Kończą pracować, kiedy świta. Wracając do domu mijają w drzwiach tych, którzy właśnie do pracy wychodzą. Dla większości osób godziny pracy są bardzo podobne: zaczyna się rano, kończy mniej lub bardziej późnym popołudniem, choć dla coraz większej liczby zapracowanych Polaków – raczej wieczorem. Wtedy wracają do domu na zasłużony odpoczynek. Ale właśnie wówczas, kiedy zmęczeni siadają na kanapie, żeby obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu albo porozmawiać z rodziną, inni dopiero zaczynają przygotowywać się do pracy. To ci nieliczni, których godziny aktywności zawodowej są przesunięte niemal na drugi biegun doby – ci, którzy pracują w nocy.
Zosia, na co dzień studentka, kilka razy w tygodniu pracuje za barem w jednym z bardzo popularnych trójmiejskich klubów. Kiedy przypada jej nocna zmiana, pracę zaczyna wczesnym wieczorem, a do domu wraca dopiero nad ranem. Nic więc dziwnego, że przesypia prawie cały następny dzień, czasem, kiedy musi pracować dwie noce pod rząd, budzi się w takim momencie, że zdąży tylko się ubrać i już musi wracać za bar.
– Dużo bardziej wolę pracować nocą niż na dziennych zmianach – opowiada. – W nocy dzieje się o wiele więcej, kiedy w klubie jest duża impreza i pracy jest tyle, że nawet obsługując klientów w kilka osób ledwie się wyrabiamy, czuję zastrzyk adrenaliny, który inni muszą uzyskiwać w sztuczny sposób, np. skacząc na bungee czy bawiąc się w paintball. Dzięki temu w ogóle tracę poczucie czasu – nawet jeśli jestem za barem dziesięć, dwanaście godzin, w ogóle tego nie czuję. Na dodatek o świcie, kiedy wszyscy klienci już wyjdą i zaczynamy sprzątać, wcale nie mamy ochoty wychodzić i iść do domu. Siadamy w pustym klubie, zaczynamy sobie opowiadać o tym, co się działo tej nocy na imprezie, wspominać najbardziej zabawnych albo najdziwniejszych klientów. Przez to często wracam jeszcze później do domu niż mogłabym, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.
Nie wszyscy pracujący w nocy mają jednocześnie możliwość uczestniczenia w imprezach, choć niektórzy z nocnych pracowników o imprezy, chcąc nie chcąc, muszą się ocierać. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy wykonują zawody związane z nocną komunikacją: kierowcy autobusów czy taksówek. Zwłaszcza niektórzy z tych ostatnich bardzo lubią nocną pracę.
– Nocą na ulicach jest dużo mniejszy ruch – opowiada Paweł, pracujący od kilku lat za kółkiem jednej z trójmiejskich taksówek. – Więc raz: jeździ się o wiele przyjemniej, bo nie stoi się w korkach, a dwa: dzięki temu, że przemieszczanie się po mieście jest o wiele szybsze, można w tym samym czasie zrealizować więcej zamówień, a tym samym – więcej zarobić. Wyjeżdżam więc zwykle z domu przed północą – wtedy taksówkę potrzebują ci trochę spokojniejsi klienci, którzy chcą wrócić do łóżka o w miarę przyzwoitej porze. Druga fala zaczyna się około 2 w nocy – to są zwykle ci, którzy zabawili się na imprezie trochę bardziej, więc często wyraźnie czuć od nich alkohol. Owszem, bywają czasem trochę niegrzeczni, ale raczej nie czuję z ich strony niebezpieczeństwa. Nigdy nie miałem żadnej złej przygody związanej z jeżdżeniem w nocy. Ostatnia fala klientów to ci, którzy mniej więcej około 4-5 nad ranem łapią poranne pociągi i samoloty. Kiedy ten rodzaj zamówień się kończy, zwykle zjeżdżam do domu i idę spać.
Jeszcze inni pracują w zupełnej ciszy i przez całą noc nie oglądają żywego ducha. Ale niektórym z nich jest to bardzo na rękę. Sześćdziesięcioletni Andrzej dorabia do skromnej emerytury jako nocny strażnik w jednym z gdańskich zakładów pracy.
– Jest cisza, spokój, z reguły nic się nie dzieje – opowiada. – I to mi się bardzo podoba. Od czasu do czasu muszę robić obchód obiektu, ale poza tym mam sporo czasu na robienie tego, co bardzo lubię: oglądanie nocnych programów w telewizji, czytanie książek i rozwiązywanie krzyżówek.
Nocna praca przewraca życie do góry nogami i powoduje mnóstwo praktycznych trudności – związanych np. z poruszaniem się po mieście w godzinach, kiedy transport publiczny działa w bardzo ograniczonym zakresie albo z robieniem zakupów, kiedy większość sklepów jest zamknięta. Ale są tacy, którym to zupełnie nie przeszkadza, a zalety związane z pracą w nocy w zupełności wystarczają im, by wynagrodzić wszelkie niedogodności. Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem mijać się ich będzie nad ranem na klatce schodowej.
Przemek Gulda












