Karol Chum
EUTANAZJA – kiedy śmierć stanie się moim dobrem…
Od lat problem eutanazji jest poruszany na każdym polu działania społecznego i politycznego. Nie bez znaczenia pozostaje w tej materii wątek samej wiary, częstokroć rozumianej w naszym kraju jako wiary chrześcijańskiej, która za niedopuszczalne uważa bezpośrednią lub pośrednią pomoc kogokolwiek w pozbawieniu życia osoby, która o to prosi. Rzecz jasna prawo polskie w swoich sformułowaniach zawartych w Kodeksie karnym niejako „przyzwala” na taką sytuację, ale należy od razu zaznaczyć, że interpretacja i wykładnia paragrafów w tej kwestii to sprawa skomplikowana, a raczej nie pamiętam przypadku, w którym pomocnik zostałby całkowicie uniewinniony za taki czyn w imię współczucia dla osoby cierpiącej i zdecydowanej na śmierć. Temat eutanazji, to także temat zastępczy dla wielu grup partyjnych, szczególnie w okresach przedwyborach. Zwłaszcza lewicowych, optujących za pewnymi rozwiązaniami na rzecz wolności osobistej i światopoglądowej.
Czy wtedy można traktować sprawę serio i zajmować się nią, zamiast myśleć o niej jak o materii doskonałej do rozgrywek politycznych? Wątpię. Niestety, bez pewnego „przygotowania” społecznego i zapytania wprost społeczeństwa, co z tym tematem robimy, na żadnym forum parlamentarnym nie będzie możliwe rozstrzygnięcie zasadności lub jego braku dla problemu wprowadzenia w obieg eutanazji. Pamiętajmy przy okazji, że nawet na arenie międzynarodowej jedynie w kilku krajach eutanazja znalazła uzasadnienie prawne i „wdrożona” w życie. Śmiem twierdzić, że legalizacja eutanazji to jeszcze większy problem niż legalizacja związków homoseksualnych i złagodzenia prawa do aborcji…
Przede wszystkim należy sobie uświadomić fakt tego, czym jest wolność osobista, nasze prawo do posiadania takiego, a nie innego światopoglądu oraz prawo o decydowaniu o własnym losie w zakresie dbania o życie i zdrowie. Poza pewnymi wyjątkami, które mogłyby stanowić zagrożenie dla innych osób w zakresie ich zdrowia i życia, my sami zawsze decydujemy o tym, czy chcemy umrzeć „przedwcześnie” lub zachorować na takie choroby, jakie nam się podoba. Nikt z nas nie zostanie ukarany za to, że chce popełnić samobójstwo lub zarazić się wirusem HIV, kiłą, zapaleniem wątroby, itd. Podobnie jest z wieloma formami samookaleczeń, co szybciej będzie ocierać się często posądzeniem jednostki o odchył psychiczny, niż racjonalne jej działanie. Cały problem zaczyna się w miejscu, kiedy jednostka o pomoc w pozbawieniu siebie życia poprosi osobę inną. W takim świetle, to właśnie ta osoba ma problem prawny faktu, czy może pomagać komuś zejść z tego świata…
Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że w każdym przypadku, kiedy nasze życie lub zdrowie jest zagrożone, lekarze podejmują działania zmierzające do poprawy za naszą zgodą. Nikt poza nami nie może nas zmusić do określonego postępowania, niezgodnego z własnym sumieniem i racjami. Oczywiście, znów poza pewnymi wyjątkami, kiedy to nie jesteśmy świadomi niczego lub jesteśmy ubezwłasnowolnieni prawnie. Wtedy na pewne kroki medyczne, zgodę wyraża nasza rodzina, opiekun prawny lub sąd. Właściwie w tym zakresie można uczynić wszystko, gdyż głównym celem jest ochrona życia i zmniejszenie wszelkich cierpień spowodowanych chorobą lub stanem, w którym organizm, dookreślony jest „warzywem”. Sam akt pomocy w pozbawieniu kogoś życia, częstokroć dookreślany bywa formą morderstwa na życzenie ofiary. Kojarzy się to przy okazji z tym, że pomocnik najwyraźniej musi być barbarzyńcą, skoro zdolny jest świadomie pomóc komuś zejść z tego świata, a zatem, czy aby nie posiada w ten o to sposób pewnych skłonności patologicznych? W aspekcie prawnym, trudno jest uchwycić wątek ustawowy, kiedy pomocnik na rzecz formy instytucyjnej pozbawia się odczuć osobistych, ale ten temat był prawnie już przerabiany w naszej historii, kiedy ktoś musiał fizycznie pociągać za cyngiel lub sznur, aby dokonać kary śmierci. A to oznacza, że z tym nie powinno być problemu…
Należy też rozważyć temat tego, o jakiej formie pomocy w pozbawianiu kogoś życia w ogóle mówimy. Możemy mówić o sytuacji, kiedy jednostka jest nieprzytomna, w śpiączce i podtrzymywana przez aparaturę, przy jednoczesnym stwierdzeniu braku funkcji życia mózgu, przy czym stan ten utrzymuje się permanentnie i bez szans, z punktu widzenia wiedzy medycznej, na poprawę. Możemy mówić również o sytuacji, kiedy jednostka choruje na określone schorzenia, nie dające żadnych rokowań poprawy na wyzdrowienie, sukcesywnie wyniszczające organizm i sprawiające niewyobrażalny ból fizyczny i psychiczny, gdzie nim w konsekwencji umrze z tych powodów, upłynie jakiś czas, ale nim on upłynie - przejdzie przez przysłowiowe piekło. Możemy także mówić o sytuacji, kiedy jednostka cierpi z powodów wszelkich ograniczeń związanych z paraliżem, niemożności poruszania się, decydowaniem o sobie i skazaną na nieustający ból fizyczny i psychiczny, lecz bez dookreślenia czasu zgonu, gdyż samo zagrożenie życia nie występuje, a jedynie kalectwo z całym zapleczem bólowym, mogącym towarzyszyć jej do końca jej dni, bez perspektyw jego eliminacji. Oczywiście każdy ból fizyczny można w pewnych formach łagodzić, ale nie przeceniałbym nauki. Niekiedy staje się to już niemożliwe, poczynając od uodpornienia się na leki bólowe, a kończąc na granicach wytrzymałości organicznej…
W pierwszym podanym przypadku zasadność eutanazji ma swoje miejsce tylko wtedy, kiedy rodzina podejmie taką decyzję za nią, podobnie jak podejmuje w przypadku ratowania jej życia, wyrażania zgody na pewne operacje lub pośmiertnie – na przekazywanie organów do przeszczepu. Oczywiście w te miejsce można powołać opiekuna prawnego lub sąd, ale wydaje się, że członkowie rodziny najwięcej mogą w tym temacie powiedzieć, znając osobę, oraz jej ewentualne przekonania, co do tych kwestii związanych ze śmiercią. Nieodzownym czynnikiem jest jednak opinia medyczna, prognoza i czas trwania w takim stanie rzeczy. Brak jakichkolwiek rokowań medycznych powinien być fundamentem dla decyzji o odłączeniu wtyczki za zgodą ów rodziny. Takich wątpliwości nie powinno być w przypadku, kiedy ktoś wyraził swoją wolę za „życia” nim został przykuty do łóżka, oczywiście przy jednoczesnej zgodności z dookreślonym prawem w tym zakresie, gdyby takowe ustanowić.
W drugim przypadku to kwestia „tylko” czasu. Jednostka i tak umrze, ale w bólach i cierpieniu. To często obrazek niczym z hospicjum. Nie chodzi o to, że w każdej sytuacji należy jej pomóc. Musi istnieć medyczne przekonanie, że tak właśnie będzie i nie ma tu mowy o spokojnej śmierci do jakiej wkrótce dojdzie. Sam problem psychicznego nie poradzenia sobie z sytuacją własnej śmierci w nieodległej przyszłości byłby absurdem dla decyzji władz lub kogokolwiek o pomocy eutanazyjnej. Każdy w pewnym zakresie własnej świadomości staje przed takim obliczem, że umrze, poza zaistnieniem zgonu nagłego. Nieodzownym czynnikiem do podejmowania decyzji w tejże materii jest tutaj jednak ból fizyczny i wyniszczenie organizmu, którego ten znieść nie może. Jest jednak pewne „ale”. Takiego człowieka zawsze można psychicznie otumanić określonymi lekami psychotropowymi, a zabić może się sam i to na milion sposobów, nim cały ból dopadnie go w postępie geometrycznym. Fakt, niekiedy wola życia przedkłada się na wolą śmierci mimo czynników determinujących ów życie w zakresie doznawanego bólu fizycznego, co czyni jednostkę niezdolną do samobójstwa, ale zdolną do przyjęcia pomocy w jej uśmierceniu. I to należałoby rozważyć.
Trzecia sytuacja jest bardziej złożona. Człowiek nie tylko nie może poruszać się i funkcjonować, ale przy okazji fizycznie cierpi z powodu bólu. W dodatku samo zagrożenie życia nie występuje, ale nie istnieje żadna prognoza na poprawę oraz ustanie cierpienia fizycznego. Na to wszystko nakłada się jeszcze sytuacja, kiedy osoba taka, nie tylko zachowuje świadomość, mimo iż może nie ruszać się i mówić, ale w żaden sposób nie jest zdolna do dokonania samobójstwa, a co więcej może tego chcieć, lecz nie ma szans na komunikację. Podejrzewam, że w tym miejscu powinien objawić się czynnik rodzinny. Przy czym byłbym daleki od pomocy takiej osobie, która w pełni zachowuje świadomość. Inaczej, kiedy swoją wolę może w jakikolwiek sposób objawić…
W każdym innych sytuacjach „wciąganie” osób bliskich, rodziny, państwa w pomoc eutanazyjną byłoby nieporozumieniem, bo dokładnie po to, człowiek może sam pozbawić się życia bez uruchamiania całej machiny proceduralnej. Poza tym każdy z tych przykładów jest na tyle skomplikowany, że powinien być rozstrzygany zanim dojdzie do pewnych sytuacji. Szczególnie takich, gdzie odpowiedzialność i decyzja miała by spocząć na państwie. Prawo do śmierci, to także nie kwestia prawa na „życzenie”, ale wyższej konieczności, kiedy jednostka i państwo dochodzą do przekonania, że paradoksalnie pomagając komuś umrzeć w ten sposób eliminuje się całkowicie ból, który przekreśla wartość tego życia w oczach jednostki „proszącej”. Taki ból, który eliminuje go z życia społecznego, osobistego i dominuje nad psychiką człowieka. Z punktu psychologicznego ból fizyczny może człowieka pozbawić jego własnej wartości, do tego stopnia, że zatraca świadomość, tego kim jest i może być to czynnik postępujący i nieodwracalny. Krótko mówiąc: człowiek przestaje być dla siebie człowiekiem, a jedyne czego pragnie to umrzeć, aby wyeliminować ból ze swojego istnienia, jakiego już nie jest zdolny zdefiniować…
Oczywiście z punktu poszanowania człowieka, doprowadzenie go do śmierci za jego przyzwoleniem w sposób humanitarny, nazywając to mniej więcej tak, jest prosty. Podobnie jak paradoksalnie istnieją normy na świecie dookreślające humanitarne wykonywanie kary śmierci. Jednak sytuacja piętrzy się, kiedy ktoś to musi zrobić, a więc na przykład podać śmiertelną dawkę określonych leków. W sytuacji, kiedy mowa jest o osobach w śpiączce, to sprawa kończy się na wspomnianej wtyczce. Trzeba liczyć się jednak z faktem, że instytucja instytucją, lecz człowiek pomagający to człowiek z pewnym sumieniem i mającym morale nawet jeśli działałby w obliczu prawa. Tak dzieje się, kiedy lekarz odmawia aborcji z powodu własnych przekonań. Znów jednak należy pamiętać, że zawsze znajdzie się lekarz, który taką procedurę przeprowadzi, kierowany nie tylko swoimi przekonaniami, co wytycznymi prawa…
W moim przeświadczeniu, po odpowiednim opracowaniu przepisów, prawo do eutanazji powinno być dopuszczalne, dokładnie w określonym stopniu. Wynika to pośrednio z faktu, że samo państwo polskie stwarza pewną furtkę, definiując poprzez właściwe orzecznictwo i Kodeks karny zakres dopuszczalności praktyk eutanazyjnych. Niewątpliwie tak ustanowione prawo powinno wymuszać na obywatelu pewne decyzje za jego normalnego, sprawnego życia, aby w konsekwencji rozwoju zdarzeń losowych nie dochodziło do dylematu, czy pomóc komuś umrzeć, a w szczególności, gdy ktoś nie może już o swojej woli zakomunikować. Należy pamiętać przy tym, że skoro wolność osobista pozwala nam na akty samobójcze i decydowanie o własnym zdrowiu bez ingerencji państwa, albo kiedy jakąkolwiek pomoc możemy w tym zakresie odrzucić, to również wybór woli, co do śmierci państwo powinno umożliwić i uszanować, gdyż wola człowieka, co do tego typu decyzji o samostanowieniu i samozagładzie stoi ponad państwo i społeczeństwo, objawiając w pełni indywidualność jednostki. Jak wspomniałem, państwo powinno stworzyć cały szereg mechanizmów zabezpieczających nim zdecyduje się pomóc obywatelowi, ale nie może pozbawić go możliwości takiego oczekiwania pomocy z jej strony. Ten zakres woli wymyka się zasadom podporządkowania społecznego oraz aspektom religijnym, gdyż jednostka nie ma obowiązku prawnego przestrzegania jakichkolwiek norm etycznych i moralnych, a także religijnych w zakresie samodecydowania o swoim życiu i zdrowiu. Inaczej, ani państwo, ani żadne wyznanie nie może narzucić tego obowiązku wbrew woli człowieka. Państwo ma za to obowiązek konstytucyjnej troski o obywatela, nawet jeśli przewrotnie eliminuje jednostkę ze społeczeństwa poprzez pomoc w uśmierceniu na jej życzenie, co może być dla samego państwa absurdem, lecz z drugiej strony być dla takiego człowieka przejawem troski o niego samego. W tym stopniu państwo działając w zakresie prawa nie musi rozumieć i nie będzie zdolne nigdy zrozumieć człowieka, który oczekuje pomocy eutanazyjnej…
Istotnym jeszcze wątkiem na koniec tego artykułu wydaje się w pewnych okolicznościach podejście do niektórych sytuacji, w sposób następujący: „może coś się zmieni”, „może jutro będzie myślał inaczej i zechce żyć”, „może medycyna znajdzie lek”, itd. Może… Takie zdanie zmierzają do błędnego, przekonania, że człowiek może wszystko i zawsze. Poruszamy się wtedy w zakresie swoistej filozofii o nadziei i wierze. Wola człowieka kształtowana jest na podstawie przeszłości i „tu i teraz”. Nie można zakładać rzeczy i faktów, jakie miałyby się ewentualnie wydarzyć i które wyprzedzają czas konkretnego zajścia. Wola człowieka, często bywa dookreślana poprzez stanowisko ostateczne, decyzję ostateczną, której konsekwencje zmierzyć można po czasie. W codziennym życiu takich decyzji podejmujemy wiele, gdzie zmiana stanowiska staje się już niemożliwa. Człowiek świadomy w śpiączce, jeśli tak może być, może żałować, że właśnie umrze za chwilę odłączony od aparatury. Jednak, kiedy wcześniej np. podejmował swoje stanowisko w tej kwestii i miał ku temu sposobność lub odpowiedzialność przelał na rodzinę, to zakłada się, że czynił tak w sposób świadomy, przemyślany i w pełni zdający sobie sprawę z tego, że chcąc zmienić zdanie w chwili, kiedy go będą odłączać, to okaże się to ciut za późno. Jestem przekonany, że nikt z nas nie podejmowałby decyzji o eutanazji bez pozbycia się poczucia owej nadziei i wiary, że da się coś jeszcze zrobić. Decyzję o eutanazji podejmuje się dokładnie wtedy, kiedy to wszystko burzy w nas wszelkie założenia, co do lepszego jutra. Definitywnie i ostatecznie. A zatem nikt przy zdrowych zmysłach po kilkudniowym bólu pleców nie powie, że szuka pomocy w zabiciu się. Taka decyzja dorasta w człowieku wraz ze wszystkimi głosami za i sprzeciw…
W zakresie sprzeciwów poszczególnych wyznań, z kościołem katolickim na czele, dyskusja powinna skończyć się na poziomie tego, jakich ma wyznawców. Jeśli ktoś jest „prawdziwym” katolikiem i chrześcijaninem, to temat eutanazji nie przejdzie mu przez gardło i sam na taki pomysł nie wpadnie. Zatem apele jak rozumiem głoszone są pod adresem innowierców, ateistów, agnostyków, itd… ale co im do tego? Kościołowi być może wydaje się, że ma z nimi coś wspólnego, lecz to chyba działanie jednostronne, bo tym ów „innym” tak się nie wydaje, skoro z kościołem i głoszonymi naukami nie chcą mieć nic wspólnego, a temat eutanazji to w końcu dla nich kwestia sumienia i sprawy osobistej. Samo państwo, dopóki nie zauważy, że porozumienie z kościołem powinno skończyć się na etapie przyzwolenia na szerzenie wiary i bytowanie wiernych w kościołach, a nie w trącania się w politykę państwa, dopóty będzie państwem kościelnym, a nie organem służącym obywatelem, bez względu na ich wyznanie, które powinno gwarantować równość wobec prawa. A nie gwarantuje. Chyba, że kościół katolicki ma świadomość tego, że głosi swoje, a katolicy mówią swoje, ale myślą jeszcze inaczej. Wynika to z pewnego ogólnego rozjazdu statystycznego (a właściwie całego szeregu różnych badań statystycznych robionych przez wiele instytucji opiniowania społecznego), które wskazuje na fakt, że respondenci generalnie w 50% są za eutanazją w mniejszym lub większym stopniu, ale na 100% respondentów ok. 90% deklaruje fakt, że są osobami wierzącymi. A zatem, chyba faktycznie kościół katolicki ma problem z wierzącymi w tym temacie. Państwo też powinno mieć, gdyż połowa Polaków, to trochę więcej niż autor tego tekstu, który eutanazji nie nazywa dobrem, lecz postuluje, by nazywać to prawem człowieka wolnego w zakresie samodecydowania o swoim życiu i zdrowiu.
(21.10.2011, Manchester)
Autor w zakresie podawanych liczb w artykule, odwołuje się w głównej mierze do dwóch źródeł, tj.:
1. Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), nadzorowanego przez Prezesa Rady Ministrów i komunikatu z badań w temacie: „Poparcie dla eutanazji a przyzwolenie na określone działania w tym zakresie” z czerwca 2005r., oznaczonego sygnaturą BS/101/2005, którego pełną treść można znaleźć pod adresem:
http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2005/K_101_05.PDF
2. Pracy naukowej socjologa p. Kamila Raczyńskiego, pt. „EUTANAZJA W OPINII STUDENTÓW PRAWA I MEDYCYNY. STUDIUM TEORETYCZNO – EMPIRYCZNE”, której pełną treść można znaleźć pod adresem:
http://www.eutanazja.pl/eutanazja-badania












