Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
Wojna domowa od wielu wieków trwa! Wojna na gesty, wojna na słowa... Cóż, Janku, cała epoka minęła, a jakże nadal aktualny jest to obrazek naszego rodzinnego domu.
- Faktycznie. W ostatnich latach niemal każdy dzień przynosi kolejne potyczki, prztyczki i kuksańce. To jest mniej więcej tak, jak bywa między rodzicami, których wielka miłość zmieniła się w równie zajadłą nienawiść. Po rozwodzie zmuszeni są często zamieszkiwać wspólnie w jednym mieszkaniu. Oczywiście zamieszkują ze swoimi dziećmi. Każde z rodziców chce rządzić, być ważniejszym od „psubrata”, ustanawiać swój ład w domu i w ten sposób przeciągnąć dzieci na swoją stronę.
Tylko dzieci nic z tego nie rozumiejąc w milczeniu cierpią. Zastanawiają się, czy to rodzice czy też niedorostki w krótkich majteczkach z procą w ręce. Najchętniej skoczyliby sobie do gardeł, ale nie wypada obnażyć swojego prawdziwego wnętrza.
- Jak za dużo awantur w domu, to w końcu oczywistych rozstrzygnięć musi dokonać sąd. Ostatnio orzekł, że rządzi mama i jej pod opiekę oddaje dzieci. Żeby jednak mamie nie było zbyt wesoło, a i nie czuła się zbyt pewnie, sąd stwierdził, że ojciec ma prawo też reprezentować byłą rodzinę, a zwłaszcza dzieci swoje. Mogą nawet pojechać razem na wczasy, ale wtedy tata nie ma prawa mówić co mu bezmyślnie ślina na język przyniesie, a wygłaszać musi poglądy uzgodnione wcześniej z mamą. Przy wzajemnym poziomie dyskusji oraz zdolności do porozumienia i kompromisu, tata musi jak papuga powtarzać to, co mama mu każe.
Tata nauki pobierał w PRL, więc zbyt mądry nie jest i chętnie zrobi mamie na przekór wszystko, co tylko może ją rozsierdzić. Wprawdzie niewiele go widać, ale za to słychać doskonale. Na wczasy więc się z mama nie wybiera, ale jeśli kiedyś wyjadą na wspólny weekend, to i tak będzie po staremu opowiadał swoje dyrdymały. Potem zawsze dzieciom wytłumaczy, że tak mamę zrozumiał, a to co mówi jest i tak dla jego dziatwy najlepsze! Dzieci jednak tych bredni już nie trawią, zwłaszcza, że to jedyny pokarm jaki się im serwuje.
- Dzieci dorastają i stają się mądrzejsze od rodziców. Widzą, że rodzice tak naprawdę ich nie kochają wykorzystując tylko jako argument przetargowy we własnych interesach. Tata nawet zagarnął jakieś place dzieciom przynależne, na których ich przodkowie z „komuny” pobudowali domy. Bez żenady okradł własne dzieci ze znacznego majątku, aby zabezpieczyć przyszłość najważniejszą, bo... swoją. Podatki też niezbyt rzetelnie płacił, co nie zwiększyło szans potomstwa na godniejsze życie. Mama zaś nie gardzi szynką Odżywia się dobrze, winkiem wytrawnym czerwonym popija, a dzieci uczy dbać o siebie samym, twierdząc, że los jest w ich własnych rączętach!
Jak mają dbać o siebie nieporadne dzieciaki, zwłaszcza pozbawione należnego im kapitału wypracowanego przez przodków? Mają już dość zasilania szeregów dalitów. Zaczęły więc marzyć o rodzinie zastępczej. Sprawa nie jest prosta. Po prawej kłócą się rodzice. Po lewej rodzina zastępcza, ale i w niej nie jest najlepiej. Tam też i mama, i tata chcą przewodzić po swojemu każde.
- Tak, ale jednak dbają o swoje dzieciątka i nie plują na siebie publicznie, jak rodzice rzesz przyszłych dalitów. Miłości wielkiej między nimi nie widać, ale dzieciska oprane, wykarmione, do szkół chodzą, a jak tylko zakaszlą, mama zaraz z nimi do lekarza biegnie. Tylko czy tak będzie, jeśli kiedyś zastępczy rodzice na udry pójdą?
Gorzej tam być nie może niż we własnej rodzinie! Wprawdzie rodzice przestrzegają, że dziadkiem w rodzinie zastępczej jest stary komuch, co to wszystkim dawał równo: temu g... i tamtemu g...! Przy tym msze omijał skrzętnie, choć Żydzi jako tacy wcale mu nie przeszkadzają. Ba! Nawet czarny Murzyn dla niego nie jest brudny, ani obrzydzenia nie budzi nawet. Śmie twierdzić, że wszyscy ludzie na Świecie całym mają takie same żołądki tudzież inne organy także. Czysta profanacja! Na dodatek coś tam o równości i braterstwie pieprzy. Chyba za dużo pielgrzymek wielkich ze zrozumieniem się nasłuchał, podczas gdy inni zatopieni byli w modłach i... tylko w modłach.
- Przyszli potencjalni dalici tak naprawdę dalitami do końca życia pozostać nie chcą. To. przed czym przestrzegają ich rodzice, zaczyna im się nawet podobać. Dlaczego maja wszyscy myśleć i wyglądać jednakowo? Zaczynają łapać, że tolerancja dla inności to nic złego i gdyby miało stać się to niezbywalnym prawem każdego człowieka, to i owszem, owszem... Nie chcesz się modlić, to się nie módl. Jeśli się modlisz, to nikt ze wzgardą nie zapyta, do kogo te modły wznosisz. Jeśli chłopcu spodoba się drugi chłopiec, to nikt go od części rowerowych nie wyzwie.
W rodzinie zastępczej również dziewczyn tak przez naturę skonstruowanych nikt na greckie wyspy wysyłał nie będzie. Polska jest nie tylko dla Polaków, więc przyzwolenia nie będzie na ekscesy osobników, których skóra na głowie jest gładka i czysta... po obu stronach zresztą. Przestaną być słyszalni ci, którzy dziś krzyczą, że kobieta powinna żyć między kuchnią a sypialnią. Ich zdanie do tego tylko z żebra Adama została wychuchana, żeby Adam właśnie mógł potem sobie do woli dmuchać... oczywiście na potrawy przygotowane ku jego wyłącznej przyjemności.
- Niektórzy widzą tylko to, co chcą widzieć, słyszą jedynie to, co chcą słyszeć, a ocenę rzeczywistości przejmują bezkrytycznie od innych. Ich głowy służą właściwie tylko jednemu celowi: pochłanianiu pokarmu i płynów różno procentowych! W toku ewolucji mogą więc ukształtować się osobniki o głowie płaskiej i łysej, wyposażonej jedynie w przepastną, lejkowatą jamę gębową.
Dla dalita byłoby to może i dobrodziejstwo. Do śmietnika łatwiej się przyssać i wchłonąć można wszystko bez nadmiernej selekcji. Prosty w budowie dalit łatwiejszy byłby w chowie. Tylko czy dziatwa z dzisiejszej patologicznej rodziny takiego właśnie losu oczekuje?
- Na pewno nie! Co do tego nie mam wątpliwości. Dlatego właśnie rozważa możliwość adopcji do rodziny zastępczej. Dziadek komuch czasem kielicha wypije, ale potem i tak nikomu nie naubliża, do rękoczynów się nie zabiera. Wesoły jest i serdeczny, dobrego słowa nie szczędzi a i grosza czasem dorzuci. Gdyby tak zechciał jeszcze raz stanąć na czele klanu, autorytetem nestora pogodzić wybujałe ambicje rodziców, to byłaby to wspaniała rodzina zastępcza dla wszystkich będących już i potencjalnych dalitów.
Można przez taką adopcję przerwać tok ewolucyjny, przekształcający stopniowo dalitów w jamochłony!
- Tak więc Dziadku Komuchu - do dzieła! Wracaj, bo w Tobie cała nasza nadzieja!
A rodzice?
- A rodzice? A rodzice niech sobie nadal do oczu skaczą, a nam dają święty spokój! Nam największe szanse na godny żywot i rozwój prawidłowy daje rodzina zastępcza!
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy.
Bogusław Sielecki












