Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub wręcz umiejscowiona poza kastą w systemie stanowym Indii. Są oni „niedotykalni", przez to, że wykonują tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie w Polsce dalitem zostać może każdy.
Janku! Kiedyś, gdy spotkaliśmy się pod śmietnikiem wspomniałeś mi, że Twoje dzieciaki wyjechały w 2005 r. do Anglii za chlebem. Miały stałą pracę, wynajęły domek i pracując za najniższe stawki całkiem wygodnie sobie żyły. Udawało im się nawet od czasu do czasu wspomóc w biedzie rodziców w Polsce paroma funtami. Pamiętam, że chciały również przesiedlić Was na Wyspy. Jak im się teraz wiedzie, bo przecież kryzys i tam się rozpanoszył?
- Rozważałem nawet wyjazd, ale starych drzew się nie przesadza. Chyba nie umiałbym odnaleźć się w tamtej rzeczywistości. Dzieci za nami tęskniły, zwłaszcza córka Beata. Widząc, że nie wybieramy się za morze, wróciła do kraju z narzeczonym Wojtkiem, który też bardzo tęsknił za bliskimi. Przestrzegałem ich przed pochopną decyzją. Bardziej przekonujący był niestety Tusk. Wmówił im, że są w Polsce potrzebni. Obiecywał cud i miejsca pracy na nich oczekujące. Mieli drobne oszczędności na dobry początek, więc na początku 2008 roku spakowali manatki i wrócili do Macierzy.
A syn nie ma zamiaru wrócić? W końcu po wyjeździe siostry został sam na obczyźnie.
- Pod tym względem Stefan okazał się bardziej rozsądny. W pewnym momencie wahał się, ale nie zaryzykował powrotu. Zna biegle język angielski, ma stałą, pewną pracę kierowcy, więc został. Teraz nie ma już żadnych wątpliwości - z nami w Polsce spędza tylko urlop i tak już chyba pozostanie.
I co? Beata z Wojtkiem spełnili w kraju swoje ufne marzenia? Zapewne dostali dobrą pracę, kupili mieszkanie, zaczęli normalne życie?
- Cóż - szybko Macierz okazała się zwykłą macochą. Wojtek zaczął pracować jako przedstawiciel handlowy w hurtowni spożywczej. Uzyskał ćwierć zarobku, którego się spodziewał. Miesiąc pracuje na to, co w Anglii uzyskiwał za pięć dni pracy. Spadają obroty, zatem pracuje coraz więcej, a zarabia coraz mniej. Beata podjęła pracę jako sprzedawca na targowisku, o zarobku lepiej nie mówić. Planowała rozpocząć studia zaoczne. Niestety, na początku roku pracę straciła i teraz ma problemy z uzyskaniem jakiejkolwiek innej. Studia stały się mało realne, bo z czesnego nikt jej nie zwolni, a płacić nie ma z czego. Chcieli wziąć kredyt mieszkaniowy, ale na szczęście w porę się opamiętali i zrezygnowali z założenia sobie pętli na szyję. Totalnie nabici w butelkę pomieszkują ze swoimi rodzicami, bez realnych szans na ułożenie sobie dorosłego, samodzielnego życia.
Tak to jest. W kraju nikt nie traktuje lepiej tych, którzy wracają z emigracji. Z miesiąca na miesiąc zmniejsza się liczba miejsc pracy. Wiąże się to z obniżaniem pensji i pogarszającymi się warunkami socjalnymi. Powracający z emigracji mogą jedynie liczyć na darmowe kursy i szkolenia, od których miejsc pracy i tak nie przybędzie. Będziemy mieli tylko lepiej wykwalifikowane bezrobocie. Szczęśliwcy załapią się na staże o uposażeniu angielskiego kieszonkowego, a potem i tak zostaną wegetującymi dalitami. Wizje roztaczane kiedyś przez przedstawicieli rządu i samorządowców okazały się dokładnie takie, jak nasz cud gospodarczy.
- Krajowy ekspert od cudów pomiędzy meczami w piłkę nożną żarliwie modli się o łaskę zapomnienia dla wabionych emigrantów. W korporacjach takich jak Telekomunikacja, Coca-Cola, Kredyt Bank już zapowiadane są zwolnienia grupowe. Pracę straci kolejnych kilka tysięcy osób. Nie koniec jednak na tym. Spadek produkcji i międzynarodowej wymiany towarowej spowodował drastyczne zmniejszenie przewozów. Plajtują liczne przedsiębiorstwa transportu samochodowego. Do granicy bankructwa zbliża się taki potentat jak PKP. Śmietniki nie będą w stanie przyjąć i wyżywić tych nowych tysięcy dalitów. Co może się stać, gdy zaćmienie umysłu ogarnie setki tysięcy Polaków żerujących jeszcze poza granicami kraju i zechcą odpowiedzieć pozytywnie na zew premiera? Łaska Pańska niech będzie z nami! Taką katastrofę trudno sobie wyobrazić!
Łaska Pańska chyba będzie z nami. Sprawę paradoksalnie załatwi abolicja podatkowa. Wniosek o umorzenie podatku za zarobki uzyskane za granicą w latach 2004 - 2007 należało złożyć w nieprzekraczalnym terminie do 6 lutego 2009 r. W razie przekroczenia tego terminu rozliczający się straci nie tylko możliwość zwrotu zapłaconego już podatku i likwidacji zaległości, ale podlegał będzie twardym represjom finansowym: konieczności zapłacenia podatku za ubiegłe lata wraz z odsetkami. To skutecznie powinno ostudzić zapędy wielu emigrantów zamierzających wracać do Polski.
- A jeszcze niechby sobie ktoś pozwolił na zakup jakichś dóbr luksusowych. Rower górski, dziesięcioletni Polonez, nie mówiąc już o własnym M1 spowodowałyby natychmiastowe czesanie przez urząd skarbowy z zadaniem udowodnienia, że delikwent więcej wydaje niż zarabia. Tak zadecydował minister finansów usiłując cerować prujący się budżet. Głowa niby-skarbu państwa gdyby była Achillesem, to już by nie żyła. Sama strzeliła sobie w piętę. W związku z oszczędnościami Urzędom Kontroli Skarbowej pieniędzy wystarczy na działanie tylko w pierwszym półroczu. W drugiej połowie roku fiskusy gończe nie dostaną wypłat z funduszu nagród, zapomnieć mogą o „trzynastkach”, ograniczone zostanie zatrudnienie przy zwiększonych zadaniach i na dobicie zmniejszeniu ulegną wydatki rzeczowe.
Tu już konieczny jest cud, by nie osłabić urzędniczej motywacji. Ograniczenie możliwości korzystania tylko z telefonów i komputerów, a więc podstawowych piszczałek w tych organach, zaowocuje spadkiem ściągalności podatków. Mało tego - zwiększenie ciężaru zadań skompensowane zmniejszeniem ciężaru kieszeni musi wzbudzić sprzeciw przeciążono - niedociążonych. Mogą zdarzać się przypadki sprzeciwu czynnego, w których nastąpi nieudokumentowany wzrost ciężaru kieszeni własnej. Bezpiecznie, bo w końcu jaka chudzina nie będąc na diecie zainteresuje się ważeniem samego siebie?
- W gorszej sytuacji są ci, którzy przez kilka lat przywykli do normalnego świata i nie byli na przymusowej diecie. Nie brakowało im środków do życia, mieszkali w godziwych warunkach, byli w stanie wspomóc rodzinę i jeszcze coś zostawało na koncie. Jeśli potrzebne im były buty, to po zainkasowaniu tygodniówki szli do sklepu i po prostu kupowali buty nie powodując uszczerbku dla bieżącego życia. Tu na zimowe buty córka musiała odkładać pół roku z otrzymywanego mizernego zarobku, a najlepiej byłoby jej przełożyć ich zakup do następnej zimy. Czasem słyszę pełne rozgoryczenia i poczucia zawodu rozmowy Beaty z Wojtkiem. Nie widzą tu dla siebie żadnych perspektyw na normalne, godziwe życie. Żałują swojej łatwowierności i podjętej emocjonalnie decyzji. Wydaje mi się, że dojrzewa w nich myśl o powrocie na Wyspy. Sytuacja znacznie się tam pogorszyła, ale mogą jeszcze liczyć na pomoc Stefana.
Mają już doświadczenie z poprzednich lat życia w tamtym kraju, komunikatywnie znają język, więc będzie im łatwiej wszystko zaczynać od nowa. Najważniejsze, żeby mieli gdzie zamieszkać i w miarę szybko mogli podjąć pracę. Przynajmniej mają już po temu udokumentowane uprawnienia, a przy pomocy Stefana łatwiej im będzie ponownie wystartować. Niech się decydują jak najszybciej. Są młodzi i szkoda, żeby życie im tu przeciekało między palcami. To ogromna tragedia być odrzuconym przez własną ojczyznę, ale tam przynajmniej nie będą dzielić nędzy, depresji i beznadziei tysięcy polskich dalitów.
- Tak nie powinno być, żeby rodziny musiały się rozdzielać, aby w miarę godnie móc przeżyć swoje życie! Oceniając jednak aktualną, pogarszająca się systematycznie sytuację gospodarczą kraju, rosnące bezrobocie i związany z tym brak jakichkolwiek perspektyw na ułożenie sobie normalnego życia rodzinnego, wydaje mi się, że rychło podejmą decyzję o ponownym wyjeździe na emigrację. Ta decyzja powoli w nich już dojrzewa. Jeszcze wstrzymują się ze względu na konieczność ponownego rozstania się z rodzinami. To przecież ta szalona tęsknota była bezpośrednią przyczyną ich powrotu do kraju. Robią dobrą minę do złej gry żartując, że nie chcą, aby Polacy płodzili Anglików. Mają jednak świadomość, że jeżeli tym razem zdecyduję się wyruszyć w drogę, to będzie to już droga bez powrotu...
Tekst ten ma charakter beletrystyki, nawiązującej do faktów, ale niebędącej zapisem autentycznej rozmowy
Bogusław Sielecki











