
Szary prostokąt piwnicy. W kącie ja - czarny, zwinięty kłębek. Nie, nie jestem włóczką, lecz kotem.
Tym, co miauczy, mruczy, albo wyciąga pazury. Ludzie nazywają mnie dachowcem. Co to oznacza?...
W terminologii ludzkiej, należę do niższej kasty pariasów, czyli mówiąc prościej nie jestem kotem rasowym. Co to znaczy kot rasowy? Z pewnością swego rodzaju nobilitację, pewne przywileje. Jakie?
- Odpowiednio dobrane jedzenie, wieczne przytulanie, czasem traktowanie jak maskotkę, no i jakieś wystawy, na których można spotkać przedstawicieli różnych ras, a przy nich ich dumnych właścicieli.
Tak, okazuje się, że ludzie muszą wszędzie dokonywać podziałów. U nich świat dzieli się na lepszych i gorszych i to nie tylko wśród nich samych… Zatem ja stoję na najniższym szczeblu ich drabiny społecznej.
Zaczyna świtać. Węże bladych promyków wpełzają przez piwniczne okno. Ciepłe światło delikatnie głaszcze mnie po głowie. Przemocą wdziera się pod powieki. Powoli rozszerzam szparki migdałowych oczu. Przeciągam leniwie zmarznięte członki. Czuję, jak zbuntowany żołądek ssaniem przypomina mi o głodzie. Świat za oknem budzi ciekawość i zarazem obawę przed nieznanym. Głód i instynkt przetrwania bierze jednak górę nad lękiem. Wyskakuję przez okienko na osiedlowe podwórko.
Miękkie poduszki łap dotykają zmarzniętego podłoża. Wciągam w nozdrza rześkie powietrze. Przechodzę kilka metrów. Rozglądam się, nasłuchuję. Nagle słyszę znajomy, jakże niemiły dźwięk.
To mój wróg zbliża się do mnie. Coś pokrzykuje w swoim dziwnym, psim języku. Obok maszeruje jego pan. Nigdy nie zrozumiem, czemu ludzie tak bardzo kochają naszych wrogów?... Co najdziwniejsze to nie przeszkadza im kochać również nas… Coraz wyraźniej słyszę jego ujadanie. Na szczęście jeszcze mnie nie dostrzegł. Pośpiesznie przeciskam się przez ogrodzenie przydomowego ogródka.
Po chwili dźwięk milknie. Uff - oddycham z uczuciem ulgi, choć serce nadal bije jak szalone. Napięte, twarde mięśnie powoli się rozluźniają. Sztywna, zjeżona sierść znów miękko się układa. Wiem, że mój wróg odszedł, ale mimo to, wciąż jestem gotów do nagłej ucieczki. Po jakimś czasie się uspokajam, siadam na przydomowym schodku. Obok stoi miska z wodą. Czyżby ktoś specjalnie ją dla mnie ustawił? Skąd wiedział, że będę tędy przechodził? Zanurzam w niej mój spragniony pyszczek. Macham pracowicie wiosłem języka, aby zagarnąć jak najwięcej życiodajnego płynu…
Po chwili słyszę otwierające się drzwi. Stoi w nich dwunożna postać. Zbliżam się do niej. Nieśmiało ocieram o nogi czekając, aż mnie pogłaszcze. Tak bardzo brakuje mi ludzkiego dotyku !
Poza tym mam nadzieję, że gdy zamiauczę, to pewnie się domyśli, że jestem głodny i da mi coś do jedzenia?...
Niestety moje nadzieje się nie spełniają. Zamiast dotyku - widzę złość w ludzkich oczach i słyszę jego pokrzykiwanie. Przerażony odskakuję, a on rzuca za mną kamieniem.
Uciekam w najdalszy kąt ogródka. Kryję się pod jednym z gęstym krzaków. Mój prześladowca się rozgląda, ale na szczęście mnie nie dostrzega. Wkrótce znika za drzwiami domu.
Bardzo mi smutno, że zamiast upragnionego jedzenia, o mały włos nie straciłem oka. Nigdy nie wiem, czego można się spodziewać po tych wysokich, dwunożnych stworzeniach. Każdy z nich jest całkiem inny i ma zupełnie inne zachowania. Jeden ciebie pogłaszcze, a drugi psem poszczuje. W jaki sposób mam rozpoznać, kto jest moim wrogiem, a kto przyjacielem?
Najgorsze jest to, że tęsknię za jednym z nich. Ludzie co prawda myślą, że my koty przyzwyczajamy się tylko do miejsca. Nie wiem, skąd wzięło się u nich to przekonanie?... Oczywiście za miejscem też tęsknimy.
Ja na przykład tęsknię za dużym wiklinowym koszem - wyściełanym ciepłym, miękkim kocykiem czy też za dziwnym tworem na ścianie, który wydzielał błogie ciepło, wtedy, gdy było zimno za oknem. Najbardziej jednak tęsknię za moją panią .
Za jej kolanami, na których mnie często sadowiła, za pieszczotliwym dotykiem, czy łagodnym tembrem głosu, jakim do mnie czule przemawiała. Oczywiście brakuje mi też codziennej porcji świeżego jedzenia. Tłustej ryby, kawałka mięsa albo kurczaka. Nie pamiętam, abym przy niej kiedykolwiek głodował.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Tak w każdym razie mawiają ludzie. Ja też odczułem tę bolesną prawdę na sobie.
Pamiętam ten dzień jak porozumiewawczo miauczałem do mojej pani , a ona nawet się nie poruszyła! Pobiegłem sprawdzić co się stało. Zobaczyłem jak leżała nieruchomo na swoim posłaniu. Zacząłem lizać ją po rękach, potem trącałem pyszczkiem jej nos. Nie odniosło to jednak żadnego skutku. Wtedy na dobre się przestraszyłem. Miauczałem ze wszystkich sił, aby ktoś z dwunożnych stworzeń zainteresował się moją żywicielką. Z biegiem czasu zacząłem tracić nadzieję…
Nagle usłyszałem głosy na klatce schodowej, a potem szczęk otwieranego w drzwiach zamka. Nieznajoma mi osoba wtargnęła do pokoju. Wkrótce pojawiły się w nim jeszcze inne postacie, które gdzieś wyniosły moją panią. Kiedy jej już nie było, ktoś przypomniał sobie o mnie.
Otworzył drzwi, a potem podniesionym tonem i gestem - nakazał, żebym opuścił mieszkanie. Zrozumiałem, że muszę wyjść.
Od tamtej pory błąkam się po osiedlu. Niestety nikt nie chce mnie przygarnąć do siebie !
Na mój widok ludzie różnie reagują. Jedni mówią, że jestem tym kotem, którego pani leży ciężko chora w szpitalu. Inni opowiadają, że ocaliłem jej życie. Są i tacy, którzy nazywają mnie fiksatem co miauczy, bo mu się w głowie pokręciło, zaraz po tym jak się rozstał ze swoją właścicielką.
Czemu ludziom tak trudno zrozumieć że miauczę, ponieważ czuję się opuszczony, samotny, głodny czy zmarznięty?...
Dlaczego mój koci krzyk jest dla nich wyrazem choroby psychicznej? Czy każde dwunożne krzyczące stworzenie - też zasługuje na miano wariata?... Przypuszczam, że gdybym był Persem, czy Syjamem, a nie zwykłym dachowcem, mój los byłby całkowicie inny.
Może wystarczyłoby, gdybym przypominał małego, słodkiego puszka okruszka - takiego jak ten z dziecięcej piosenki pewnej panienki ?
Tak, nie ma to jak być dobrze urodzonym i młodym!
Niestety, nie jestem ani kocim arystokratą, ani malutką, nieporadną kulką.
Czy to wystarczający powód, aby ludzie - w najlepszym razie traktowali mnie jak niewidzialne powietrze, a w najgorszym - wywieźli za miasto albo wyrzucili na podwórko, czy też prześladowali ze sforą swoich ulubionych pupilków?…












