Dostałam maila od czytelniczki. Napisała, że ten sen o białych kombinezonach i zagrożeniu, mógł przepowiadać chmurę wulkaniczną i niedobre rzeczy z tym związane, że powinnam ostrzec na łamach gazety o tym, że to może być niezdrowe i stwarzać ‘ciche’ zagrożenie. Zorientowałam się, że nic nie wiem o wulkanach, a nuż to faktycznie ma jakiś wpływ na nasze zdrowie? Wygooglowałam sobie ten temat i faktycznie, astmatycy, ale i nie tylko, powinni wstrzymać się od spacerów i pracy na zewnątrz. A pogoda piękna jak na złość i ludzie brykają na plażach jak źrebaki, ogrodomaniacy zawzięcie kopią i uprawiają swoje poletka, matki z niemowlakami masowo wylegają z wózkami na skwery, a pył sobie cichutko wnika w nasze drogi oddechowe, zasadza się niewidocznie na skórze i działa. Alergicy pewnie będą mieli mnóstwo dodatkowych symptomów, albo nasilenie obecnych. Niby nie ma dowodów na to, że to szkodliwe, ale jednocześnie nikt jeszcze nie zbadał takiego masowego rażenia pyłowego i jak to się ma do naszego zdrowia i reperkusji po. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, stało się, już nie da się cofnąć tych wszystkich godzin delektowania się piękną pogodą. Miejcie tylko na uwadze, że jak kaszel męczy, oczy łzawią, dusi dziwnie, wysypka jakaś, to może być to, trzeba zasugerować lekarzowi, drążyć temat, żeby nie było skuchy.
A teraz z innej beczki - jestem bardzo podniesiona na duchu naszymi, rodaków, objawami solidarności i dobroci międzynarodowej. A mianowicie, po ukazaniu się na moim blogu kulturalnym notki, w której wspominam o utworzeniu biblioteki przy polskiej szkole niedzielnej w Letterkenny i o naszych trudnych, mozolnych początkach, kilka osób bezinteresownie postanowiło podarować nam książki. Koleżanka blogowiczka z Niemiec, wanda28, która zgodziła się pożyczyć mi powieść Antoniny Kozłowskiej, której bezskutecznie szukałam od wieków, zdecydowała się ostatecznie zostawić ją dla wypożyczalni. Potem zupełnie obcy chłopak, a właściwie para, zaoferowali mi, po uprzednim przeczytaniu, hit wydawniczy ostatnich miesięcy - ‘Rewrs’ Barta. Nie tylko nie wzięli żadnych pieniędzy, ale jeszcze zapłacili za wysyłkę. Zaraz potem dostałam maila od wydawnictwa INITIUM, że jeżeli jestem nadal zainteresowana, mogę im podać adres i wyślą dwie książki, a kiedyś może i więcej. Zatkało mnie. Oczywiście, że im odpowiedziałam i dzięki temu dostałam hit ostatnich miesięcy w Polsce, a ostatniego roku na zachodzie (włącznie z musicalem wyprodukowanym na podstawie tej książki) - ‘Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu oraz Światła pochylenie Laury Witcomb (o duchach, uuuuuuu, prześcieradło powinno być w komplecie). No czyż nie mam szczęścia do ludzi dobrej woli? Poza tym miejscowi korzystający z biblioteki też zostawiają swoje książki do użytku innych, a i datki wpływają, więc rozrasta się ta nasza biblioteka aż miło. Nie, żeby książki waliły drzwiami i oknami, ale małymi krokami, książka za książką, coraz więcej ciekawych pozycji mamy. Oby tak dalej.
Byłam niedawno na czterdziestych urodzinach mojej emigracyjnej przyjaciółki. Pięknie połączyła ona dwa światy – polski i irlandzki. Zaprosiła do siebie na przyjęcie prawie 30 osób, wymieszała obie narodowości, a do tego dodała jeszcze Brytyjczyków i Chorwata. Wiekowy rozstrzał też był niezły. I wszyscy bawili się znakomicie, dogadywali się bez problemu, osiągając coraz większy luz wraz z ilością wypitych trunków. Impreza u Agnieszki była dowodem na to, że można żyć w rozkroku między dwoma kulturami, wieloma narodowościami i nie tylko nic nie stracić, ale wręcz odwrotnie - zdecydowanie wzbogacić swoje życie, nie tylko towarzyskie. Jeden tylko był szkopuł, byłam po grypie, na antybiotykach i musiałam o suchej gębie obserwować coraz większe ‘znieczulenie’ towarzystwa, co sami przyznacie, od pewnego momentu na trzeźwo jest prawie nie do zniesienia.
Polska podnosi się powoli po tragedii w Smoleńsku. Już ostatnie trumny ze szczątkami zabitych przyjechały do kraju, niedługo odbędą się ich pogrzeby i rodziny będą wreszcie mogły zacząć czas żałoby i pogodzenia (czy to się w ogóle da?) z nowym status quo. A na scenie politycznej zaczyna wrzeć. Ciekawe, co z tego wyniknie?
Kasia Hordyniec












