Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw. „nieczyste zawody". Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
- Jakże łatwe czary mary, gdy się żyje za... dolary! Wtedy nawet prosty gazda uśmieje się: - ale jazda! Dobrze sobie gratkę sprawić, naszym kosztem się zabawić! Tak to, Janku, cała sfora wiernych Ojca Dyrektora, nas prowadzi do „zamęścia" uchylając drzwi... nieszczęścia. Jarek kością im nie stanie: granica na oceanie!
- Harnaś chce nam dziś powiedzieć: - dobrze przy żubrze posiedzieć...Co tam jutro, co tam nauka, gdy na stole stoi Warka! Pały mogą być zalane, gdy pod ławą... tańcowane! W Jarosławiu chodzi plotka: - zamiast Damy: Pierwsza Kotka! Nie odmawiamy im prawa do adopcji Jarosława! Całkiem przednie gusty wsiowe! Tak jak wino... owocowe.
- Intelektu zasób spory, by pójść chwiejnie na wybory! Potem wina jeszcze szklanka, no i powrót do... zaścianka. Kiedy powódź daje kopa, to potrzebna im Europa! Karta praw może zaszkodzić, gdy już będzie po powodzi?
- Południe jest zbyt spokojne! Może wypowiedzieć wojnę? Tylko komu, drogi kumie? Może dowiem się na sumie? In vitro dla katolika? Co za pomysł katorżnika! Zanim „taki" się narodzi, dokopać im nie zaszkodzi! Jarek wcale się nie zmienia: wsadzi „pustych" do więzienia! Co się mają pętać męty? Nasz kraj przecież taki święty! Ważny jest każdy zarodek - dalit to już tylko... smrodek!
- To straszne, lecz w tym pochodzie udział biorą ci na wschodzie. Gorsza marka w bocznej nawie, bo to przecież... prawosławie. Polak, gdy w więzieniu siedzi, także chodzi do spowiedzi. To od innych go odróżnia: reszta to jest tylko próżnia. Od wieków nic się nie zmienia, prócz niskiego wykształcenia...
- Prostym, na wiedzę odpornym łatwiej rządzić jest zadziornym. Wilk w owczej skórze przed laty odciął studentom dopłaty. Płacić przyszło pełne czesne - jakże było to bolesne! Brak rozsądku tu, przy urnie, może pomóc zostać durniem!
- Mądrze dziś o zdrowiu prawi. W Białym Grodzie źle się wsławił! Premier, mierząc własną miarką, zadał bobu... pielęgniarkom. Jedno czyni, drugie rzecze: myśl przekręci, gęś upiecze... Całkiem zgrabnym bywa frantem, cel osiągnie - puści kantem!
- Niby Niemców kocha szczerze... Już mu wierzę, już mu wierzę... Tak jak w to, że w krótką chwilę, można zostać rusofilem. Miłość, pokój niby sławi, a naprawdę mógłby zabić. Według potrzeb zmienia maski: białe, czarne, nawet w paski...
- Jakże prosto dziś prawicę, można przemienić w lewicę! Gdy interes zwietrzy znaczny, może nawet być niesmaczny! Wcielając się w rolę króla, krzyknie: - Jam jest Kaligula! Nie ma zahamowań żadnych. Ot, po prostu: jest zaradny!
- Quo vadis polski dalicie? Czy Wy tego nie widzicie? Jedno tylko wyznał szczerze, swemu bratu... po spacerze... Usłyszałem! Aż mnie ścięło: on chce ciągnąć Lecha dzieło! Co więc znaczą te podchody? Kłótnie, waśnie i brak zgody! Ma on jedną pewną cechę: Europa wybuchnie śmiechem, gdy ten szaman duchem wielki, znowu sięgnie do szabelki... Puszcza w eter puste słowa, już od tego boli głowa... Nie omami chyba wielu? Oby nie osiągnął celu...
Bogusław Sielecki












