Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Zakochać się w stadium „JA CHCĘ”

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

zakochaniNie tak łatwo zakochać się w drugim człowieku. Nie tak łatwo… A może całkiem przeciwnie. Prosto i szybko. Problem jednak polega na tym, że z czasem możemy dojść do wniosku, iż tak naprawdę nikt nas nie oszukał w naszych uczuciach, ale sami oszukaliśmy się, tworząc sobie w głowie obrazki wyidealizowanego świata, pełnego miłości…

Już na samym początku budujemy taki świat. Poznajemy kogoś, rozmawiamy, wymieniamy się tysiącem informacji, mniej lub bardziej wartościowych, może nasza znajomość ogranicza się do pewnych „wirtualiów”, a może nawet godzinami spędzamy czas na spotkaniach, to tu, to tam, patrząc sobie głęboko w oczy i analizując każdy gest i każde słowo. Cieszymy się sobą, unikamy złych emocji, niepotrzebnych list naszych wzajemnych wad i ułomności. Może wiemy dokąd zmierzamy, a może po prostu wciąż czekamy na rozwój sytuacji, zawieszeni w czasie i przestrzeni dwojga istot…

A jednak łatwo jest się zakochać. Chemia ma to do siebie, że nie mamy wpływu na pewne procesy. Wszystko dzieje się za naszą zgodą, ale niekiedy brew temu, na co liczymy i stawiamy. Tego nie da się oszukać. Można za to nie co pomóc naturze i sobie w niepopełnianiu pewnych błędów, aby cała ta chemia nas po prostu nie zniszczyła. Wystarczy czasami myśleć. Nie od strony tylko tego, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy. To nam się może zawsze podobać, bo taki wpływ potrafimy na siebie w tych pierwszych chwilach i dniach wywierać, iż wszystko może odpowiadać wizji naszej przyszłości z kimś, i razem, i osobno. Niestety błąd tkwi w szczegółach. Nawet najpiękniejsze wizje naszych zamierzeń na przyszłość oraz nasze plany w materii uczuć biorą w łeb z tytułu naszych możliwości poznawczych siebie, kogoś i całego świata. Zawsze opierać będziemy się zapewne o nasze doświadczenia, te dobre i te złe, naszą wiarę i nadzieję, naiwność i racjonalność, lecz przy wypadkowej spotkań wielu ludzi w naszym życiu, na każdym takim etapie i z różnymi wynikami końcowymi, okazuje się, że każde nasze zakochanie jest inne, każde nasze poznawanie inne, każdy koniec inny i każdy powód ostatecznie bez sensu…

Musimy nauczyć się odpowiadać sobie na pytanie, czego chcemy, nie czy spotkamy kolejnego niewłaściwego na swojej drodze człowieka, bo kiedy już spotkaliśmy go, to zatrzymując się przy nim, daliśmy mu pewną szansę zaistnienia. Tak, czego chcemy? Znając na to odpowiedź powinniśmy realizować te cele, nie patrząc na drugą stronę jak ona je realizuje, nie rozliczać z każdego słowa, nie oczekiwać wzajemności, coś za coś, skupić się na kompromisach i przede wszystkim mieć świadomość, że każde bycie w związku, to coś więcej niż wspólna rozmowa na czacie, wypad do kina, na kolację, wspólne zakupy… To nie rodzi w nas żadnej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Tak samo jak nie jesteśmy odpowiedzialni za czyjeś uczucia do nas. Mamy na nie wpływ, budujemy lub niszczymy w kimś określone stany i emocje, ale za nie - nie odpowiadamy. Tak długo jak człowiek sam myśli, jest zdrowy, potrafi rozpoznawać to, co jest dla niego dobre lub złe i psychicznie ma się sprawnie. Nie jesteśmy odpowiedzialni. Odpowiedzialni jesteśmy wtedy, kiedy nasze własne życie podporządkujemy pewnym prawom natury, jakim jest troska o drugiego człowieka, trwanie przy nim w codzienności zdarzeń, myślenie jak zadbać o niego w chorobie, gdy wspólnie wznosi się dom, wiesza obrazki na ścianie, gotuje obiady, pierze, sprząta i znosi cały trud wzajemnych relacji w prozaicznych wojnach i nie wojnach…

Zatem, raz jeszcze – czego chcemy? Jeśli tylko być, to jest to proste. Zawiesić się na czyjś ramionach i tak wisieć w nieskończoność, lecz życie musi toczyć się dalej. Musimy mieszkać, pracować, utrzymywać siebie, jeść, spać, etc. Możemy więc być i to wszystko czynić samemu, ale też być i czynić to razem. Tylko po co? Może po to, aby wzrastać w codzienności i budować swoją wartość w oczach tych, na których nam najbardziej zależy, może aby myśleć, że głębia naszych relacji kiedyś, gdzieś tam na starość zaowocuje wiernością „aż do końca”, a może by nie doświadczać samotności i bycia samemu, o co tak dzisiaj nie trudno. Zatem czego chcemy? Przelotności? Nawet, kiedy zakochujemy się i marzymy o czymś bez końca, że wszystko będzie to tak trwać, to nadal mówimy o pewnej przelotności. Nie zawężamy naszych działań, nie precyzujemy celów, nie budujemy takich więzi, jakie by nam się wydawało, iż budujemy…

Chociaż na pewne sprawy związane z naszą własną przyszłością nie mamy żadnego wpływu, to należy pamiętać, że przyszłość w dużej mierze kształtujemy TU i TERAZ. Jak sobie pościelisz, tak wyśpisz się. W obchodzeniu się z drugim człowiekiem jest tak samo. Jak go szanujesz, kochasz, jak realizujesz cele, w których on pojawia się, to tak on odpłaci ci w przyszłości. Rzecz jasna, może tej przyszłości nie być wcale lub szybko skończy się, ale chyba jednak warto wiedzieć, iż tylko w ten sposób możemy sobie pomóc, coś czyniąc teraz niż później, kiedy nie da się nic…

Zakochać się JEST WARTO. Wystarczy chcieć, kiedy pozwalasz komuś zatrzymać się przy sobie.  Lecz, czy zaraz kochać? Niekoniecznie. Kochanie może przyjść tylko samo. Niespodziewanie. Nikt tego nie planuje, nawet jak chce kogoś kochać. To już wynik naszego obycia z drugim człowiekiem, wynik tego, co stało się z naszym zakochaniem. I to inna historia. Ale warto, dla wzbudzania swoich pamięci o własnych emocjach i uczuciach, dla ich pielęgnacji by jedynie nie trzymać w sobie starych rozczarowań, zwątpienia w drugiego człowieka, złości i nienawiści. Zakochać się tak, aby nie stracić głowy i móc zawsze wyjść z pokoju, kiedy okaże się, że to wszystko jednak nie tak i nie tego oczekiwaliśmy. Zakochać się w sposób możliwie odpowiedzialny wobec siebie, a nie kogoś …

Stąd często dzieje się tak, że zakochując się, chociaż to takie proste i… miłe, łatwo ulegamy pewnym demonom  rozczarowania. Jeśli nie wiemy, czego chcemy i po co nam to wszystko, to spłoniemy niczym Ikar w słońcu. I tak trudno później podnieść się z dna naszych powątpiewania w miłość, bycie i trwanie, gdzieś razem u swojego boku, kiedy nastanie zmierzch…

(04.11.2011, Manchester)

Jesteś tutaj: Felietony Karol Chum Zakochać się w stadium „JA CHCĘ”