Warszawie Dzwon Pokoju
Dzwon podarowany został Warszawie przez mieszkańców miast Hiroszima i Nagasaki. Dla Japończyków los Warszawy zmiażdżonej, obróconej w pył jest w swym dramacie podobny do ich miast, na które Amerykanie rzucili bomby atomowe. Choć kto inny zrzucał bomby i tu i tam ginęli ludzie, tysiące, wiele tysięcy. Te miasta nigdy nie miały wrócić do życia, a jednak ożyły.
Dzwon, podarowany Warszawie w pięknym geście, odlano z monet zebranych w tym celu w różnych krajach świata. Był wierną kopią dzwonu w Hiroszimie. Takich kopii było 50. Przekazując te dzwony Japończycy chcieli oddać hołd innym krajom i miastom zrujnowanym podczas działań wojennych na różnych kontynentach. Dzwon ofiarowany został Polakom 2 września 1989 roku i umieszczony na Mokotowie.
Niestety historia dzwonu w Warszawie zakończyła się wkrótce.
Dzwon skradziono w 2002. Grupa mężczyzn podjechała ciężarówką, załadowała dzwon i nie niepokojona przez nikogo odjechała. Jeżeli będziecie Państwo w Warszawie zajrzyjcie na Mokotów. Przy ulicy Bukowińskiej 55 na rogu ul. omaniewskiej był niegdyś ten dzwon-symbol. Kradzież to przykład nie tylko bezczelnego złodziejstwa, ale też bezprecedensowy akt wandalizmu. I o dziwo, świat jakoś na ten temat niewiele usłyszał. Niedawno w Gdańsku gościła delegacja japońska związana z organizacją pokojową. W sześćdziesiątą piątą rocznicę zniszczenia Hiroszimy przywieziono do Gdańska 1000 origami, papierowych żurawi. Delegację przyjęto w pięknym Dworze Artusa, odbudowanym ze zgliszczy. Gdańsk także, jak Hiroszima odrodził się ze zniszczeń. Miejmy nadzieję, że słynne papierowe żurawie pozostaną tam, w Gdańsku. Nadzieja na to tym większa, że nie przedstawiają one wartości…materialnej.
Do Hiroszimy przyjechałam pod koniec maja 2010, kilka miesięcy przed 65 rocznicą wybuchu bomby.
Wtedy, 65 lat temu wydawało się, że miasto nigdy więcej się nie podniesie, że zostanie tylko spalona ziemia. A jednak…Dzisiaj to miasto jest piękne. Nowoczesne, czyste, tętniące życiem. Miasto powstało z popiołów, ożyło na nowo. Już minęło ponad pół wieku, kiedy usunięto gruzy. Zbudowano nowe domy. Lśnią w słońcu szklane ściany drapaczy chmur. Ludzie na nowo je zaludnili. Hiroszima liczy dziś ponad milion mieszkańców. Otoczona jest niewysokimi górami. Jest jednym z tych miast, które odrodziło się na nowo. Ale nic nie może i nie powinno zatrzeć pamięci o wydarzeniach sprzed sześćdziesięciu pięciu laty.
***
Był poniedziałek 6 sierpnia 1945 roku. Wojna w tym rejonie świata jeszcze trwała. Dzień zapowiadał się pogodnie. Niebo nad Hiroszimą było nieskalanie czyste. Dobry cel dla samolotów. Raz zawyły syreny; wypatrzono jakiś samolot. Ale to był tylko samolot sprawdzający widoczność, “pogodowy”, nie zaatakował. Życie mieszkańców wróciło do normy. Zapewne mieszkańcy Hiroszimy jak i jeńcy wojenni z Chin i Korei nie wiedzieli, że dla blisko stu tysięcy będą to ostatnie chwile życia.
Tego rana o godzinie 8:15 z samolotu amerykańskiego B-29 zrzucono bombę atomową o wadze około pięciu ton, nazwaną pieszczotliwie “Little boy”. Bomba wybuchła 43 sekundy po zrzuceniu jej w odległości 508 metrów od dziedzińca szpitala Shima i 170 metrów od miasta uniósł się ogromny słup dymu w kształcie grzyba.
Pilot, pułkownik Paul Tibbets i bombardier Thomas Ferebee wykonali precyzyjnie bojowe zadanie. Towarzyszył im inny samolot; byli w nim naukowcy, inżynierowie. Mieli za zadanie ocenić siłę wybuchu i efekty pierwszej atomowej bomby. Nie wiedziali jeszcze, że jedna trzecia mieszkańców Hiroszimy została unicestwiona. Jedni zginęli na miejscu, inni umierali nieco później z poparzeń czy napromieniowania. Miasto zostało zamienione w popiół. Zachowało się jedynie około 10% budynków.
Hiroszima przeszła do historii wojen, jako pierwsze na świecie miasto zmiecione z powierzchni ziemi bombą atomową.
Harry Truman, prezydent Stanów Zjednoczonych, wydał rozkaz użycia tej broni, choć skutków być może nie przewidział. Uznał, że jego obowiązkiem jest zakończyć wojnę z Japonią jak najszybciej, co zaoszczędzi krwi po obu stronach. Cesarz, podporządkowany władzy wojskowych, nie godził się na bezwarunkowa kapitulację, której żądano już w lipcu 1945 na konferencji w Poczdamie.
Ale nawet bezmiar ofiar w Hiroszimie nie skłonił soldateski japońskiej do natychmiastowej kapitulacji.
Trzy dni później kolejna bomba atomowa spadła na Nagasaki.
I dopiero wtedy Japonia podpisała akt kapitulacji.
***
Budynek był zbudowany w 1915 roku według projektu czeskiego architekta Jana Letzla. Oficjalnie otwarty został w tym samym roku.
Był miejscem wystaw przemysłowych. usunąć to co pozostało z niego ale w 1966 roku zdecydowano, że te ruiny będą świadczyły o tym co się wydarzyło. Bomba wybuchła nad budynkiem a mimo to nie uszkodziła go w takim stopniu jak resztę domów. Dziś ruiny stanowią część parku poświęconego ofiarom wojny.
W 1996 r. tzw. A-bomb Dome czy tez Genbaku został zarejestrowany przez UNESCO jako zabytek klasy światowej (World Heritage List). Stało się tak mimo to, iż zarówno Chiny jak i Stany Zjednoczone sprzeciwiały się uznając, iż w ten sposób zatrze się rolę Japonii jako agresora.
***
W Parku Pokoju, na miejscu niegdyś napromieniowanym, skażonym założono trawniki, posadzono drzewa i wiecznie zielone krzewy. Tam też postawiono 70 pomników. Nie sposób ich wyliczyć. Wspomnę więc , że jest Wieża Zegarowa z godziną wskazującą czas zrzucenia bomby, jest piękna Fontanna Pokoju, Pomnik Przyjaźni, Fontanna Modłów, pawilon, w którym umieszczono dziesiątki tysięcy żurawi-origami, zrobionych przez dzieci z całego niemal świata. W Parku płonie wieczny ogień przyniesiony ze świętego dla Japończyków ognia ze świątyni na wyspie Miyajima. Ogień zapalono w miejscu, gdzie pochowano prochy siedemdziesięciu tysięcy ofiar.
Jeżeli jest się w Hiroszimie, nie można pominąć tego miejsca. W ogromnym budynku muzeum są zdjęcia ofiar, opisy wydarzeń. Jedna z sal poświęcona jest Sadaki, dziewczynce, która jak tysiące innych zmarła na skutek choroby popromiennej.
Przeszła do historii, bo wierząc, że papierowe żurawie mają siłe uzdrowicielską ostatnie miesiące swego życia poświęciła na ich tworzenie.
Sale muzeum zapełniają liczne eksponaty odnalezione po wybuchu. Zbyt drastyczne, zbyt przerażające by to opisywać. Wspomnę tylko o zegarku, którego wskazówki zatrzymały się na godzinie 8:15 kiedy zrzucono bombę. Pod nim umieszczono czyjś wiersz:
Ważka przeleciała tuż przede mną
usiadła na płocie,
wstałem wziąwszy czapkę w rękę
już miałem ją schwytać
I wtedy …
Wiersz nie ma dalszego ciągu…tak jak życie tysięcy …jak życie tego chłopca, który chciał schwytać ważkę.
Tuż przy wejściu, w wielkim przeszklonym holu muzeum stoją dwa ogromne bloki marmuru z wyrytymi (po angielsku i japońsku) słowami, będącymi przesłaniem dla współczesnych i potomnych.
“Wojna jest dziełem człowieka, wojna prowadzi do zniszczenia ludzkiego życia. Wojna to śmierć. Pamiętanie o przeszłości oznacza zobowiązanie wobec przyszłości. Pamiętanie o Hiroszimie oznacza niedopuszczenie do wojny nuklearnej.”
Te słowa wypowiedział Jan Paweł II 25 lutego 1981 roku podczas swej pielgrzymki do Hiroszimy. Warto zapamiętać. Jan Paweł II powiedział je w Hiroszimie, ale mówił do całego świata. Ale czy Świat Go usłyszał, zrozumiał?
*
Wróciliśmy do tętniącego życiem miasta. Eleganckie sklepy, restauracje, hotele. Piękne ogrody.Przed naszym hotelem też rosły drzewa. Na jednym z nich wisiała tabliczka z napisem: “To drzewo przetrwało atak atomowy”. W malutkiej świątyni przytulonej do wielkiego, nowoczesnego wieżowca zobaczyłam dziewczynki w szkolnych mundurkach. Przyszły zapewne by prosić swoje bóstwa o pomyślność w czasie egzaminów. W ogrodzie (japońskim, oczywiście!) ogrodnik strzygł krzewy.
Nadjechał tramwaj.
“Jak dobrze, być tutaj, dzisiaj; w bezpiecznym, pięknym, ruchliwym mieście” pomyślałam.
Następnego dnia popłynęliśmy na wyspę Miyajima. Warto dodać, iż na liście trzech krajobrazowo najpiękniejszych miejsc w Japonii znajduje się Miyajima. Carpe Diem…
PS. Przed kilkunastu laty w Japonii w okolicach Hakone widziałam rzeźbę podpisaną “Syn Generała”. Dziecko miało na głowie hełm i zbyt duże buty. Rzeźba, z 1916 roku bodajże, przypominała nieodparcie naszego Małego Powstańca z Warszawy. I kiedy dzisiaj, w rocznicę Powstania Warszawskiego piszę o Hiroszimie uświadamiam sobie, jak wiele, wbrew pozorom, mamy wspólnego z innymi ludźmi zamieszkującymi planetę Ziemię.
I może choć czasami warto o tym pamiętać.
Ryszarda L. Pelc
Hancock, USA 1 sierpnia 2010













