Pawlak i Kargul zamieszkali niegdyś we wsi Tyrnowa. Czas posuwa ich nieustannie. Od ich wspólnej podróży do Stanów Zjednoczonych na pogrzeb Johna Pawlaka minęło już ponad trzydzieści lat.
Wiele zmieniło się w życiu obu chłopów. Przeżyli zakręty historii lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia zakończone zmianą ustroju, upadek Związku Radzieckiego, rozwiązanie Układu Warszawskiego i Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, wstąpienie Polski do NATO i Unii Europejskiej. Świat wokół nich się zmienił, zmieniła się też ich pozycja w lokalnej społeczności. Nie zmieniły się jedynie ich osobowościowe cechy charakteru. Jak funkcjonują dzisiaj w zupełnie odmiennych warunkach społecznych, gospodarczych i politycznych? Można się tego dowiedzieć w rozmowie z dalitem, którą odnajdujemy tutaj:
http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6217/0/
Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
Poczęstuj się herbatnikiem, Jaśku. Nie zamartwiaj się - może kiedyś znów będzie lepiej. Bogatym jest ten, kto może sobie pozwolić na życie wśród uroków, jakie wczesna wiosna niesie, choć może nawet nie mieć pieniędzy. Jest ciepło, spokojnie...
- Kto tam wie, jakie ma zamysły wiosna? We Włoszech trzęsienie ziemi, na Bałtyku przepowiadają tsunami, w Afganistanie krew się leje coraz szerszym strumieniem, piraci rabują statki, a do tego całego bałaganu z kosmosu zaczęły docierać dźwięki „Międzynarodówki”. Pamiętasz jeszcze te słowa: wyklęty powstań ludu ziemi, powstańcie, których dręczy głód?
Po tylu akademiach... „okolicznościowych” muszę, Jaśku, pamiętać! Myśl nowa blaski promiennymi dziś wiedzie nas na bój, na trud. Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata, przed ciosem niechaj tyran drży! Ruszymy z posad bryłę świata, dziś niczym, jutro wszystkim my!
- Po tych słowach w historii świata nastąpiło wiele tragicznych lat a Ziemia spłynęła krwią! Mamy XXI wiek i oby już nigdy nie musiała powtórzyć się cała tragedia poprzedniego stulecia. Teraz gnębią nas powodzie, tornada i nie wiadomo, jakie żywioły mogą nas jeszcze (z)niszczyć... To w zupełności wystarczy! Ale, ale... Dlaczego nazywasz mnie Jaśkiem? Fasoli raczej nie przypominam. Do brata Pawlaka z „Samych swoich” też jakoś specjalnie podobny nie jestem... To akurat może i szkoda, bo tamten po spaleniu dwóch lokalnych stodół i potraktowaniu kosą Kargula w nagrodę uciekł do Ameryki, a tam kryzys jakby nieco mniej odczuwalny. Polski dalit zawsze jest wyróżniony - przynajmniej pod względem upośledzenia szczególnie złym losem.
Jakże ponadczasową okazała się ta komedia. Wyobraź sobie współcześnie Pawlaka, który nie wychowywał się na podwórku oraz Kargula, którego wychowała ulica. Obaj całe życie zwaśnieni. Nawet krótkie chwile pozorowanej zgody przeradzają się szybko w zażartą kłótnię.
- Mieszkają w sąsiednich chałupach prowadząc oddzielne gospodarki, choć trudne czasy i interesy ich rodzin wymagają wspólnego działania. Obejścia ich oddziela płot. Dla jednego i drugiego wszystko jest wrogie, co tylko po drugiej stronie płotu się znajduje.
Nawet płot wspólny sam w sobie bywa źródłem strat i konfliktów. W bezmyślnej furii są w stanie pociąć na strzępy koszule z grzbietów własnej rodziny, czy porozbijać suszące się na sztachetach garnki - wprawdzie chwilowo puste, ale w końcu można by je w lepszym czasie napełnić strawą i nakarmić mnożących się dalitów.
- Pawlak sprytny i zapobiegliwy zorganizował sobie fuzję z garstką granatów. Dba o strzelbę szczególnie, bo wie, że może nią prostować nawet historię własnej rodziny, gdyby okazała się niepokorna, sąsiadów utrzymywać w ryzach o podwórkowym inwentarzu nie wspominając. Sądów też się nie obawia. W końcu sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po jego stronie, co zawsze może wymusić granatem.
Kargul kiedyś zwabił na swoje podwórko pawlakowego kota. Kot widząc w sobie zwierzę wierne rodzinie i sąsiadom, a Pawlaka postrzegając za gospodarza fałszywego, dał się zwabić Kargulowi głaskaniem i mlekiem. Pawlakowi piana wyszła na usta. Gdy zobaczył, że Kargul uwiązał kota na sznurku, żeby ten czasem nie zdecydował się opuścić jego zagrody i wyruszyć śladami Jaśka do Ameryki, sięgnął po swój ostateczny argument. Nie bacząc, że z fuzji zamek wylata przymierzył i wypalił. Strzał był celny, bo z kota nawet futerko nie zostało.
- Dla zażegnania stałych sporów tyrnowska społeczność powierzyła Pawlakowi funkcję sołtysa honorowego. Dla równowagi Kargul został wójtem. Pawlaka do wojowania natura zmusza, więc przejściowo uaktywnił się w sąsiednich województwach. Jeździł nawet w góry wysokie, gdzie podobno zdarzył się kiedyś zamach na jego życie... przy użyciu korkowca. Jego dzielność wówczas wielokrotnie pokazywała telewizja. Najgorliwiej atakował byłych ziomków swoich ze Ściany Wschodniej. To tam, gdzie Anglicy wydobywać będą gaz ziemny i zarabiać na nim, co dla nas było przedsięwzięciem zupełnie nieopłacalnym.
Wójt Kargul odmiennie - prowadzi gminę niby drogą miłości. Gasi pożary wzniecane przez Pawlaka, ale i okiem łypie na jego stanowisko. Zasada prosta: Pawlak tak to Kargul siak, z wzajemnością zresztą... O gospodarzy dba, zwłaszcza tych bogatych, co nadchodzącemu kryzysowi nie dają się. Sam krowy hoduje, zwłaszcza... te święte. Kargul to dobry chłop - jak się naje do syta, to może i pariasom jakiś ochłap rzuci.
- Pamiętam, gdy krowa Kargula weszła na najeżone minami pawlakowe pole. Dla Pawlaka miedza rzecz święta. Gdy bydlę przeganiał mało z Kargulem za łby się nie wzięli. Właśnie obiecywał Kargulowi porządku go kosą nauczyć jak Jaśko to niegdyś uczynił, gdy zorientowali się, że wokół miny. Kargul Pawlakowi kazał prowadzić, bo to jego pole. Kindersztuba nakazała jednak Pawlakowi gościa przodem puścić. Gdy już wyszli poza zagrożony teren, Pawlak rzucił mimochodem, że durny zawsze przodem idzie.
Krowę mleczną rozerwało, lecz zawadiakom jeszcze raz udało się wyjść z opresji cało. Gdyby sytuacja była odwrotna, starczyłoby w kryzysie mleka dla dalitów a i spokój zapanowałby w gminie jaki taki.
- Wkrótce Pawlak reprezentował gminę na krajowym zjeździe Narodowej Agencji Terytorialnej Obrony. Nie wiedzieć czemu takie zjazdy nazywają też szczytami. Przecież to ani Elbrus, ani Gerlah, ani Rysy, choć rys akurat tam pełno. Na szefa tej organizacji Kargul miał swojego kandydata, który jednak dał się poznać z nieprzychylnego stosunku do Kresów Wschodnich, co nie bardzo podobało się w pozostałych województwach, zwłaszcza od czasu, gdy Anglicy znaleźli na tym terenie złoża gazu.
Kargul jednak postanowił, że tym razem to on wpuści w maliny i okpi Pawlaka. Wiedząc, że jego kandydat nie ma szans na takie zaszczyty, dał Pawlakowi wytyczne do negocjacji. Swojego kandydata jednak nawet nie zgłosił do konkursu. Kalkulacja była prosta: cokolwiek zrobi Pawlak, będzie można mu zarzucić, że postąpił wbrew interesom swojej gminy.
- Pawlak udał, że instrukcji żadnej na oczy nie widział. Nie będzie robił Kargulowi na rękę, gdy ten robi mu w-brew. Poza tym co ma kargulowe plemię wychylać się nadmiernie. W końcu nikt w gminie nie ma prawa nic mu nakazać, a on, Pawlak, słuchać nikogo nie musi. Już na wstępie poparł kandydata z Duńskiej Wólki. W nocy próbował poinformować o tym Kargula. Po to tylko, żeby do rana dręczyły go koszmary. Nie udał mu się jednak ten zamysł. Kargul słuchawki telefonu nie podniósł. Może spał twardo zmęczony ciężką pracą dla gminy, a może po prostu miał stopery w uszach.
Paradoksalnie to chyba jeden z nielicznych przypadków, w którym rozdrapywane zaszłości i przekora dwóch głównych gospodarzy wyszły gminie na dobre. Województwa postrzegają ją i tak jako gminę zwaśnioną i nieprzewidywalną. Nie wiadomo właściwie, kto w niej rządzi. Tym razem chociaż nie zrobiła sobie wrogów w Duńskiej Wólce.
- Wkrótce odbył się szczyt województw. Uczestniczył w nim Przywódca Przywódców. Jak na szczyt przystało zaszczycił rozmową w cztery oczy przybyłych do niego delegatów. Takiej okazji nie przepuścił ani Kargul, ani Pawlak. Rozmawiali z PP całe pół godziny. Jako jedyni rozmawiali w sześć oczu. Osiągnęli ogromny sukces: udało im się zaprosić PP do Tyrnowej. Nie wiadomo tylko na kiedy, bo PP był bardziej zainteresowany utworzeniem województwa tureckiego niż gminnymi dygnitarzami z Tyrnowej. Tylko mieszkańcy Turku niech sobie przypadkiem zbyt wielkich nadziei nie robią. Takie to wyniki i okrzyczany „sukces” tego szczytu...
-
Jaka pozycja takie i szczytowanie!
- Sołtys honorowy i wójt wrócili do rodzinnej Tyrnowej na tarczy. Dwa zdarzenia dwa niepowodzenia. A tu kryzys szaleje, bezrobocie rośnie, dalitów z dnia na dzień przybywa. Ciekawe, z czym teraz wyskoczą? Skoro biedakom nie można dać ni pracy ni strawy, to chociaż godziwa rozrywka im się należy!
Igrzysk ciąg dalszy. Pawlak już przystąpił do działania. Swoją wierną strzelbę choć dobrze smaruje, to teraz jeszcze ją odznaczył. Udekorował też dwa granaty. Tak z kaprysu, żeby wywołać podziw gawiedzi dla swojej fantazji.
- Tak, ale teraz to on się dziwi, że wcześniej odznaczona za odwagę Sąsiadka Ewa zwróciła mu swoje odznaczenie. Ona też się dziwi, jak można za odwagę odznaczać nawet najbardziej zasłużoną strzelbę, skoro to i tak zawsze narzędzie w czyichś rękach! Narzędzie specyficzne, bo służące zabijaniu, ale tylko bezwolne narzędzie.
Czyli nadal życie publiczne mieści się w specyficznej, rodzimej normie. Pawlak uważa, że Kargul choć wróg, to jednak swój, bo na własnej krwi wyhodowany. Dokładnie tak samo myśli Kargul. Wokół nich rodziny i powinowaci - sami swoi! Dalej to już tylko ogromna rzesza bezwartościowych dalitów ze swoim nie do przezwyciężenia marazmem! Nie ma mocnych!
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy.
Bogusław Sielecki












