Krzyż w Polsce może być taką atrakcją, jak Disneyland lub Legoland. Można śmiało powiedzieć, iż wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu mamy już przy najmniej zoo, kiedy oglądamy starcia policji i straży miejskiej z obrońcami krzyża. Jak tak dalej pójdzie cała Polska jeszcze zdrowo zabawi pod krzyżem, i będą darli i rozdzielali sobie szaty...
Symbol Chrześcijaństwa wesprze gospodarkę
Wiatr w żagle złapie niebawem biznes stolarski, który na masową skalę zacznie produkować krucyfiksy, gdyż nimi można w Polsce teraz wszystko załatwić. Firmy pośrednictwa pracy zaczną werbować bezrobotnych emerytów, miłośników Radia Maryja i samozwańczych patriotów do czuwania, a także i obrony krzyży w całej Rzeczypospolitej. Boom gospodarczy przeżyją także nigdy nie doceniane tabory asenizacyjne i prowincjalni wywoźnicy szamba, którzy od razu będą przelewać fekalia do słoików, sprzedawanych potem grupom pro- i antykrzyżowym w celu wzajemnego obrzucania się lub obrzucania wzajemnych symboli, jak np. krzyży, pomników czy tablic upamiętniających. Faktem jest, że cała sprawa krzyża śmierdzi już dziś.Strach paraliżuje
Od początku reakcja na spontanicznie postawiony krzyż była mało zdecydowana ze strony rządu, kościoła, ale także i mediów. Wszystkie trzy frakcje bały się konsekwencji ich decyzji, orzeczeń, stronnictwa, promując tym samym krzyżowców, i sprawiając wrażenie, iż ich postulaty, oskarżenia, ryki i kwiki stanowią istotną część społeczeństwa. Ani prezydent RP, Bronisław Komorowski, zdeklarowany katolik, ani polska kuria nie były w stanie szybko zahamować i rozbroić spór o krzyż, który w tej roli nabrał już znaczenie pozareligijne, nie wspominając już o profanacji. Może właśnie w tej sytuacji wysocy dostojnicy rządu i kurii winni kierować się słowami Jana Pawła II: „Nie lękajcie się.” Trzeba było może dodać: „Nie lękajcie się o własne stołki.”
A zniczem w łeb
Po śledziku i drugiej setce wódki w barze „Przekąski Zakąski” na Krakowskim Przedmieściu zaczyna się ściemniać. Przez resztę nocy będziemy w głowie słyszeć jak mantrę słowa: „Brońcie krzyża, brońcie krzyża...” Zacietrzewione twarze i babinki odmawiające różaniec tak samo przelatują nam między synapsami jak i agresywni spiskowcy, którzy z Bogiem, Honorem i Ojczyzną na sztandarze, krzyżem na piersi, oraz intelektem wielkości cukierka święcie przekonują, iż to Putin i Tusk zorganizowali w Smoleńsku zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Ci sami zwolennicy krzyża, Radia Maryja i PiS, którzy kładli setki zniczy pod krzyżem, te same zniczy rzucają potem w policję. To ci sami, którzy z przejęciem powtarzają: „... i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.”
Leżę krzyżem
Z tym mętlikiem w głowie zalewam w barze „Przekąski Zakąski” robaka niedowiary. Ludzie wokół mnie świetnie się bawią, ci za i ci przeciw. Myślę sobie o mogiłach w Ossowie, gdzie niedawno zamierzano uczcić pamięć żołnierzy Armii Czerwonej w Bitwie Warszawskiej, lecz prowokatorzy Radia Maryja oraz PiS głośno protestowali. Myślę sobie, że te żałosne moherowe berety, ci pseudopatrioci, ale wszyscy razem wielcy chrześcijanie słyszeli kiedyś słowa Jezusa który mówił: „... miłujcie swoich wrogów i módlcie się za prześladujących was, abyście się okazali synami waszego Ojca.”
Czuję, że wypada ruszyć w Polskę na rychłą krucjatę – ożeźwić duchowieństwo, nakłonić tłumy do głębszego czytania Pisma Świętego i pozbawić go (w sposób łagodny) błazeństwa. Niestety ledwo wytaczam się z przepełnionego baru na ulicę. Chociaż już późno, jeszcze wielu wiernych i niewiernych kręci się koło krzyża. Robię mozolnie kilka kroków w kierunku Nowego Świata, po czym zwalam się na ziemię. Kątem oka dostrzegam nadbiegającą straż miejską i kilku gapiów. Nie przejmuję się niczym, bo leżę krzyżem; chociaż już w nic nie wierzę, ale może za to wszystko mogę?
Paweł Lindne












