Dalit to osoba o najniższym statusie społecznym lub poza kastowa w systemie kastowym Indii. Są to „niedotykalni” wykonujący tzw.”nieczyste zawody”. Hipotetycznie więc w Polsce dalitem zostać może każdy.
- W ostatnią niedzielę oglądałem w TV bajkowy serial o przemianach Szalbierza. Wiesz, Janku, można było uśmiać się do łez.
- Coś widziałem, ale wyrywkowo, bo flaki z olejem przeplatane fantastyką nie są dla mnie zjadliwe.
- I tu się mylisz. Szalbierz był nieco starszym z bliźniaczo podobnych dwóch synów średniowiecznego mieszczanina. Ambitny młodzian marzył o tym, żeby kiedyś zostać królem. Zdobywał więc pilnie wiedzę, wyczekując odpowiedniej okazji. Był to okres burzliwych ruchów gawiedzi, krwawo tłumionych przez rządzącego Tyrana.
- To widziałem. Zbliżał się koniec wieku. Szalbierz nadal spokojnie czekał na swoją szansę, nie włączając się w przegrane ruchy. Przeoczył moment, kiedy szkutnicy wałęsający się po wybrzeżu hardo podnieśli głowy. Bezsilnie miotający się żandarmi Tyrana chyba przez przypadek założyli mu teczkę niesławy. Nieposłuszeństwo ogarnęło wszystkich szkutników, dołączyli do nich gwarkowie, następnie praktycznie cała warstwa chłopska, kułaków nie wyłączając. Nawet żacy wypowiedzieli subordynację. Królestwo ogarnął chaos.
- Wydawało się już, że Król abdykuje. Wtedy Szalbierz pomyślał, że jego czas nadszedł i trzeba wspomóc przyszłego władcę, bo tego wymaga ziszczenie własnych marzeń. Nie zdążył jednak, bo Tyran wysłał do grodów i siół wierne mu rycerstwo, a gwardia królewska pozamykała przywódców buntu w twierdzach. Szalbierz do twierdzy nie trafił - być może uchroniła go przed tym teczka niesławy - tego nie wiadomo.
- Minęło kilka lat i buntowników z lochów powypuszczano. Królestwo jednak zamierało. Żeby coś kupić, oprócz dukatów trzeba mieć było królewskie talony przyznające prawo do zakupu towarów. Bez zezwolenia można było nabyć praktycznie tylko ocet. Zebrali się więc rycerze okrągłego stołu. W wyniku targów uzgodniono, że Tyran nie będzie już królem, lecz zostanie prezydentem. Powstał prawdziwy parlament, do którego ogłoszono powszechne wybory, w których każdy mógł uczestniczyć na równych prawach. W efekcie nowy rząd utworzyli buntownicy.
- W ten sposób Stare Królestwo przestało istnieć. Buntownicy spiknęli się ze sprzyjającym dotychczas Tyranowi ugrupowaniem chłopskim i wspólnie zrzucili go ostatecznie z tronu. Prezydentem zostały były buntowniczy pretendent do korony królewskiej, zaś Szalbierz tym razem okazji nie przepuścił i wraz z bratem Dyrdymałem zostali Naczelnymi Dworakami Nowego Władcy. Buńczuczność i przerost ambicji Szalbierza spowodowały, że Nowy Władca obraził się na obu braci, którzy musieli opuścić rządzący dwór. Nie oznaczało to rezygnacji Szalbierza z marzeń. Założył więc z bratem opozycyjną partię Procesor Computers.
- W kolejnym okresie nadal marząc o pełni władzy, czekając na sprzyjającą koniunkturę, zajęli się zbijaniem kapitału - nie tylko politycznego. Pod dyktat dominującego Szalbierza bracia zajęli się robieniem kokosowych interesów na rozwijającym się telegrafie. Zajęli się też nieruchomościami w stolicy. Wieść gminna niosła, że obsługiwali nawet zadłużenie zagraniczne jeszcze z okresu Starego Królestwa.
- Mijały lata. Gospodarka wolnej krainy rozwijała się kulawo. Królestwo wbrew zapędom aparatczyków byłego już Procesor Computers, wstąpiło do Związku Królestw. Bracia nie byli z tego zadowoleni, bo ZK ograniczał poczucie pełni swobody i smaku władzy, którą zamierzali przejąć w przyszłości. Sprytnymi hasłami wyborczymi ujęli plebs, oszukali pospólstwo i zostali głównymi dostojnikami w Nowym Królestwie. Weszli w koalicję z Nowym Chłopstwem i Ligą Klerykalno - Antyewolucyjną. Prawo interpretowali po swojemu - inwigilacja, podsłuch i prowokacja stały się głównymi narzędziami sprawowania władzy, uzurpującej sobie standaryzowanie postaw obywatelskich. Patriotyzm obrazowało hasło: kto nie z nami to przeciw nam, a jak przeciw nam, to trzeba go zniszczyć!
- Rzekoma walka z korupcją doprowadziła do upadku dynamicznie rozwijających się wymian narządów przez medyków i być może śmierci wielu ziomków. Gawiedź masowo wyjeżdżać zaczęła do innych części ZK. Problemy zaczęły się z trzema manufakturami szkutniczymi. Żeby je uchronić przed upadkiem, trzeba było dokonać ich sprzedaży komuś zasobnemu w dukaty. Znalazł się bojar z dalekiej Dalmacji, który chciał je wszystkie kupić jako jedną całość. Nie zgodził się na to Szalbierz, bo „Kolebka” musiała zachować tożsamość. Bojar więc zrezygnował i nie kupił nic. W efekcie pozostała pusta „Kolebka”, a szkutnicy trafili pod chmurkę powiększając grono rodzimych dalitów.
- Gawiedź zorientowała się, że została oszukana przez Szalbierza i Dyrdymała gładkimi słowami i iluzorycznymi obietnicami. Mieli oni na ustach szczytne frazesy i żadnego szacunku dla ludzi. Skłócili Nowe Królestwo z innym monarchiami zarówno z ZK jak i spoza Związku. Jedynym argumentem braci stało się potrząsanie szabelką, co wkrótce stanowić zaczęło źródło żartów i śmiechu całego świata. Konfliktowość Szalbierza doprowadziła do rozpadu w smrodlawych warunkach koalicji z NCh i LK-A. Rozzłoszczona i rozżalona gawiedź w kolejnych wyborach wymierzyła Szalbierzowi solidnego kopniaka i utracił on ukochaną władzę.
- Nie wyleczyło go to jednak z chorobliwego pędu do rządzenia. Poszedł więc po rozum do głowy i przystąpił do kolejnej próby walki o tron. Odział się w nowe szaty, umył, ogolił. W glorii czystego człowieka o szczytnych ideałach przeprosił gawiedź za wcześniejsze złe postępowanie. Ciężko było, ale przełknął ten dyskomfort - pomogły mu w tym szczere intencje... w stosunku do siebie samego. Chwilowo zaniechał rozkazów spieprzania dziadom, w czym szczególnie smakował Dyrdymał. Na potrzeby tworzenia wizerunku wielkiego człowieka począł głosić hasła miłości, braterstwa i pokoju. Szalbierz dla niepoznaki przejściowo zaprzestał nawet okazywania poparcia dla Dyrdymała lubo lekceważącego małpy w czerwonym. Ba, dla lepszego efektu otoczył się wręcz białogłowami, choć i biały mu się źle kojarzył od czasu zagłuszania komórek...
- Ale nic to - dumał - jak mi jeszcze raz się uda, to potem sobie z nawiązką odbiję to nienaturalne kajanie się przed maluczkimi! Najważniejsze, żeby mi teraz uwierzyli!
- Wydawać mu się zaczęło, że ponownie uda mu się oszukać gawiedź. Gawiedź choć prosta, łatwowierna i dobroduszna, to jednak jest pamiętliwa i swój rozum ma! Tak więc był to zapewne ostatni już odcinek tej farsy.
PODOBIEŃSTWO WSZELKICH OSÓB, ZDARZEŃ I SYTUACJI JEST ZUPEŁNIE PRZYPADKOWE
Tekst ten ma charakter beletrystyki mówiącej o faktach bez oparcia w zapisie autentycznej rozmowy.
Bogusław Sielecki












