Kurikulum zmotywowane listem
Napisanie CV to połowa sukcesu, druga połowa to list motywacyjny, trzecia połowa (jak mawiała moja sąsiadka z dzieciństwa) to rozmowa kwalifikacyjna, o ile do niej w ogóle dojdzie, a kiedy ci proponują kilka dni pracy na próbę, zapomnij o tamtych połowach i skup się na tej części zadania. Napisać CV jest łatwo i niełatwo jednocześnie, bo cóż prostszego niż wymienić, gdzie się uczyliśmy, gdzie pracowaliśmy plus kilka zdań o zainteresowaniach i kilka słów w profilu? Warto jednak pamiętać o tym, że nie ma uniwersalnego CV, za każdym razem, w zależności od miejsca, gdzie je wysyłamy, co innego trzeba wypunktować ‘grubym drukiem’. Kto powiedział, że jest obowiązek pisać wszystko? Może nam nie pasuje zamieszczenie jakiejś informacji, bo się źle skojarzy przyszłemu pracodawcy? CV to nie życiorys pisany w komunistycznych kadrach, jak na spowiedzi, bo inaczej komórka partyjna nas rozliczy z imperialistycznych kłamstw. Faktycznie, wraz z listem motywacyjnym, to jest największe narzędzie służące zmanipulowaniu potencjalnego pracodawcy w celu zwrócenia jego uwagi. Dlatego, taka moja rada, warto napisać je w tabelce, jeżeli używacie Worda, a następnie ukryć ramki, także w efekcie wygląda jak normalny tekst. Za każdym razem, kiedy wprowadzacie zmiany, dopisujecie, ukrywacie, wyrzucacie, tekst trzyma się nadal kupy, nie rozjeżdżają się treść i daty, łatwo opanować potwora. Ciekawostka – specjaliści mówią, żeby nie pisać narodowości, daty urodzenia ani płci, według nowych zasad, nikogo to nie powinno obchodzić. A jeżeli skurczybyczki chcą was wyeliminować ze względu na któryś z powyższych czynników, niech się trochę natrudzą, policzą według dat ukończenia szkoły ile wam stuknęło, nie ułatwiajmy im praktyk dyskryminacyjnych.
List motywacyjny, tak zwany covering letter to już wyższa szkoła jazdy. Nigdy nie wiadomo, co chwyci? Musicie się zastanowić, co może być najważniejsze na dane stanowisko, bo przecież nie będziesz pisał, że masz artystyczną wrażliwość, kiedy startujesz do ochrony w sklepie, a znowu twierdzenie, że jest się twardzielem, który nigdy nie płacze, nie ma sensu, kiedy startujemy na pozycję opiekuna w domu starców. Polacy są znani tutaj z tego, ze wciąż poszukują czegoś lepszego, więc może dobrze jest zawsze zaznaczyć, że interesuje nas stabilna posada, że mamy potrzebę długotrwałego zasiedzenia się w danej firmie. No, chyba, że od razu wiadomo, że to jest kontrakt czasowy. Na list motywacyjny nie ma rady, trzeba ich napisać kilka, kilkanaście nawet, żeby zrozumieć, co w trawie piszczy i jak mniej więcej dobierać argumenty. Zanim jednak zaczniecie pisać, dobrze jest sprawdzić, czy firma ma swoją stronę internetową, może tam znajdziecie jakąś podpowiedź? Nie może być za długi, ma tylko sygnalizować wasze atuty i zachęcać do poznania autora, do dalszej rozmowy. Tylko i aż.
Na interview najlepsi łamali zęby. Wydaje się, że nie trzeba się do tego specjalnie przygotowywać, że nasz urok i inteligencja oślepi rozmówcę. Żeby tylko nie do tego stopnia, że nie zauważy żadnych wskazań, żeby to was zaprosić do współpracy. Najlepiej przygotować sobie odpowiedzi na najbardziej oklepane pytania – o wasze mocne strony, słabe strony, jaka była wasza najbardziej stresowa sytuacja i jak z niej wybrnęliście, jak sobie wyobrażacie siebie za 5 lat w tej firmie i tym podobne, wydawałoby się, bzdety. Nic bardziej mylnego, uwaga na te ‘michałki’, to wbrew pozorom przemyślana strategia wywiadowcza. Trzeba też uważać na miłe propozycje kawy i herbaty (widać trzęsące się ręce), papieroska (palaczy nie lubią), szklanki wody (nie pijcie nerwowo, co minutę), no i ustawienie krzesła – może być takie, żeby spowodować dyskomfort. Macie prawo je ustawić tak, jak wam się podoba. Dobrze jest też ‘małpować’ sposób bycia przeprowadzającego wywiad. Ale inteligentnie, nie nachalnie. To ma swoją nazwę w psychologii, w każdym razie ‘wywiadowca’ bardziej skłania się ku osobom, które są mu podobne. No i obserwować otoczenie, nie podkreślać, że jesteśmy maniakami porządku, kiedy siedzimy naprzeciwko osoby, która ma chaos na biurku. Taka mądra, powiecie, a ciekawe jak jej poszło to interview? Tu pies pogrzebany, mnie zawsze wydaje się, że poszło znakomicie, a potem skutki są średnie, nie odzywają się wcale, albo ja nie dowiedziałam się wszystkiego, co należy (warto pamiętać, ze to spotkanie jest też dla nas) i warunki pracy były nie do przyjęcia. Tym razem jestem umówiona na próbne dwa dni, a co z tego wyjdzie, zobaczymy. Ciąg dalszy, mam nadzieję, nastąpi.
Kasia Hordyniec (kasia.eire@gazeta.pl)












