Wśród dwunastu wspaniałych jest taki jeden - niechciany, nie lubiany i zimny jak przysłowiowa Zocha, pewnie nie trudno odgadnąć, że to listopad - przejściowy jak czyściec i ponury jak Urban. Choć ponury - to jednak ważny jeśli nie najważniejszy, bowiem listopad jest miesiącem zadumy i refleksji nad tym co już minęło i nad tym co tak szybko przemija, nad naszym krótkim życiem.
W miesiącu tym wspominamy tych co odeszli od nas na zawsze, pozostawili jednak najwspanialsze wspomnienia, chwile, które nie umarły, które zostały z nami do dzisiaj.
Pamięć o tych, których nie ma, żyje wśród nas - to oni byli z nami w najtrudniejszych chwilach, dzielili się niekiedy ostatnim kęsem chleba, dawali dobry przykład - należy im się ta pamięć!
W listopadzie wspominamy zmarłych i zaginionych podczas rozmaitych zawieruch jakie towarzyszyły nam przez liczne lata, wspominamy również żołnierzy i partyzantów nie zawsze mających własne groby, nie zawsze znane. Uczymy się od nich honoru i męstwa i ceny za wolność jaką zapłacili, chylimy przed nimi czoła - choć czas powoli zaciera ślady, choć honor zmienia znaczenie.
Przybywa rocznic wielkich Polaków, którzy przeszli na drugą stronę. Adam Mickiewicz sto pięćdziesiąt lat temu (1798-1855) pozostawił nam swoje mądrości, swoje dzieła: Ludzie piszą słowa - on pisał czyny.
Stepy Akermańskie
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi;
sród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu,
patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
tam z dala błyszczy obłok? Tam jutrzenka wschodzi?
To błyszczy Dniestr, to wzeszła lampa Akermanu.
Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnąće żurawie,
który by nie dościgły źrenice sokoła;
słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy! - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła!
Odszedł od nas tak niedawno równie wielki jak i szlachetny Polak Jan Paweł II, Polak, który zadziwił cały świat, którego pokochali ludzie wszystkich religii i nie tylko. Odszedł człowiek, który pokazał jak trzeba żyć i jak umierać z godnością, w Jego ostatniej drodze uczestniczył niemal cały świat, takich tłumów nie widziały ludzkie oczy. Uczmy się chociaż cząsteczkowo naśladować Tego, który odszedł, uczmy się jego słów, jego czynów, on podobnie jak Mickiewicz nie tylko mówił, on czynił.
Ur w ziemi chaldejskiej
Był taki czas, kiedy ludzie
nie przestawali wędrować.
Otoczeni stadami szli tam, gdzie ich wołał urodzaj:
tam, gdzie ziemia jak żyzna matka
zdolna była wykarmić zwierzęta,
tam i człowiek rozbijał namioty,
zaczynał mieszkać.
Dlaczego my dziś szukamy
tego miejsca w ziemi chaldejskiej,
skąd wyruszył Abram syn Teracha
z gromadą podobnych sobie koczowników?
Myślał może: dlaczego mam stąd odchodzić?
Dlaczego nam opuszczać Ur w ziemi chaldejskiej?
Czy tak myślał? Czy odczuwał smutek rozstania?
Czy oglądał się wstecz?
Nie wiemy. Wiemy tylko, że słyszał głos,
który mówił do niego: Wyjdź!
Abram postanowił iść za Głosem.
Głos mówił: Będziesz ojcem wielu narodów,
potomstwo twoje będzie tak liczne, jak piasek na brzegu morskim.
On również jak Mickiewicz pisał, pisał o Bogu i ludziach, o zwyczajnym życiu i o śmierci, która nas wszystkich dotyczy, a o której tak mało wiemy i myślimy.
Właśnie listopada jest takim czasem refleksji, czasem rozmyślań o tym, co już było, a przede wszystkim o tym co jeszcze będzie, o czym tak niechętnie mówimy.
Jesień daje nam gotowy materiał do rozmyślań o przemijaniu, o nietrwałych i topniejących dobrach tego świata, co niekiedy nas rozdrażnia, bo szkoda jest wszystkiego z czym się musimy rozstać, co zostawiamy. Jednak wszystko jest martwe prócz duszy człowieka, martwe jak te jesienne spadające rudawe liście, jak zamieniająca się w suchą słomkę trawa - marność nad marnościami.
Czego w życiu nie szkoda - to wspomnień, które trwają wraz z nami, szczególnie tych najpiękniejszych, tych wybranych z codzienności, rosnących razem z nami.
Resztki zmrożonych jesiennych kwiatów wyglądających ukradkiem spod złotawych liści jak wspomnienia zagubione gdzieś po długiej drodze cieszą jeszcze oczy i ten niezauważony głóg i dzika róża - jak sen świata w przebudzeniu.
Nić babiego lata z mojej młodości wije się nad srebrem pokrytą skronią i tylko ona mówi mi ile drogi przeszedłem, ile doświadczyłem zła i dobra, ile przeżyłem cudownych chwil z tobą i tylko twoje imię powtarza zabłądkane listopadowej nocy echo.
Wspomnienia jak ptaki szybują po niebie, a jesienny czas przybliża je do mnie i pędzlem niezrównanych mistrzów odnawia dawniejsze barwy dodając świetności.
Noc listopadowa może być równie piękna jak noc majowa - tylko pomyślę o tobie, wypowiem twoje imię, wrócę do wspomnień, które nas łączą - nie liczy się nic - tylko to echo powtarzające słowa dobrze mi znane.
W listopadzie podobnie jak trzynastego - wszystko zdarzyć się może: szczęście można zgubić lub miłość nową odnaleźć - kto wie, czy pierwszą, czy też ostatnią...
Władysław Panasiuk
http://www.kuriercodziennychicago.com/chicago.html












