Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
Jeszcze czuję, Janku, smak pysznych kiełbasek z grilla. Posiedzieliśmy sobie całą noc. Miło było, smacznie było, szybko jednak się skończyło. Czuję jednak też pewien niesmak...
- Co się stało? Strawa była świeża, piwko dobrze schłodzone...
Nie o to chodzi. Na sąsiedniej działce całą noc relaksował się chłopak z dziewczyną. Gaworzyli swobodnie, więc chcąc nie chcąc słyszałem strzępy ich wypowiedzi. Dziewczyna młoda, ładna, chłopak też dobre wrażenie robił. Jednak, gdy usta otwierali, to wstyd i żenada...
- To był syn sąsiada ze swoją sympatią. On pracuje w prywatnej firmie, ona studiuje. Też słyszałem ich rozmowy i chyba już wiem, o co ci chodzi.
No właśnie. Z wyglądu nigdy nie oceniłbym ich jako tak wulgarnych ludzi. Wprawdzie dialog jest najważniejszym czynnikiem dojścia do zgody między zwaśnionymi stronami, ale przy używaniu słów - ich ilość nic nie daje, lecz liczy się ich waga.
- Chłopak jest grzeczny, miły, uczynny. Jednak klnie jak kierowca, zreszta taki też zawód wykonuje...
Nie możesz mówić, że klnie jak kierowca. Czy słyszałeś, żeby kierowca autobusu używał takich słów w stosunku do pasażerów? Ten raczej klnie jak woźnica, taki folwarczny wozak.
- Mnie zdziwiło, że kulturalna wydawałoby się dziewczyna zaczęła posługiwać się takim samym językiem. Gdy ją poznałem, nie klęła wcale. Wpływ tutaj powinien być odwrotny, ale widać, że czasem prostactwo miewa większą siłę przebicia.
Przegadali całą noc. Resztka włosów stawała mi na głowie, gdy słuchałem jej wynurzeń. Nawet w pewnej chwili chciałem sprawdzić, czy to mówi rzeczywiście ta sympatyczna dziewczyna, bo nijak mi to do niej nie pasowało. Całą noc tego jej gadulstwa można streścić tak: To wk(pisk) jak latem słońce wcześnie sp(pisk) i robi się tak ch(pisk), zimno. Nie sp(pisk) ode mnie, bo jest zaje(pisk). Ciebie, k(pisk) poje(pisk) i już tylko się na mnie wk(pisk). Ch(pisk) wie, może beze mnie będziesz miał zaje(pisk), ale ciu(pisk) się. K(pisk) zobaczysz, jak będzie Ci ch(pisk), gdy przypomnisz sobie te miejsca, gdzie huśtaliśmy się razem, zanim Cię pop(pisk).Niedawno było tak zaj(pisk), ale szczęście zawsze się sp(pisk). Ciu(pisk) sto, może ta noc nie pozwoli zje(pisk) nam życia. Żaby skrzeczą poje(pisk), mgła zapier(pisk) od lasu, już świt się wp(pisk). K(pisk) po tej nocy może nie wyp(pisk)? Jeśli tak, to zostanie nam tylko się nap(pisk).
- Chłopak był równie dobry. Odpowiadał: K(pisk) jak Ty p(pisk)! Ostatnio mówiłaś, że mam się ch(pisk) bo k(pisk) patrzeć na mnie nie możesz k(pisk). Tylko mnie opie(pisk) k(pisk) albo się nie odzywałaś wcale k(pisk). Po co masz patrzeć na mnie wk(pisk)? Zrobiło się ch(pisk), choć mogło być tak zaje(pisk), k(pisk). Żebyś nie zrobiła się taka wk(pisk). Ch(pisk) ci w d(pisk) - po co, k(pisk), masz na mnie tylko dziób drzeć, k(pisk). To zaczęło śmierdzieć ch(pisk), k(pisk). Może jeszcze być zaje(pisk), k(pisk), ale przestań, k(pisk), na mnie wydzierać pysk i patrzeć wk(pisk) jak na ci(pisk).
To straszny dialog. Rzeczywistości nie da się oszukać słowami - tak jak głodu nie da się oszukać świeżym powietrzem. Ciągle dziwi mnie tylko ta dziewczyna - studentka, wydawałoby się powinna być osobą kulturalną. Chłopak - widać, że na szkołę rzucał kamieniami obchodząc ją z daleka. W sumie niewiele ma do powiedzenia bo i wiedza jego czerpana z tabloidów. Wygórowana ambicja - to przerost głupoty nad mądrością, co u niego zaznacza się znakomicie. Brak rzetelnej wiedzy usiłuje nadrobić swą kwiecistą mową. Zamiast starać się równać w górę, udało mu się dziewczynę sprowadzić do parteru.
- Jaka głowa, taka mowa. Czasem zastanawiam się, co leży u podstaw używania takiego języka. Na pewno chęć swoistego pokrycia braku wiedzy, wykształcenia, gdy chce się coś powiedzieć, a nie bardzo ma się co do powiedzenia. Często klną pijani, bo umysł zaćmiony alkoholem korzysta z takiego automatycznego bełkotu. To taki język ograniczonego prymitywu, przy tym najczęściej agresywny. Sprzyja on wywoływaniu konfliktów i dlatego posługującym się nim tak trudno dogadać się z otoczeniem.
Gdyby nie jej wulgarność to dziewczyna swoją myśl mogłaby przekazać słowami: - To tak słońce pochyla się nisko, dzień odchodzi bo przecież chce spać, a Ty miły siądź przy mnie tu blisko, pozwól chwili przepięknej tak trwać. Księżyc wschodzi nad śpiącym już lasem, w oku ognik ostatni już zgasł. Gdy odejdziesz to wspomnij mnie czasem i te miejsca, gdzie byliśmy nie raz. Tak niedawno byliśmy szczęśliwi! Czemu szczęściu nie dane jest trwać? Może noc Twe wspomnienia ożywi, da nam to czego nie chciała nam dać? Mgła się ściele, kochany, już świta. Żabi koncert zakończył tę noc. Czy zostaniesz? - me serce zapyta. Przecież magii tej nocy jest dość! Jakże inaczej słuchałoby się takich słów zamiast wulgaryzmów...
- Wtedy może chłopak umiałby odpowiedzieć: - Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem, nigdy więcej nie mów do mnie, że nie kochasz! Nigdy więcej nie zatruwaj słów goryczą, nigdy więcej mnie już nie karz martwą ciszą... Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem, nigdy więcej już nie podnoś na mnie głosu! Nigdy więcej nie ryzykuj jednym słowem - mogę później nie zapomnieć co mi powiesz... Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem, nigdy więcej nie miej takich zimnych oczu! Miłość jeszcze żyje w nas, jeszcze się nie zamknął czas - nigdy więcej nie patrz na mnie tak jak dziś!
Przecież oni w zasadzie właśnie to wszystko powiedzieli, tylko jakże innymi słowami! Wydźwięk podobny. Gdyby tylko nauczyli się używać innych instrumentów. Zacząć powinni od zaprzestania używania k(pisk) zamiast przecinka! Jak to opanują, to dalej będzie już o wiele prościej. W końcu polski dalit wcale nie musi być wulgarny!
- To nie tak do końca jest ich wina. Na pewno dużą negatywną rolę w propagowaniu wulgaryzmów odgrywają środki masowego przekazu. Na przykład taki Kiepski trafia do określonego widza i daje mu niejako legitymację do posługiwania się językiem z rynsztoka. Zdarzają się znani dziennikarze puszczający wiązki i to na wizji. Radio też nie pozostaje w tyle. Nadaje produkujących się raperów, dla których podstawowym bywa język bruku. Tak więc za wszystko jak zawsze odpowiedzialni są politycy.
Nie bardzo rozumiem. Nie słyszałem, żeby politycy byli wulgarni nawet przy ich karczemnych kłótniach. Oni są wyczuleni i się pilnują. Dziennikarz, o którym wspomniałeś, to taka przykra wpadka, a nie tendencyjny Kiepski! Nie jedyna, choć nie powinno się to zdarzać. Politycy odpowiadają jednak za grzech zaniechania. Przecież publiczne używanie wulgaryzmów zagrożone jest karą do 1500 złotych. Dlaczego ten przepis prawny ma pozostawać martwy? Rząd boryka się z budżetem, zabierając dochody komu się da i komu się już nie da. Wszystko za mało, a przecież wystarczy wydać odpowiednie zarządzenia policji, strażnikom miejskim i kasa szybko się napełni! Policz sobie, jakie kwoty w postaci kar wpłacić musiałyby do kasy państwa niektóre komercyjne stacje telewizyjne po emisji jednego tylko odcinka brukowego serialu. A przecież ogólnie w tym kraju Kiepskich nie brakuje. Koncerty raperów obstawiłbym wzmożonymi siłami, żeby skasować nie tylko wyuzdanych artystów, ale i wtórującą im publiczność. Policjantów i strażników miejskich wygonić trzeba zza biurek na ulice miast - sami się sfinansują i nie trzeba będzie żadnych cięć budżetowych. Po co zwiększać podatki, obniżać płace, renty i emerytury, a tym samym dobijać zwykłych, Bogu ducha winnych dalitów? Stosujmy konsekwentnie już istniejące prawo, a problemy finansowe państwa szybko się skończą, przy czym dodatkową korzyścią będzie wzrost ogólnego poziomu kultury bycia przeciętnego polskiego dalita.
- To może być i skuteczne i miłe! W końcu przyjemniej byłoby słyszeć rozmowę między dwojgiem młodych ludzi w tej drugiej, kulturalnej wersji. W ten sposób rząd ratując państwo przed bankructwem pośrednio może nawet wywrzeć pozytywny wpływ na to, że nie będzie pozostawał niesmak po zwykłym, letnim grillowaniu!
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy.
Bogusław Sielecki












