Z cyklu: Zapiski na gorąco
Zbliżając się do końca tego roku nie mogę przestać myśleć, jak to niedawno było, kiedy psychicznie (i nie tylko) przygotowywaliśmy się do wkroczenia w nowe stulecie i tysiąclecie. 20... na początku daty wydawało się niesamowitą zmianą. Aż trudno uwierzyć, że już mamy prawie rok 2011 i kiedy mówi się o 19... wydaje się to tak bardzo odległe, bo tyle się od tego czasu zmieniło.
Mieszkamy w kraju, który, jak mogą Państwo przeczytać obok, jest niezwykle "zinternetowany". Faktycznie to, co dokonało się poprzez wkroczenie w erę wirtualną jest wielką rewolucją. Przepływ i dostęp do informacji jest natychmiastowy, nie ma właściwie granic ani żadnych barier w docieraniu do wiedzy. Siedząc z laptopem gdzieś nad jeziorem w Polsce możemy prowadzić interesy w Kanadzie czy w dowolnym miejscu świata. Przez Skype możemy rozmawiać widząc naszych przyjaciół czy rodziny, telefonami możemy robić i wysyłać zdjęcia czy nagrania filmowe.
Właśnie ta coraz bardziej rozwijająca się technika w zakresie przekazu informacji to przyczyna wielkiego skandalu - wycieku megafali poufnych informacji ujawniających mechanizmy władzy na świecie. Teraz wiemy, jak uprawia się politykę, jak zdobywa wpływy. Chyba nie mamy już złudzeń jak bezlitosna jest to gra.
Ale ja cieszę się, że mamy dostęp do wirtualnego świata, ponieważ zwrócił mi on wielu znajomych i przyjaciół sprzed lat, pozwolił na odnowienie zatartych w pamięci wspomnień. A im dłużej żyję, tym bardziej jestem pewna, że w zasadzie nic się w życiu nie liczy bardziej niż przyjaźń i wzajemna życzliwość. Doświadczyłam ich w tym roku bardzo wiele i za to jestem losowi niezwykle wdzięczna. Ci, którzy chowają w sercu mściwość, zapiekłą złość, nienawiść, są godni współczucia. Musi być trudno żyć z takim bagażem.
Moja podróż do Polski po 6 latach była niezwykłym doświadczeniem na wielu płaszczyznach. Z radością obejrzałam mój ukochany kraj, z którego jestem dumna i który oceniam bardzo wysoko, mimo że długa jeszcze przed nim droga. Zobaczyłam przeciekawe miejsca i spotkałam takichże ludzi, co wzbogaciło mnie niepomiernie. Sprawdziły się też dawne przyjaźnie, a te, które się nie sprawdziły, wyraźnie na to miano nie zasługiwały. Po raz kolejny przekonałam się, jak ważna jest dla mnie Polska nie tylko jako wspomnienie sentymentalnej imigrantki, lecz jako całkiem realne miejsce w moim życiu obecnym, które z racji tego co robię ma charakter pomostu między dwoma ukochanymi krajami - Kanadą i Polską. I wielką moją radością jest to, że mogę je ze sobą łączyć.
Wkraczam w nowy 2011 rok z nadzieją, że uda się nam dożyć jego końca bez większych wstrząsów na świecie. Że cały czas wrzące punkty zapalne uspokoją się i opamiętają, przypominając sobie, że przecież szkoda życia na walki i konflikty.
Najwyższy czas na taką refleksję człowieka, który bez opamiętania zawładnął naturą i butnie nią dysponuje jakby była niewyczerpalna. Trzeba zacząć myśleć o tym, że nic nie trwa wiecznie, a bez naszej mądrej wstrzemięźliwości ten czas jeszcze się skraca.
Życzę wszystkim i sobie, żeby nowy 2011 rok był rokiem łagodności i dobra, powrotu wartości, które stanowią o naszym człowieczeństwie, rokiem pokoju i spokoju. Żeby ten właśnie nowy 2011 rok był inny - mniej zaganiany, wariacki, żeby dał nam czas na zatrzymanie się, zastanowienie się i przemyślenie tego, co robimy i dokąd zmierzamy. Żebyśmy spędzali więcej czasu z bliskimi nam ludźmi, wyciągając do nich rękę, a nie odpychając ich od siebie, dając im zrozumienie i akceptację. Wtedy świat stanie się lepszy, mniej najeżony i wrogi. Ale zacząć musimy od siebie i własnego podwórka. Może tak uda się zmienić i to, co jest dużo dalej.
Do Siego Roku!
Małgorzata P. Bonikowska












