
Właśnie minęły Święta Bożego Narodzenia. Przed ich rozpoczęciem znakomita katolicka większość lepiła dobroć wraz z grzybowymi pierogami.
Kiedy już nastały, wstępowała na przylądki dobrej nadziei - dzieląc się opłatkiem ze swoim bliźnim i śpiewając kolędy w czasie pasterki.
Jednak Święta już za nami, a Kowalskiemu pozostał niesmak, a nawet smutek, żal…
Jakże mogło by być inaczej, skoro życie jest tak niesprawiedliwe?...
Do tej pory zdenerwowanie go trzyma na myśl o wigilijnej kolacji u jednej ze swoich krewnych.
Czemu los pozwala takiej miernocie na podwyżkę, podczas, gdy on zdolny, wykształcony i pracowity zarabia grosze? Ach, żeby ją tak Pan Bóg skarał, tą piegowatą, na dodatek wredną, bo rudą małpę - snuje swoje przemyślenia.
Nie dość, że kupiła nowe meble, to jeszcze ma plany na wakacje w ciepłych krajach. Tego już stanowczo za wiele! Jak ona śmie epatować swoim sukcesem finansowym?
To naprawdę szczyt nietaktu, by obnosić się z tym faktem!
Cóż pozostaje tylko nadzieja, która, jak wiadomo umiera ostatnia, że jeszcze i ją los wytarmosi za uszy, bo przecież Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy...
Na dodatek Kowalski dzisiaj o mały włos spóźniłby się do pracy, gdy go nachalnie zaczepił jakiś żebrak na ulicy, prosząc o wsparcie, bo jest ciężko chory.
Czy ja nie mam swojej rodziny, żebym miał jeszcze wspierać jakiegoś menela na ulicy?
- Myślał zirytowany.
Wraca z pracy włącza telewizor chce się trochę zrelaksować, pooglądać sobie jakieś ładne babeczki, albo przygody muszkieterów czy Indiana Jonesów… Nic z tych rzeczy niestety!
Zamiast pojedynków na szpady i barwnych przygód, widzi znowu jak nieszczęście jęczy i ukazuje swoje nędzne oblicze w programie Pani Jaworowicz.
Nic, tylko się załamać! Na dodatek żona nawet obiadu nie zrobiła, bo chce by zjeść jeszcze bigos poświąteczny , choć popitka już się do niego dawno skończyła.
Tak, życie bywa niewesołe…
Po obiadokolacji pomimo, że nie lubi słodyczy, to ze złości zjada całą torebkę wedlowskiej mieszanki.
Przynajmniej, jak przyjdzie przyjaciółka żony, to nie będzie się nimi obżerała - myśli z satysfakcją. Już widzi jej zawiedzioną minę, gdy zobaczy, że nie ma jej ulubionych smakołyków.
Co ona sobie myśli, że co ja jestem, Matka Teresa? Jak Kaśka chce ją sprowadzać, to najpierw niech kupi osobne mieszkanie, wtedy będzie mogła gościć do woli tą tlenioną Barbie.
Poza tym te jej przemądrzałe dzieci, które często przyprowadza ze sobą - doprowadzają mnie do szewskiej pasji!
Nie dość, że mają zdanie na każdy temat, to jeszcze już na studiach te szczeniaki załapały się na jakieś super staże w prestiżowych zachodnich firmach.
- Mam nadzieję, że tym zarozumiałym gnojkom wkrótce noga się powinie.
Jakaś sprawiedliwość na tym świecie istnieć musi!
- Nie może być tak, że taki stary wyjadacz chleba ledwo przędzie, a jakiś siusiumajtek zbija kokosy.
Tak, z pewnością spotka ich zasłużona kara, za nadmierne, spełnione ambicje. Panie Boże chyba widzisz tę jawną niesprawiedliwość i zrobisz z tym porządek?...
Po tej „modlitwie” zasypia z błogim uśmiechem przed niewygaszonym telewizorem…












