Wychowuję śmierć na swoich kolanach
Ciemną i zimną w sekrecie uwielbiając
Ziemię unoszącą nad sobą smak nasion
Czasami gdy czas pozwala ryzykownie
Rozpierdalam swoje życie
Utkane na stałe w pudełku snów.
Wchodzę gołymi stopami w orzeźwiającą rzekę
Wchodzę sam bo kocham wszystkie kobiety świata
które wargi dzieciństwa uchylają.
A gdy oszukam w końcu niedojrzałość młodego mężczyzny
Zarzucę świat prostą odziewką
I pożegnam.

Jerzy Treit, Theatre, 60x80cm, olej, spray, płótno












