nocnych klubach wieczorami.
Albo mógłbym być sławnym aktorem, czemu nie. Albo rockmanem czy nawet raperem. Mógłbym też, choćby dla spróbowania, być na jakiś czas Federerem, więc mieć: talent, młodość, zdrowie, dobry paszport, urodę, żonę, rodzinę, fanów, fortunę, fajne życie, szacunek. Bagatela. Nadalem też mógłbym być.
Albo sławnym pisarzem, takim, który dostaje Nobla i jeździ z konferencji na konferencję albo fundują mu pobyty w jakichś luksusowych ośrodkach, i wtedy może bym raczył coś napisać, albo i nie. Mógłbym być redaktorem naczelnym "Wall Street Journal" albo też jeździć z ekipą telewizyjną po świecie i kosztować miejscowych potraw, jak Anthony Bourdain, albo oceniać najlepsze hotele i plaże.
Jan Latus












