Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
Bardzo się cieszę, drogi Janku, że Cię spotykam. Miałem straszny sen i do tej pory nie mogę ochłonąć. Może Tobie uda się zinterpretować znaczenie tego koszmaru?
- Zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo dla mnie każdy sen to koszmar, po którym nadchodzi kolejny koszmarny dzień.
We śnie byłem średniowiecznym rycerzem. Dzień był słoneczny. Młyn pracował spokojnie w przytulnym gospodarstwie z dużym podwórcem i czystymi czworakami, pośród których bawiły się małe dzieci. Po obejściu krzątali się chłopi, z którymi wiodłem wesołe rozmowy. Nagle wystraszył mnie cień nadlatującego, dużego, białego orła! Krzyknąłem i strzeliłem do niego z łuku. Czarny kot ocierający mi się leniwie o nogi, wystraszony rzucił się do ucieczki i rozdarł mi rękaw koszuli. Orzeł unikając strzały odleciał.
- Ta podróż do przeszłości to zapowiedź ważnych spraw. Słoneczny dzień to stan spokojnej prosperity, co z mielącym młynem oznacza szczęście i bogactwo. Małe, bawiące się dzieci zwiastują rychłe kłopoty. Rozmowy z chłopami to jednak duża nierozwaga. Strzelanie do orła zapowiada ogromne straty, a drapiący czarny kot zapowiada niechybnie ogromne nieszczęście.
Jestem pod wrażeniem, bo właśnie w tej chwili przepowiedziałeś dalszy ciąg mojego snu. Na piaszczystej drodze wzbił się tuman kurzu. Okazało się, że to z polecenia króla do mojego folwarku zbliża się kustosz koronny w towarzystwie oddziału zbrojnych. Krągły, niezbyt słusznych rozmiarów człowieczek został przez swoją świtę posadzony na stojącej na podwórcu beczce na deszczówkę i niczym z tronu przemówił. Dowiedziałem się, że z rozkazu króla cały mój majątek przechodzi na własność grodu, gdyż do skarbu koronnego z folwarku wpływają zbyt małe podatki, więc gospodarstwo jest nierentowne, a gospodarz nieudolny. Mało tego, chów chłopów bez bata jest groźny dla bytu państwowego, bo chłopu chodzącemu luźno bez strachu przed harapem i dybami w głowie może się tak poprzewracać, że będzie chciał zostać panem, a to już może być zagrożeniem dla porządku królestwa.
- Tuman kurzu jest zapowiedzią ogromnych sporów i nieczystych zamiarów. Krągły, mały człowiek zapowiada nieszczęście. Gdyby wpadł do beczki i utopił się w deszczówce, to byłoby to zapowiedzią szczęśliwego rozwiązania problemów. On jednak siedział na beczce przemawiając o harapie i dybach. których jednak nie było widać, co w połączeniu z luźno chodzącym chłopem według dzisiejszych standardów zwiastowałoby rewolucję. Tak też się stało kilka wieków później.
Folwark więc w całości przeszedł na własność grodu, a miejscowy kasztelan zobowiązany został do zorganizowania licytacji i sprawiedliwej sprzedaży gospodarstwa oferującemu najwyższą cenę. Kustosz koronny miał jednak inne plany. Miał ambicje zostać królem, a nie być tylko urzędnikiem królewskim. Porozumiał się z centralnymi urzędnikami królestwa. Obiecując im odpowiednie do indywidualnej pazerności profity stworzył zgromadzenie braci kurkowych. Zrobił hokus pokus i stał się kontynuatorem moich praw do folwarku. Nie bardzo mi się to podobało, ale co mogłem zrobić, skoro nawet sam król zorientowawszy się w tych knowaniach, mógł tylko odsunąć go od stanowisk dworskich?
- Przecież sprzeciwić temu mógł się kasztelan, skoro folwark królewską decyzją miał stanowić majątek grodzki.
Mógł, ale nie zrobił tego. Nie wiadomo, może sam brał udział w tym „hokus pokus”, bo ktoś w takich czarach pomagać musiał. Zajęła się tym prokuratoria, ale jakoś dziwnie siermiężnie. Darem wrodzonym byłego kustosza koronnego okazała się przebiegłość i umiejętność przewidywania. Zaczął udzielać się gospodarczo. Zawiązywał spółki z bankierami i bogatymi mieszczanami parającymi się rzemiosłem. Jako swój udział przekazywał tej aktywnej
inicjatywie gospodarczej składniki mojego byłego folwarku. To był swoisty majstersztyk. Jego zgromadzenie osiadło w moim rodzinnym domu i zmieniło nazwę. Przed domem zorganizował postojowisko dla powozów, młyn nadal mielił równo, czworaki też komuś służyły. On sam formalnie okazał się biednym jak mysz kościelna, choć korzystał z całego folwarku.
- To faktycznie koszmarny i trudny do interpretacji sen. Żaden ze znanych mi senników nie przewidział tak wydawałoby się nierealnych sytuacji. Przeprowadzić coś takiego, to faktycznie - trzeba być kuglarzem najwyższej klasy...
Mało tego, on cały czas przy tym wmawiał gminowi, że jest Mesjaszem narodu i jedynym celem jego życia jest czynienie dobra pobratymcom. Umiał być tak przekonujący, że niektórzy mu nawet w to uwierzyli...
- No dobrze - a co na to straż grodzka? Przecież jej zadaniem była nie tylko dbałość o porządek w grodzie, ale także zapewnienie przestrzegania prawa i zabezpieczenie interesów królestwa! Przecież wtedy powszechnie stosowana była odpowiedzialność zbiorowa, a więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby wziąć winnych za pióra, nabić na pal, co wówczas było karą popularną, a następnie przywrócić zagarnięty folwark pod jurysdykcję kasztelana. Skoro strażnicy grodzcy tego nie zrobili, to znaczy, że byli współwinni i należało co najmniej zmniejszyć im ilość wypłacanych dukatów. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Ale wypowiadasz krwiożercze poglądy - aż mi to do Ciebie nie pasuje. Wiem, że choć bardzo rzadko, ale i współcześnie gdzieniegdzie na świecie stosuje się odpowiedzialność zbiorową. Jednak dotyczy to raczej państw mentalnie tkwiących w średniowieczu. Jak sobie można wyobrazić, żeby ukarać strażnika stojącego całe życie na rogatce miejskiej i kasującego myto za to, że nie reagował na przekręty możnych? Przecież on do tych spraw nawet nie miał dostępu. To raczej ów „Mesjasz” był zdecydowanym zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej - zawsze to pomniejszało jego odpowiedzialność indywidualną. Tobie jednak, Janku, jako człowiekowi cywilizacji XXI w. to nie przystoi!
- No tak, zagalopowałem się nieco. W końcu nawet w tym zgromadzeniu braci kurkowych mogli przypadkowo znaleźć się uczciwi i zacni ludzie. Do takich zwichrowań doprowadza sama rozmowa o odpowiedzialności zbiorowej, to do czego mogłoby doprowadzić jej stosowanie? Aż strach pomyśleć!
Męczył mnie nadal ten koszmar straszliwie. W grodzie nastał nowy kasztelan i postanowił przywrócić skarbowi królestwa to, co ten bezprawnie stracił. Zwrócił się więc do królewskiego sądu przeciwko byłemu kustoszowi koronnemu o zwrot całego folwarku. Sąd był w nie lada kłopocie, bo folwark został dokładnie rozparcelowany. Zadecydował, że sprawę podzieli na trzy części. Pierwsza rozprawa dotyczyła zwrotu grodowi postojowiska dla powozów. Były kustosz koronny wniósł o oddalenie pozwu, argumentując, że niczym nie zawiaduje i nic nie posiada. Sąd królewski nie miał wyjścia i oddalił pozew kasztelana!
- Nie to nie jest możliwe! To jest tak, jakby mi ktoś ukradł samochód i szybko go sprzedał. Żeby to uczynić, musiałby dopuścić się fałszerstwa przynajmniej dowodu rejestracyjnego. Odnalazłbym ten samochód i nowego właściciela, który będąc pewny swego podałby mi dane osoby, od której go legalnie nabył. Siłą rzeczy zwróciłbym się do sądu o zwrot mojej własności. Czy sądzisz, że współczesny sąd odmówiłby spełnienia zadość moim oczekiwaniom? Nie ma takiej możliwości! Jak to dobrze, że żyjemy w XXI wieku w cywilizowanym świecie.
No tak. Tylko, że to była pierwsza sprawa. Pozostaje jeszcze kwestia zwrotu młyna i czworaków, a to będą dwie kolejne, podobnie wyglądające rozprawy. Wcześniej czy później ten koszmar powróci.
- Pij kawę, spaceruj, nastawiaj jak najczęściej budzik! Tylko nie zasypiaj twardo! Tak nieprawdopodobne rozwiązania, które jesteś w stanie wyśnić, nie poddają się klasyfikacji najbardziej wyrafinowanych znawców horrorów. To sny o potędze „pseudo Mesjasza” przemieniającego się w wampira żerującego na krwi anemicznych i ledwo żywych dalitów. Przydałaby ci się psychoterapia, żeby wyleczyć cię z tych załamujących wizji średniowiecza. Nic nie będę interpretował, bo to nie jest normalne. Zrywam się, bo za moment i mnie psychicznie wykończysz. Cześć!
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy.
Bogusław Sielecki












