Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Rozmowy z dalitem. Kochaj albo rzuć

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.

 Rzadko się zdarza, żeby Kargul i Pawlak wracali do Tyrnowej wspólnie, jednym pojazdem i to niemal w zupełnej zgodzie. Pozorna zgoda trwała do czasu, kiedy wydarzył się wypadek, który przyniósł brzemienne skutki.

 

Jak przebiegała ta dziwna i niespotykana podróż? Mogliśmy to zobaczyć w kadrach filmu „Kochaj albo rzuć”. Przypomina te fakty także rozmowa z naszym znajomym dalitem Jankiem. Co się wydarzyło? Jakie były przyczyny tych wydarzeń i jakie przyniosły dalekosiężne skutki dla mieszkańców gminy Tyrnowa? Dalit Janek zapamiętał charakterystyczne filmowe dialogi i zachowania naszych bohaterów, można nawet powiedzieć, że narodowych. Interesujące i zabawne kulisy ostatniej części tego filmowego tryptyku (tragi)komediowego, widziane oczami polskiego dalita i przez tegoż komentowane można znaleźć tu:

 

http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6232/0/

 

 

Słyszałeś, Janku, jak wracali z Kamienia do Tyrnowej Kargul z Pawlakiem?

- Owszem, owszem. Podobno aby pokazać miejscowym dalitom jedność w staraniach o poprawę ich tragicznego losu wracali na jednym rowerze po naszych narodowych wybojach. Poszło im jak z kamienia. Kargul na siodełku kręcił, Pawlak wiózł się jak zwykle na ramie. Droga daleka była, więc zziajany Kargul stwierdził, że Pawlak swoją wagę ma i zaproponował zmianę. Pawlak nie taki głupi, a i w charakterze ma raczej hamulec a nie motor napędowy, więc rzucił tylko na odczepne Kargulowi, że nogami do pedałów nie dostanie.

 

Tak więc Kargul nadal pedałował swoimi ludowymi kończynkami z podwórka?

- Jak mogłoby być inaczej. Pomyślał, że to za sanacji mądry głupiemu był wrogiem, a teraz wszyscy są równi i dla jako takiej zgody nóżkami przebierał wytrwale. Pawlak trajkotał coś o razowym chlebie, jaki mamusia w Starej Polsce piekła na chrzanowych liściach. Wyciągnął z kieszeni zdjęcie pstryknięte kiedyś przed chałupą. Kargul przez ramię zobaczył wystrojonego jak na sumę Pawlaka w towarzystwie malucha, traktora, obok telewizor... kolorowy. Żachnął się więc, że myśleć trzeba przyszłościowo, gospodarkę pokazywać jaką ona jest, a nie bogactwem w oczy dźgać. Tymczasem droga pokazała, jaką jest. Rower wjechał w dziurę i obaj lokalni dygnitarze z Tyrnowej wpadli do rowu.

 

Tak, słyszałem, iż wtedy Pawlak zarzucił Kargulowi, że dziady chce odgrywać i robi dywersyjną robotę. Zobaczył, że koło w rowerze to już nie koło, tylko jakaś ósemka z której szprychy wystają niby słoma z butów. Kargul podniósł wrak roweru i też dostrzegł, że dalej już nie pojadą. Rzucił więc do Pawlaka: - Kochaj albo rzuć! Pawlak interesu dalszego wspólnego nie widząc pociągnął z małpki i ruszył w swoją drogę.

- Odchodząc, przykazał tylko Kargulowi jego szmelc pozbierać... żeby ekologicznie było. Skoro taki świata ciekawy, to zwiedzał go chyba będzie furmanką, bo on wraca piechotą do Tyrnowej sam.

 

Kargul widząc odchodzącego Pawlaka syknął za nim, że to dobrze dla Polski, iż taki konus świata ciekawy nie jest, bo na eksport posturę za marną ma. Pawlak akurat pociągnął drugą małpkę, więc uwagi nie usłyszał. No i dobrze, bo sprawę trzeba by wtedy skończyć przed sądem grodzkim, albo i... na miejscu.

- Kargulowi droga umykała niesporo. Targając nieprzydatne żelastwo, o ekologii cały czas myślał. Ciemno już było w Tyrnowej, gdy do chałupy swej dotarł. Zza płotu dochodziło donośne, dobrze mu znane, małpie chrapanie Pawlaka, co w połączeniu z natręctwem ekologicznych myśli zasnąć znużonemu wędrowcowi szybko nie pozwoliło. Myślał, myślał i wymyślił!

 

Rano tyrnowianom obwieścił, że w jego gminie nikt już odtąd akcyzy za wszelkie zakupione pojazdy płacił nie będzie?

- Właśnie tak! Ucieszyli się mieszkańcy gminy. Mało swojego wójta na rękach nie zaczęli nosić. Największą radość okazał miejscowy dealer parający się handlem pojazdami różnorakimi, bo brak akcyzy to obniżenie ceny jego towarów, a wiadomo - mniejsza cena to i szansa wreszcie coś sprzedać. Interes ostatnio ogarnął mu kryzys. Miejscowi dalici zazwyczaj chodzą pieszo. Niektórych tylko stać na rower, a jak już który samochód kupił to był to kilkunastoletni rzęch z zachodniego importu, któremu kopciło z rury wydechowej jak Turkowi po cebuli. Tego cuchnącego złomu na gminnych drogach nie brakowało. Najgorszy był jednak maluch Pawlaka. Nowy to on był... gdzieś w 1985 roku. Teraz na drodze cykał jak bomba zegarowa, strasząc miejscowe dzieciaki niczym ich rodziców niegdyś czarna Wołga.

 

Jak już ludziska się nacieszyli, to Kargul wyłuszczył drugą część swojego szatańskiego planu. Zaniepokoił swoich ziomków stwierdzeniem, że gmina jest zbyt uboga, aby tak całkiem z akcyzy zrezygnować mogła. Trzeba też dbać o środowisko naturalne, żeby wieś czystą była, oddychało lekko, a ludziom żyło się dostatnio. Dalici wiedzą, że w oczach lokalnej władzy są tylko kłopotem a nie jakimiś tam ludźmi, więc to ostatnie kargulowe stwierdzenie poruszyło ich najbardziej.

- Domyślam się, że Kargul tak intensywnie o ekologii myśląc, znalazł sposób, żeby fundusze gminne powiększyć, a przy okazji Pawlakowi dopiec.

 

Dokładnie tak się stało. Kargul powiadomił, że zamiast akcyzy przy zakupie samochodu płacić trzeba będzie roczny podatek ekologiczny. Żeby było sprawiedliwie, to nie będzie on jednakowy dla wszystkich. Zależał będzie od tego, jak bardzo auto dymi. Im większy silnik ma samochód i im jest on starszy, tym bardziej szkodliwy jest dla gminnego środowiska. Tak więc niewielki podatek zapłacą ludzie, którzy sprawią sobie nowy samochód i do tego małolitrażowy. Natomiast dalici, którzy posiadają zabytki wyprodukowane przed 1992 rokiem, dymią najbardziej, więc zapłacą najwięcej.

- Maluch Pawlaka jest najstarszym samochodem w całej wsi Tyrnowa. Stąd zapłaci on podatek ekologiczny może nawet trzy razy przekraczający wartość samego pojazdu. Naród tyrnowski nie jest ani taki majętny, ani tak głupi, żeby ktoś chciał odkupić od Pawlaka ten jego szczyt życiowej d(ż)umy. W ten sposób co roku będzie musiał zapłacić do kasy gminy równowartość trzech takich maluchów, a z każdym rokiem kwota ta będzie rosła. Tak więc Pawlakowi zostanie tylko zezłomować ten swój wehikuł czasu, co też kosztuje. Nie będzie już tak się uśmiechał, patrząc na tę fotografię z PRL-u. Pozostanie mu tylko chrzanić o razowym chlebie pieczonym w Starej Polsce przez mamusię. Może wreszcie zachłyśnie się ślinką cieknącą na myśl o takich rarytasach.

 

No i w końcu okazało się, kto dla Kargula jest człowiekiem!

- Czy wiesz, jak zareagował Pawlak, gdy dowiedział się, jaki pasztet nocą wysmażył mu Kargul?

 

A jak mógł zareagować? Biegał po podwórku, wołał, żeby Kargul podszedł do płota, bo jak zaczął, to teraz on, Pawlak, skończy... jak mężczyzna. W pewnym momencie za luźno leżący dyszel od fury chwycił, ale tu okazało się, że to raczej dyszel podwórko nim zamiata. Wreszcie opadł z sił. Zziajany, bez nadziei zawołał: - Kargul, kochaj albo rzuć! No i Kargul zza firanki rzucił z satysfakcją: - Spieprzaj dziadu!

- Miejscowi ludzie byli nawet zadowoleni, bo teraz opłaty im spadły, to i małpkę jaką dodatkowo będzie można kupić, albo i stadko całe dla większego rozweselenia. Gorzej z dalitami wyposażonymi w rzęchy. Wysłali oni więc do Kargula delegację z petycją. Brzmiało to mniej więcej tak: jeżeli człowiekiem jesteś to daj żyć, a swego bliźniego dalita szanuj i kochaj albo rzuć wójtowski urząd zanim my cię rzucim przy następnych wyborach...

 

Biedacy nie wiedzieli, że nie są w stanie nic wskórać. Jeżeli chodzi o wzajemne kopanie się między Kargulem i Pawlakiem to nie jest ważny ani gniew ludzi, ani błagania dalitów ani dobro gminy czy śmiech świata. Gotowi są nawet na szali postawić sprawowane urzędy, byle tylko wykazać swoją wyższość nad ziomkiem. Tak u nas bywa nawet w najlepszej rodzinie.

- Cóż się więc dziwić, że dalici wykazując duży szacunek do gminnych urzędów nie zawsze mogą mieć go do ludzi stanowiska te zajmujących.

 

 

Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy.

 

Bogusław Sielecki

 

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Felietony Inni autorzy Rozmowy z dalitem. Kochaj albo rzuć