Dzisiaj w Polsce zarejestrowana została nowa partia polityczna „Libertas”. Jej założyciel Declan Ganley uczestniczył w konferencji prasowej transmitowanej przez TVP INFO. Polski dalicie pomyśl, czy jest to partia strzegąca Twoich interesów.
Słuchałem dziś, Janku, konferencji prasowej w TVP INFO, podczas której Declan Ganley poinformował, że od dziś w Polsce oficjalnie działa partia mająca od dnia 2. lutego 2009 r. zasięg europejski - „Libertas”. Określił się proeuropejczykiem, co brzmi mało szczerze w ustach człowieka, który doprowadził do odrzucenia Traktatu Lizbońskiego w referendum w Irlandii.
- Też słuchałem jego wypowiedzi, ale nie odniosłem żadnych negatywnych wrażeń. Mówił przecież o rozwoju demokracji, tak, aby obywatele Europy mieli bezpośredni wpływ na istotne podejmowane decyzje. Podstawą mają tu być ogólnonarodowe referenda.
Moim zdaniem już to powinno wzbudzić Twoją nieufność. Wyobrażasz sobie, jakie to są koszty, żeby każda decyzja UE miała być rozstrzygana w referendach? Już teraz frekwencja wyborcza jest mała, a w takiej nowej sytuacji zainteresowanie społeczeństw tą problematyką wygasłoby całkowicie. Przecież dla rozstrzygania problemów i stanowienia europejskiego prawa powoływany jest Parlament Europejski, w którym każde z państw członkowskich ma swoich przedstawicieli wybieranych w demokratycznych wyborach.
- Niby tak, ale wypada zastanowić się, czy program partii „Libertas” nie przedstawia lepszej alternatywy dla obecnie funkcjonującego systemu zarządzania w Unii Europejskiej.
Zwróć uwagę, które ugrupowania włączyły się w dniach 1 - 2. lutego 2009 r. w tworzenie tego ruchu w Polsce. Liga Polskich Rodzin - przez moment brała udział w rządzie - trzeba Ci przypominać co wtedy się działo w naszym szkolnictwie, służbie zdrowia, o swobodach obywatelskich nie wspominając? Jeden z eurodeputowanych z jej ramienia ośmieszał nas przed całą Europą przeczeniem teorii Darwina czy udowadnianiem istnienia wawelskiego smoka. Zresztą popisów miał więcej. Unia Polityki Realnej - jej założyciel i szef w ciekawy sposób widzi rolę kobiety w społeczeństwie jako maszyny do rodzenia dzieci oraz kucharki, sprzątaczki - pomocy domowej bez prawa głosu. Zwolennik skrajnego liberalizmu w gospodarce, zabójczego dla przeciętnego dalita.
- No ale włączyły się w ten ruch też takie partie jak PSL „Piast” i Partia Regionów.
Wymieniasz kolejne dwie marginalne partie, tak samo konserwatywne i eurosceptyczne jak te, które ja przedstawiłem. Na szczęście w obecnym życiu politycznym kraju nie mają one żadnego znaczenia. Zwietrzyły więc szansę na zaistnienie pod płaszczykiem „Libertas”, podczas gdy wolność i swoboda jednostki są w ustach ich działaczy frazesami bez pokrycia, dziś wypowiadanymi „pod publiczkę”.
- Declan Ganley położył w swoich wypowiedziach nacisk na odpowiedzialność publiczną za prawa stanowione w Unii Europejskiej. To chyba nie jest zły postulat?
Zwróć jednak uwagę, że nie mówił on o odpowiedzialności europejskich urzędników! Odpowiedzialność publiczna jego zdaniem to odpowiedzialność wyborców takich jak ja, Ty, czy jakiś inny dalit pod urną wyborczą za dokonywany wybór. Oczywiście uważa, że jedynymi dobrymi kandydatami do Parlamentu Europejskiego będą kandydaci sygnowani przez „Libertas”! Osobiście odebrałem to jako próbę nacisku na mnie, że jeżeli w wyborach nie poprę osób z ich listy, to będę człowiekiem nieodpowiedzialnym, przeciwnikiem zapowiadanych rewolucyjnych zmian w ich wykonaniu.
- Declan Ganley twierdzi, że działania prawodawców powinny być przejrzyste, a stanowienie nowych praw dostępne publicznie. Czyż w realnym życiu politycznym Europy tak właśnie nie powinno być?
Tylko co się kryje w rzeczywistości pod pojęciem przejrzystości i publicznej dostępności działania prawodawców? Do tego już się nie odniósł, a bez dogłębnych wyjaśnień i przedstawienia praktycznych założeń realizacji tego postulatu, pozostaje on kolejnym nośnym frazesem wypowiadanym „pod publiczkę”. Wyjaśnij mi, proszę, jak Ty zrozumiałeś ten fragment jego wypowiedzi. Być może masz argumenty, które pomogą mi zmienić zdanie?
- No nie, aż tak dokładnie tego nie rozbierałem. Przyjąłem to pozytywnie tak „na słuch”. Declan Ganley twierdzi, że Europa potrzebuje koniecznie silnego Traktatu, takiego, który zwiększał będzie odpowiedzialność urzędników przed wyborcami - obywatelami zjednoczonej Europy. Powinien on być zwięzły, krótki i czytelny, napisany w formie przystępnej dla każdego obywatela Unii Europejskiej.
Kolejna socjotechnika. Jak na dłoni widać, że wcale nie chodzi o jakiś nieokreślony „silny Traktat”, o konkretnych założeniach którego Declan Ganley nie powiedział ani słowa, poza stwierdzeniem, że ma być „silny”. Silny jak co? Moim zdaniem chodzi jedynie o to, żeby doprowadzić w Polsce do referendum traktatowego i odrzucić Traktat Lizboński, tak , jak to miało miejsce w Irlandii. Nie wspomina jednak ani słowem, że obecnie w Irlandii proporcje się odwróciły na rzecz zwolenników akceptacji odrzuconego traktatu. Kolejne referendum traktatowe w Irlandii prawdopodobnie nie przebiegnie już po myśli twórcy „Libertasu”. Teraz chodzi o to, żeby omamić jak największą liczbę zwolenników, niezadowolonych z życia dalitów i w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyć większość mandatów. W praktyce musiałoby to doprowadzić z czasem do rozpadu Unii Europejskiej!
- Teraz i na mnie przeniosło się twoje czarnowidztwo. W czasie konferencji Declan Ganley stwierdził, że prezydent Unii Europejskiej powinien być wybierany w bezpośrednich wyborach, tak aby każdy mieszkaniec zjednoczonej Europy mógł bezpośrednio głosować na swojego kandydata. Sądzisz, że kierował się w tym przypadku prywatą, w skrytości ducha aspirując do tego stanowiska?
Nie wydaje mi się, ale to kolejny chwytliwy dla przeciętnego dalita nonsens. Powiedz mi, Janku, na kogo w takich wyborach głosowałbyś?
- Konkretnie nie wiem. Ale na pewno na Polaka.
- A może na Irlandczyka, albo Francuza, albo Niemca?
- Nie - na pewno na Polaka!
- Sądzisz jednak, że na Polaka będą głosować również Irlandczycy, Francuzi, Niemcy?
- Raczej nie - każdy będzie chyba głosował na swojego kandydata...
- No to powiedz mi, kto w takim razie zostałby prezydentem Unii Europejskiej?
- ...
- Nie wiesz? To ja Ci powiem. Zawsze Niemiec! Niemcy ze swoimi 82. milionami obywateli są najludniejszym państwem obecnej zjednoczonej Europy.
- W takich kategoriach o tym nie pomyślałem...
- Można dywagować dalej. Przy zastosowaniu takich zasad wyboru prezydenta UE wkrótce mogłoby się okazać, że zainteresowanie przyjęciem do Unii Europejskiej wykazałaby Rosja ze swoimi 142. milionami obywateli. Kraj ten rozwija się dynamicznie i jeśli zechce, raczej nie będzie miał większych problemów z przyjęciem do UE. To jak sądzisz, kto wtedy miałby największe szanse zostania Prezydentem Europy?
- Rosjanin?
- Zapewne tak i to na zawsze! Wtedy przeniesienie stolicy z Brukseli do Moskwy byłoby tylko kwestią czasu. Czy nadal uważasz, że Europie jest potrzebny ów „mocny Traktat”, czy bardziej Traktat Lizboński?
- ...
- Musisz się zdecydować, bo wkrótce działacze „Libertasu” będą zbierać 500 tys. podpisów poparcia i też będziesz zmuszony poprzeć lub nie ich listę. Ta decyzja Cię nie ominie.
- Teraz widzę, że „Libertas” to taki do-pis do referendum irlandzkiego nie dla dalitów, a dla pis-korzy wijących się w mule ze strachem spoglądających na czyste akweny. To im, nie mnie, bardziej odpowiadają mętne wody. Teraz już wiem, że lepiej, żeby mnie pogięło, niż miałbym podpisać się na liście piratów, bynajmniej nie z Karaibów.
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy. Bogusław Sielecki












