Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Z babskiej perspektywy

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Każdy ma swojego kaktusa

kaktusy
kaktusy
Kiedy byłam mała, w swoim pokoju miałam kaktusa. Mama postawiła go na parapecie przy łóżku, dokładnie nad moją głową. Nie wiem, dlaczego tam, jakby innego, lepszego miejsca nie było? Za każdym razem, kiedy po przebudzeniu wyciągałam ręce do góry, moje dłonie napotykały kolce. Wyobraźcie sobie – budzisz się, cieszysz na nowy dzień, jak to dziecko czy nastolatek, żadnych lub prawie żadnych problemów, w szkole czeka na ciebie paczka przyjaciół, chłopak, który ci się podoba, właśnie wpisał ci się do pamiętnika wierszykiem, który jednoznacznie sugeruje, że ‘cię kocha’, myślisz – życie jest cholernie piękne – i nagle jeb – reality bites – rzeczywistość wali cię kolcami w palce i daje znać, że niezupełnie jest tak idealnie. Cały ranek będziesz wisieć przy oknie, kiedy matka będzie próbowała pincetą wyciągnąć włoskowate kolce, które może i prawie niewidoczne, ale za to cholernie kłują.



I tak przez lata, bo nikomu nie przyszło do głowy, żeby tego kaktusa przestawić lub wyrzucić. A właściwie przyszło, mnie samej, przecież nie miałam skłonności masochistycznych, ale jakimś dziwnym trafem, wciąż lądował on nad moją głową przy łóżku. Ja go na szafkę lub drugie okno, szłam na obiad, potem lekcje, spotkania z koleżankami, wracałam, kaktus z powrotem na swoim miejscu. Nie miałam natury buntowniczej, pogodziłam się z rolą kaktusa w moim życiu. Jestem już dorosła. Borykam się z życiem i staram się jak mogę, żeby moje dzieci budziły się rankiem i nie miały żadnych lub prawie żadnych problemów. Ale też bez przesady, pod kloszem ich nie trzymam. Wszystko musi być zrównoważone, nie chcę, żeby się obudziły pewnego dnia i stwierdziły, że o dziwo - life is brutal and full of zasadzkas. Uczestniczą w naradach rodzinnych, kiedy coś się dzieje niedobrego, trzeba rozwiązać jakieś omsknięcie z drogi wiecznej szczęśliwości, nie mówimy z mężem o problemach szeptem, a kiedy się kłócimy, to się kłócimy, a nie „milczymy wymownie”. Wprawdzie im kaktusów nad głową nie stawiam, ale zdrową porcję igieł muszą zaliczyć, to ich tylko zahartuje.

I ja też, wciąż czuję obecność tego kłującego (nie)przyjaciela. Zawsze, kiedy już myślę, że nastał w moim życiu taki słoneczny, bezproblemowy, wreszcie-się-skończyły-problemy dzień, jeb – jakiś telefon, jakiś list, wiadomość mailowa lub na gg i już wiem, że znowu przyjdzie mi wisieć, Bóg jeden wie ile, przy oknie i wydłubywać kolce z serca czy głowy, rozwiązywać węzły, wydawałoby się Gordyjskie, na które czasem trzeba też wyjąć miecz.

Czasem gorycz mnie zalewa i zadaję sobie pytanie, dlaczego ja mam zawsze pod górkę, dlaczego innym tak dobrze się układa? Mają dobrą pracę tu, rodzinę, która dba o ich potrzeby z kraju, wysyła paczki, leki, kiedy potrzeba, gazetki ukochane, fajki pakuje w pakiety (nie żebym paliła, ale mnie mogliby co innego w te pakiety wkładać), mama przyjeżdża, ba czasem nawet 90-letni dziadek zapakuje się w samolot i przyleci, życie rodzinne wre. A ja wiecznie sama jak palec albo coś tam, a jeżeli słyszę o rodzinie to wyłącznie w kategorii – co się znowu skiepściło? To znaczy swoją podstawową komórkę społeczną to ja tu mam, ale mówię o rodzicach, ciotkach, wujkach itp. Z drugiej strony, kiedy już się unormuje pokiełbaszona sytuacja, kiedy już węzeł rozwiążę lub przetnę, mam jednak takie dni, kiedy się budzę i kaktusa nad głową nie ma. I wtedy moje szczęście jest wielkie, radość nie zna granic. Wtedy się zastanawiam, czy to nie jest przypadkiem tak, że ten kaktus musi wracać co jakiś czas na miejsce, musi nam czasami bolesne kolce w palcach zostawiać, bo gdyby go tak całkiem zabrakło, jakbyśmy wtedy wiedzieli, że jesteśmy szczęśliwi? Wiele rzeczy, kiedy wszystko układa się dobrze, traktujemy jako normę, tutaj się mówi – we take it for granted. Dosyć szybko uznajemy, że tak musi być, ze to wynik naszego geniuszu, naszej zaradności, urody, inteligencji, sami sobie dopowiedzcie, czego jeszcze. Może kaktus jest po to, żeby przypominać, że czasem szczęście jest kruche i trzeba się cieszyć każdym dniem, kiedy ono przy nas jest, bo wcale nie ma gwarancji, że pozostanie na zawsze? A jeżeli będzie nam dopisywać długi czas, to niech nam chociaż ten kłujący ‘strażnik’ przypomina o jego ulotności i kaprysach losu, tak dla hartu ducha. I niech wszyscy mają pod ręką pincetę, dla spokojności.

Kasia Hordyniec (kasia.eire@gazeta.pl)

Gazeta Polska w Irlandii
Gazeta Polska w Irlandii

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Felietony Inni autorzy Z babskiej perspektywy