Notatnik wileński
„Droga donikąd” – po litewsku
„Domek w Czarnym Borze był bardzo ładny... Okno z lewej od ganku należało do gabinetu Józefa. Stała tam skórzana kanapa, biurko i półki z książkami...”. Przy biurku tym w podwileńskim Czarnym Borze powstała pierwotna wersja powieści Józefa Mackiewicza „Droga donikąd”. Jej liczne epizody przedstawił początkowo w formie wspomnień i autobiograficznych opowiadań w wileńskim „Gońcu Codziennym”, a w 1947 w piśmie „Lwów i Wilno”.
Rodowód wielu wątków, postaci i zdarzeń nie był fikcyjny. To opowieść o ludziach, którzy naprawdę istnieli, o sprawach, które rzeczywiście rozegrały się w Wilnie. Józef Mackiewicz: „...wszystko jest autentyczne w tej relacji. Ludzie, zwierzęta i rzeczy, zdarzenia, tajne dokumenty i daty; nazwy wsi; świt i zachód o czasie moskiewskim, linia przebiegająca rojstami, która dzieliła litewską i białoruską republiki (tak w oryginale) sowieckie, a także kierunek każdej drogi. Autentyczne są nazwiska oficerów ludowego komisariatu bezpieczeństwa państwowego – N.K.G.B”.
Teraz czytelnik litewski może w swym języku ojczystym przeczytać o zdarzeniach i wydarzeniach wileńskich „z pierwszej ręki” – od pisarza znakomitego, który był autentycznym świadkiem i uczestnikiem tych zdarzeń i wydarzeń. Powieść ukazała się nakładem wydawnictwa „Aidai” (dyrektor – Pranas Vildžiunas) w przekładzie Leonardasa Vilkasa. Jej prezentacja w Instytucie Polskim w Wilnie była starannie przygotowana. Jak zresztą wszystkie przedsięwzięcia mające tu miejsce. Barbara Orszewska czytała fragment „Drogi donikąd” po polsku, kilka urywków po litewsku z wielką pasją zaprezentował aktor Virgilijus Kubilius. Cały szereg ciekawych szczegółów z życia Józefa Mackiewicza przedstawiła dr Teresa Dalecka z Centrum Slawistyki Uniwersytetu Wileńskiego. Nad całością czuwała dr Małgorzata Kasner, dyrektor Instytutu Polskiego w Wilnie.
Warto dodać, że prezentacja ściągnęła liczne grono czytelników litewskich. Jest więc nadzieja, że „Droga donikąd” będzie lekturą poszukiwaną przez wszystkich interesujących się dziejami terenów, które narrator utworu określa jako „resztówkę Wielkiego Księstwa Litewskiego”, a które przed 1939 r. nazywano Litwą Środkową. Obszar ten w czerwcu 1940 r. znalazł się pod okupacją sowiecką. Trwała ona aż do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 21 czerwca 1941 r. Akcja „Drogi donikąd” rozgrywa się w ciągu tego roku. Prezentacja miała jeszcze jeden akcent. Otóż, na dużym ekranie wyświetlane były archiwalne zdjęcia z okresu okupacji Wilna, udostępnione przez wileńskiego fotografika Stanislovasa Žvirgždasa.
Jeszcze tylko szczegół dotyczący autora „Drogi donikąd”, jakże wymowny. Na jednej z konferencji polsko-niemiecko-amerykańskiej przedstawił się: zawód: pisarz, narodowość: antykomunista, przekonania: kontrrewolucjonista, kraj pochodzenia: Europa Wschodnia. Obecni uznali to za żart. Ale w rzeczywistości żartem to nie było. Mówił prawdę.
Józef Mackiewicz zmarł w Monachium w 1985 roku. Został pochowany w Londynie. Na nagrobku znalazł się napis, że chciałby, aby jego prochy spoczęły na wileńskiej Rossie. Na tej nekropolii leżą rodzice Józefa Mackiewicza – Antoni Mackiewicz (zm. w 1914) i Maria z Pietraszkiewiczów Mackiewiczowa (zm. w 1932).
Ruch wokół pałacu
Od wielu lat, zazwyczaj z nastaniem wiosny, w Wilnie poruszany jest temat w zastraszającym tempie niszczejącego dawnego pałacu Sapiehów na Antokolu. Rozpoczyna się spieranie o to, co ma być w ewentualnie odnowionej byłej własności magnatów, a następnie – kilku nie pasujących bardzo do tego miejsca instytucji, które miały tu siedziby, przy okazji niszcząc zabytkową cenną budowlę. Warto przy okazji przypomnieć, że Wilno, jako jedyna bodaj stolica europejska, nie ma dotychczas swego miejskiego muzeum historycznego. Do tego celu pałac sapieżyński pasuje jak najbardziej. Zresztą, część specjalistów optuje za takim właśnie rozwiązaniem.
Cała nadzieja w Unii Europejskiej. Obliczono, że na odrestaurowanie pałacu potrzeba 30 mln litów. Tymczasem z funduszy strukturalnych UE Litwa ma zamiar prosić 8 mln Lt, aby móc rozpocząć pierwszy etap robót. Przewidziano, jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, trzy etapy prac. Ostatni obejmie odnowienie całego zespołu pałacowego i rozległego, ongiś jednego z najpiękniejszych w Wilnie, parku.
Barokowy pałac na Antokolu zbudował w końcu XVII wieku wojewoda wileński i hetman wielki litewski Kazimierz Jan Sapieha na miejscu wcześniejszej budowli wzniesionej przez Lwa Sapiehę.
W Ogrodzie Bernardyńskim
Unia Europejska obiecała 14 mln litów na gruntowną rekonstrukcję Ogrodu Bernardyńskiego (Sereikiškiu parkas), ongiś dumy i chluby Wilna, dziś, zdaniem specjalistów, raczej przypominającego las. Samorząd miasta nie ma też uprzednio deklarowanych na odnowę ogrodu 2 mln litów. Tyleż zapowiedzieli dać mecenaci, ale dotychczas milczą.
Tymczasem pożyczono 300 tys. litów z funduszu rezerwowego samorządu i w Bernardynce rozpoczęto prace. Na początek poszły pod piłę drzewa, w sumie ma być wyciętych 200 sztuk, określanych jako nie przedstawiające większej wartości. W przyszłości planuje się ogrodowi przywrócić kształt nadany mu w końcu XIX w. przez znanego artystę malarza i fotografa Aleksandra Straussa. Podobnie jak ongiś, po zrealizowaniu projektu, ma odpowiadać koncepcji parków europejskich, czyli pełnić funkcję wypoczynkowo-rozrywkową.
Windą na dzwonnicę
Jest najwyższą budowlą Starówki. Pięciokondygnacyjna dzwonnica kościoła św. Jana liczy aż 68 metrów i ma być przystosowana do potrzeb turystyki. Co też budzi kontrowersje wśród specjalistów od ochrony zabytków. Ale pewnie lepsze jest zainstalowanie nowoczesnej windy, która ciekawskich zawiezie na specjalnie urządzony taras widokowy, niż postępująca ruina wieży. Prace trwają, finanse, oczywiście, z UE i budżetu państwa. W sumie – około 5 mln litów. Restaurowane są m. in. zabytkowe schody (restaurowane a nie wymieniane!).
W okresie międzywojennym można było tymi schodami wejść na wysokość 50 m od poziomu gruntu i stamtąd podziwiać panoramę Wilna. Twórcą ostatniej przebudowy wieży świętojańskiej jest wybitny architekt Jan Krzysztof Glaubitz.
Halina Jotkiałło












