Jakub oparty o parapet wygląda przez okno. Obserwuje jak statki chmur płyną po grafitowym niebie, a kikuty drzew odstraszają raczej, niż przyciągają swoim wyglądem. Słyszy wrony i kawki wykrzykujące głośno żale na brak pożywienia. Czuje jak z każdą chwilą macki melancholii coraz bardziej oplatają jego myśli.
Przypominają o starych, dobrych czasach. Przywodzą na myśl zimowy krajobraz, kiedy razem z byłą już dziewczyną rzucali się śnieżkami, a jej srebrzysty śmiech dźwięczał w uszach, niczym najpiękniejsza melodia świata. Wszystko dookoła pokrywał biały puch, a płatki śniegu skrzyły się kolorami wielobarwnej tęczy.
Cóż, nie ma już u jego boku tej pszenicznej panny z chabrem w oczach, pachnącej bergamotką. Brakuje też bieli za oknem, jak wtedy, kiedy się poznali i niebezpiecznych falban sopli, które groziły niemiłym incydentem. Zamiast tego, szarość w duszy idealnie komponuje się z krajobrazem. W dodatku - szkielet kaloryferów bezczelnie obnaża swoje zimne, chude żeberka!
Tak, myśli Józek - nawet kaloryfery sprzysięgły się przeciwko mnie!
Podenerwowany odkręca kurek z wodą, aby nalać ją do czajnika. W tym momencie słyszy przeciągłe zawodzenie. Dźwięk przypomina jęk potępionej duszy, która w swoim życiu nieźle nabroiła.
- Tak, potwierdza kiwając głową Józek - spełnia się klątwa rzucona przez tę mściwą babę! Nie dość, że mnie opuściła, tylko dlatego, że raz jeden nie potrafiłem zapanować nad swoją chucią i przespałem się z jedną z jej seksownych koleżanek, to jeszcze powiedziała, że mnie przeklina, a jej zemsta mnie dosięgnie!
- Wygląda na to, że właśnie zaczęła spełniać swoją obietnicę. Kto by pomyślał, że ta blond - Wenus anielica, okaże się zwykłą czarownicą? Swoją drogą mogłem się tego domyślać, kiedy lubieżnie zawodziła i na dodatek krzyczała, gdy udowadniałem jej swoją męskość. Pamiętam też, jak chwaliła mój potencjał. Mówiła że nikt - tak jak ja, nie potrafi jej zaspokoić. Tak, zawsze wiedziałem, że baby mają diabła za skórą! Jedyna rada, to się z nimi nie zadawać, a na frasunek, to najlepszy trunek!
Z tą myślą Jakub udał się do osiedlowego sklepu monopolowego, w celu zaopatrzenia się w cudowny eliksir, co ma moc, by wszystkie smutki przegonić.
Kiedy wrócił bogatszy o flaszkę za pazuchą, sięgnął po komórkę, by zaprosić znajomego i ognistym płynem oraz spostrzeżeniami na temat kobiet się z nim podzielić. Zadzwonił do Krzyśka, odwiecznego kawalera, co zawsze był chętny, by razem trunku się napić.
Zamiast niego jakiś babski głos odezwał się w słuchawce. Spytał o numer, bo przez chwilę pomyślał, że się źle połączył. Głos zarechotał, a po chwili usłyszał znajomego.
- Kuba, czemu ty ludzi straszysz i państwu statystykę psujesz. Oj nieładnie chłopie, nieładnie !
- Jak to psuję statystykę, zdziwił się Kuba, o czym ty do licha mówisz?
- Jak to o czym? Właśnie z Krysią pracowaliśmy nad przyrostem naturalnym, a ty nam przerywasz tak szczytną misję ?
- Misję, jaką misję, o czym ty k..a mówisz? Zapomniałeś już o starym kumplu? Bierz taryfę i przyjedź do mnie, to pomożesz mi flaszkę obalić.
- Sorry stary, ale właśnie podróżuję, odparł rozmarzonym głosem Krzysiek…
- Jak to podróżujesz, przecież jesteś w domu z jakąś laską?
- No właśnie, przytaknął Krzysiek - idę” do tych… pagórków leśnych, do tych pól … gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała…”
Po tych słowach Pan Krzysztof zamilkł…
- Krzysiek, co z Tobą - odezwij się, krzyknął Kuba do słuchawki! Czyś ty się trawy naćpał? Słuchaj rzuć to świństwo już lepsza czysta wyborowa!
- Nic, nic - odparł po chwili Krzyś, mnie tylko się Pan Tadeusz przypomniał.
- Jaki Pan Tadeusz, nic z tego nie rozumiem - stwierdził mocno zmartwiony Jakub.
- No wiesz, niedawno Krysia mi go przyniosła. Nie martw się stary, wszystko jest o. k. Właśnie byliśmy z Krysią na wyżynach.
- Na jakich wyżynach - pytał lekko bełkocząc Jakub, który ze zdenerwowania pociągnął dobrych kilka łyków kojącego trunku.
- Na samym Mount Evereście stary, mówię Tobie na samym Mount Evereście!
- No tak, już wszystko rozumiem. To pewnie przez tą wyprawę w głowie się Tobie pokiełbasiło, no bo w końcu tam , na tym Mont Evereście, to nie ma tlenu i stąd tak bez sensu gadasz! Bardzo mi przykro, Krzychu, zdrowia Tobie życzę!
- Dziękuję Kubuś. Ja Tobie też, a podróże jak wiesz kształcą, na szczęście nie mam skrzydeł Ikara, zatem nie musisz się o mnie obawiać.
- Ikara, jakiego Ikara?... Chyba red - bulla? Czy o niego Tobie chodziło?
- Nie, nie. Ikara - tego co mu ojciec Dedal skrzydła z wosku zrobił.
- Ikar, Dedal - nic z tego nie rozumiem. Coś chyba sporo tej trawki było...
- Do widzenia - odparł Jakub jeszcze bardziej przygaszony. Tak, myślał ponuro. Wiedziałem, że kobiety mają na niego zły wpływ, ale nie sądziłem, że aż tak się biedak stoczy. Z tą Kryśką nie tylko trawę jara, lecz jeszcze trójkąty, a nawet czworokąty tworzą! Nie dość, że był z nimi jakiś Tadeusz, to potem jeszcze Ikar do nich dołączył…
- Zawsze wiedziałem, że baby to nic dobrego! Na mnie moja była klątwę rzuciła, a teraz ten biedny Krzysztof rozum stracił. Szkoda chłopa, taki był porządny - do tańca i do różańca. Tak. Zawsze mówiłem, że lepiej się z kumplem napić, niż w babskim towarzystwie przebywać! No i na zmarnowanie mu przyszło.
- No to chlup, ostatni łyczek za zdrowie mojego przyjaciela. Tak, nie ma to jak dobre towarzystwo. Nawet mróz i szaruga za oknami wtedy nie straszna. Od razu człowiekowi weselej, a i rozgrzewa jak się patrzy! Za to z babami to same tylko kłopoty, bo nie dość, że z kumplem wypić nie dadzą, to mu całkiem we łbie pomieszają, że już z takim porozmawiać nie idzie. Tak flaszeczko kochana - ty mnie nie zdradzisz i na manowce nie wyprowadzisz!
Po tych słowach Kuba poczuł jak mu się ciepło zrobiło nie tylko na duszy, ale i na nodze, gdy ciepły strumień moczu na nią wylał. Po chwili spał już jak zabity, a w pokoju słychać było echo jego głośnego chrapania…












