I bardzo dobrze że “sztuka nie istnieje”. Deklaracje takie składa coraz więcej artystów posługując się różnymi formami wypowiedzi, video, akcja, teksty wypowiadane do kamer oraz bez konkretnej formy czyli w śmietniku bełkotu lub jak ktoś woli w sztuce krytycznej. Ktoś ze znanych twórców „kończy” nawet z polskim malarstwem. Jeśli ono w ogóle istnieje. Kiedyś owszem ale teraz?
Mamy zbyt dużo dumy w sobie aby przyznać, że nie jesteśmy najlepsi na świecie, my Polacy. W Europie dawno już narodowe tematy zdewaluowały się w sztuce. Jelenie na rykowisku, schematy serca ludzkiego, złośliwości pomiędzy krasnalami. Obrazki udające komiksy o tematyce politycznej. Na tym szarym tle w jakiś szczególny sposób daje o sobie znać żenujący poziom edukacji przyszłych twórców w szkołach artystycznych, myślę tu w szczególności o tych wyższych. Kilkakrotnie o tym pisałem opierając się na relacjach samych zainteresowanych czyli studentów. Tak więc sztuka umiera, umarła, nie istnieje…
W związku z tym ja też w tym miejscu chciałem zauważyć, że SZTUKA NIE ISTNIEJE, jej serce przestało bić, pozostał tylko galaretowaty mózg w którym zachodzą jeszcze skrzące z wycieńczenia reakcje chemiczne.
Na horyzoncie zimnej przestrzeni widać jeszcze dym i światła odjeżdżającej lokomotywy, która wiezie na wysypisko śmieci tony dzieł sztuki, odchodów ludzkich, penisów i łechtaczek. Są tam nawet kawałki religijnych symboli, klocki lego, zdjęcia zmarzniętych panienek siedzących w bezruchu w topniejącym lodzie. Wypchane i zabite zwierzęta, które nawet nie wiedziały, że biorą udział w akcji sztuki XX wieku. K.....a, że im tego nikt nie oznajmił! Umierały jak zwykle ścierwa. Lokomotywa znika a wraz z nią sztuka i jej pociąg widmo. Nastała cisza i smak kawy porannej zalewa moje myśli welurowym wspomnieniem o terpentynie.