Dim lights Embed Embed this video on your site
Od czasu zamążpójścia i urodzenia dzieci, na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, kiedy byłam sama. Czasem wydawało mi się, że niczego bardziej nie pragnę niż kilku dni sam na sam ze sobą, bez obowiązków, bez gotowania, jakbym sobie posprzątała, to by było nadal czysto po kilku dniach, zero stresu, czytanie, kawka (wtedy byłam jeszcze bezrobotna), potem może jakiś film, znowu książka, no i oczywiście Facebook, blog mój i innych, żyć nie umierać.
Uważajcie, o co prosicie, bo będzie Wam dane. Planowanie wakacji skończyło się tak, że ja postanowiłam zostać w domu z psem, bo dosyć miałam w zeszłym roku wyjazdów do Polski i stresów z tym związanych, wyślemy syna do Polski jako pierwszego, a mąż do niego dojedzie na dwa tygodnie i wrócą już razem.
Dim lights Embed Embed this video on your site
- niech ta trauma się uleży, powiedziałam mężowi, ty jedź, a ja sobie tu cichutko jak myszka powegetuję. Wiesz, ile kosztowało to moje podróżowanie w te i we wte w zeszłym roku, w tym musielibyśmy jeszcze zapłacić za hotel psa, razem z moim biletem wyjdzie tyle, ze wolę zostać.
Mąż się opierał, nie chciał jechać beze mnie, ale wytoczyłam najcięższe działa – dziecko musi mieć kontakt z kuzynami, z językiem polskim, babci nie widział wieki, tak nie może być. Dobiłam go jeszcze przypominając
– a grzyby? - w końcu sierpnia cały las za waszym domem będzie usiany prawdziwkami, nie może cię w tym roku zabraknąć. - Na to nie miał odpowiedzi, pękł z trzaskiem i zarezerwowaliśmy bilety. Klamka zapadła.
Przez kilka miesięcy od tego bookingu rozmyślałam, co też ja będę robić. Na to konto, że nigdzie nie jadę, że niby taka biedna jestem, zamówiłam sobie z Merlina książki z zamiarem przeczytania ich wszystkich w ten czas. Skompletowałam kilka seriali BBC na DVD, ciesząc się, że będę miała wreszcie czas i duży telewizor wolny na ich obejrzenie. Jednocześnie trochę się bałam, że ten czas bez nich nie okaże się tak relaksujący, że nie zdzierżę i będę za bardzo tęsknić.
A tu wszystko się zmieniło w mgnieniu oka – dostałam pracę na pół etatu, ale zaproponowano mi też drugą tymczasową (dla pokrycia czyjegoś chorobowego) na drugie pół, poza tym obiecałam opiekować się domkiem letniskowym takich jednych, co okazało się bardziej absorbujące niż myślałam, cuzamen do kupy, nic mi nie zostaje czasu wolnego. Oni pojechali, a ja szarpię się między jednym roboczo-miejscem a drugim, poganiając trzecim, w międzyczasie staram się odwiedzać w domu psa, wysikać go ekspresowo (nawet nie wiem, czy załatwia też drugą opcję, ale tę akurat łatwiej z podłogi pozbierać, jakby co), pogłaskać, zapewnić, że pańcia zaraz wróci i już mnie nie ma. Wieczorem padam na pysk i te zakupione książki mogę sobie co najwyżej przed snem powąchać. Tęsknię jak szalona, mam zanik mowy, z braku laku gadam do psa (w obu pracach, tak się złożyło dziwnie, nie rozmawiamy nic, tylko każdy w milczeniu wykonuje przydzielone zadania), nic mnie nie cieszy, wcale mnie do ludzi nie ciągnie, wręcz przeciwnie, mam ochotę zagrzebać się pod kocem i przeczekać te ich wakacje, a moją samotność. Wiecie co – bycie singlem jest do bani.
A zawsze się zastanawiałam, jakby to było, gdybym nie była z nikim związana, gdybym była ‘pojedyncza’. Oglądałam programy w telewizji i mi się całkiem podobało co jedna pani z drugim panem mówili o tym stanie wiecznej wolności i szczęśliwości, jak to się mogą realizować, jak to mają swobodę i nikomu nie muszą usługiwać, ani nikogo słuchać, z nikim się liczyć, najważniejsze są ich zachcianki, ich marzenia, ich dążenia. Absolutnie nie są samotni, a jedynie osobni. Myślałam, że mnie by to chyba też pasowało, nie to, żebym chciała zmieniać stan, ale gdyby tak się stało, że nie byłoby mi dane poznać męża, nie rozpaczałabym (w końcu nie wiedziałabym wcale, co mnie ominęło, nieprawdaż?). Otóż bzdura totalna. Nie jestem stworzona do życia w pojedynkę, wcale mnie to nie bawi, że mogę sobie nie sprzątać, nie gotować, nie coś tam. Już niech by wrócili, niech nawet narozwalają, byleby już znowu w domu było zamieszanie, głośno i wesoło. Nawet mój pies podziela ten pogląd, posmutniał jakoś odkąd jesteśmy tylko my razem, nie kradnie mi już majtek z szafy, nie nosi kapci po całym domu i poleguje całymi dniami. Markotno się zrobiło i niemrawo. Nie ma tej wymiany energii, buzujących emocji, nie furkoczą gary na palnikach, nie mruczy piekarnik. Do pupy z takim odpoczynkiem.
Kasia Hordyniec












