Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
Dopiero co zaczął się lany poniedziałek, Janku, gdy w płomieniach stanął budynek. Zaczął palić się jak pochodnia, nie dając szans na ucieczkę wielu śpiącym beztrosko dalitom.
- Masz na myśli pożar hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim? Zginęły 22 osoby, zaś 20 poparzonych trafiło do szpitali. Osierocone zostały dzieci. Straszna tragedia!
Straż pożarna przyjechała dopiero niemal po godzinie. Ten lany poniedziałek należało rozpocząć znacznie wcześniej. Początkowo były problemy z podłączeniem sikawki do hydrantu, a nawet z rozłożeniem drabiny. Parzący gorąc nie pozwolił już wejść dzielnym junakom do gorejącego budynku. Strażacy biegali w bezładzie, gdy okoliczni mieszkańcy łapali dzieci wyrzucane przez okna przez przyduszonych żrącym dymem rodziców. Niektórym udało się potem samym wyskoczyć, niektórym nie...
- Niestety, nie był to krzew gorejący - cud nie wydarzył się. Łatwopalny budynek spłonął doszczętnie. Dalici znajdujący w nim bezpieczne schronienie stracili cały swój dobytek, wielu też i życie
Bezpieczne schronienie zdaniem nadzoru budowlanego i władz miejskich, choć straż pożarna gościła tam już wielokrotnie wcześniej. Dalici zaś i tak mieli niemal cały swój dobytek na sobie.
- Przerażona kobieta zgłaszająca telefonicznie wszechobecny ogień i duszący dym została przez dyspozytora straży pożarnej poinstruowana, że ma mówić wolniej, bo trzeba wszystko zapisać. Byłby to doby żart, gdyby nie realia towarzyszące tej sytuacji.
Nie szkoda róż gdy płonie las! To się nazywa profesjonalizm i ludzkie podejście do drugiego człowieka!
- A co na to Kargul i Pawlak?
Kargul święta spędzał w rodzinnej Tyrnowej. Z rana zjawił się na pogorzelisku.
Pawlak natomiast kości wygrzewał nad morzem. O zdarzeniu dowiedział się z mediów. Z dobrym słowem przyjechał więc do koczujących pod gołym niebem dalitów w kilka godzin po Kargulu.
- Przyjechali, żeby naród co złego nie pomyślał?
Pawlak, aby zatrzeć ewentualne złe wrażenie, ogłosił trzydniową żałobę. W końcu na miejscu zauważony został później niż Kargul, który zdążył już obiecać pokrzywdzonym odbudowę spopielonego budynku, pomoc materialną wszystkim dotkniętym pożarem i renty dla sierot. Pawlak nie mógł być gorszy, więc obiecał i coś od siebie, choć szybko zaznaczył, że niewiele tego ma, bo mu Kargul obciął.
- Pawlak zawsze podkreśla, że jest człowiekiem spokojnym. Można mu nawet na język nadepnąć i wtedy nie powie nic. Skoro nikt mu teraz na język nie nadepnął, ale Kargul na odcisk jak najbardziej, to po ustaniu żałoby rozliczy niektóre sprawy związane z tempem informowania Jego Wybitnej Osobliwości o tego typu zdarzeniach. Tyrnowscy prawnicy stwierdzili już ponad wszelką wątpliwość, że Kargul nie ma obowiązku informować Pawlaka o zdarzeniach kryzysowych. Ich zdaniem Pawlak ma w swoim pałacu wystarczająco dużo po temu własnych, całkiem nieźle opłacanych dworzan.
Tak więc znów Pawlakowi można wszystko zarzucić, tylko nie to, że jest nowoczesny. Swój konserwatyzm sam zresztą wielokrotnie podkreślał.
- Zastanawiam się, dlaczego Kargul i Pawlak przyjechali do dalitów? Po to, żeby im było raźniej, czy po to żeby biurokrację i potencjalnych wyborców zadowolić? Pomoc w takiej sytuacji jest jak najbardziej uzasadniona, ale motywy już takie jasne nie są.
W przeciętny weekend na naszych dziurawych bezdrożach w wypadkach ginie średnio dziesięciokrotnie więcej ludzi, niż zginęło w pożarze. Przyjmując standardy Pawlaka, powinna trwać permanentna żałoba, zwłaszcza, że dziury w drogach powstają szybciej niż są łatane. Jak sądzisz, Janku, dlaczego nikt jednak żałoby nie ogłasza, nikt też nie spieszy z pomocą materialną ofiarom wypadków drogowych i ich rodzinom? Wyjątkiem może być autokar pełen pielgrzymów.
- Retoryczne pytanie! Śmierć dalita to tylko śmierć dalita - większego znaczenia nie ma! Jeżeli jednak zdarzy się, że w jednym miejscu i w jednym czasie zejdzie ich większa ilość, to takie wydarzenie wzbudza ogromne zainteresowanie żądnych sensacji mediów. Oglądalność wzrasta i wtedy można się pokazać z jak najlepszej strony szerokiej publice, a przecież są to potencjalni wyborcy. Stąd te przepychanki pomiędzy Pawlakiem i Kargulem na pogorzelisku. Osobiste ambicje naszych obu bohaterów biorą górę nawet nad tragedią, którą w końcu można wykorzystać dla poprawy własnego wizerunku. Jak się przy tym jeszcze uda pognębić rywala, to jest już wręcz wspaniale!
W Tyrnowej już tylko jeden dalit z pięciu zadowolony jest z pracy Pawlaka i Kargula oraz kierowanych przez nich urzędów. Im zaś się wydaje, że durny naród wszystko kupi. Stąd ich żałosne przepychanki nie tylko na tragicznym pogorzelisku, ale także ciągłe grzebanie w teczkach, szukanie haków w postaci przodków w Wehrmachcie, w Komunistycznej Partii Polski, czy w każdej innej przydatnej postaci. Kiedyś sprawę można było załatwić tatowym sierpem czy kosą. Cywilizacja jednak nieubłaganie wkracza i na tyrnowskie pola. Mieszkańcy gminy mają już dość blokowania, destrukcji, ubliżania i ciągłych rozrób. Pawlakowi i Kargulowi wydaje się jednak, że na nich nadal nie ma mocnych.
- Swoimi popisami starają się udowodnić wzajemnie wyższość nad rywalem za wszelką cenę. Obu spada, choć Pawlakowi szybciej. Ostatnio żubry coś przebąkiwały, że mają dobrego kandydata na tyrnowskie urzędy. Taki prosto z lasu! Pełen spokoju szumiących drzew nie zżartych przez korniki korupcji, świeżości traw nie skalanych łajnem prywaty i nepotyzmu. Uznany jest w świecie jak polska „Żubrówka” - dobra dla dalitów i niedalitów!
Wiem o kogo chodzi! Już w przeszłości miał szansę pogodzić zwaśnionych: Pawlaka i Kargula. Honorowe sołtysostwo Tyrnowej można mu było odebrać tylko przez podłożenie świni kalumnią zwanej. Tak też się stało. Czy teraz ponownie zechce chcieć? Jest szansa na normalność w Tyrnowej... Rychło może okazać się, że faktycznie: nie ma mocnych!
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy.
Bogusław Sielecki












