Poruszając ten temat, długo zastawiałem się nad tym, czy aby nie jestem nadto przewrażliwiony na punkcie pewnych działań społecznych, które w ogólnym spostrzeganiu mogą być negatywne dla każdej jednostki. Nie będzie tu bowiem mowy o przemocy fizycznej, gdyż ta jako taka łatwo bywa w zdefiniowaniu i dość klarownie ujęta w ramy prawa karnego. Wszystko, co wiąże się z naruszaniem naszej sfery psychicznej, samo w sobie bywa przedmiotem wielu sporów i trudno do końca bezstronnie, a i też parząc na to z boku dojść do wniosku, na ile pewne społeczne zachowania uderzają w nas samych i na ile rację ma ten, który został „uderzony”. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, czy osoba dopuszczająca się tej specyficznej formy przemocy, zdaje sobie sprawę z tego, w którym miejscu przekroczyła moralne prawo do krytyki i otarła się niemalże o elementy z pogranicza znęcania się psychicznego, a nie dość tego, swoim zachowaniem pośrednio, a niekiedy wprost doprowadza do sytuacji, kiedy przemoc fizyczna staje się faktem w wyniku mniej lub bardziej zamierzonym, czy to jej strony, czy innych osób zachęconych taką postawą…
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że przemoc werbalna i mowa nienawiści to wysublimowane sposoby wywierania na ludzi presji, doprowadzania ich do takiego stanu, kiedy nie tylko odczuwają dyskomfort psychiczny w postaci uczucia zagrożenia fizycznego i psychicznego, ale czują się w określonych chwilach poniżeni, otarci z godności, wyśmiani i pozbawieni pewnej indywidualnej wartości dla siebie samych, otoczenia i bliskich…
Trzeba także zauważyć, że sama w sobie przemoc werbalna i mowa nienawiści może mieć miejsce nie tylko w sytuacji przekroczenia „zdrowego” spostrzegania jednostki lub całej grupy, ale kompletnie bez specjalnego powodu, w wyniku własnej niewiedzy, nietolerancji, na podbudowie dyskryminacyjnej lub w wyniku uważania, że pewne osoby odbiegają w swoim sposobie bycia i zachowania, także dzięki stylowi życia, od takiej wizji, jaką uważamy za słuszną, jedyną, i którą my sami kierujemy się na zasadzie zbudowanego modelu zachowawczego i egzystencjonalnego. Można śmiało powiedzieć, że przemoc werbalna, a zadem dawanie poprzez swoje ciało i zachowanie pewnych sygnałów typu: „nie lubię cię” oraz wprost poprzez mówienie o tym, stwarzamy sobie preludium do przemocy fizycznej, jaka może wyniku tego mieć miejsce. I wcale nie my musimy wprowadzić ją w czyn, albowiem będziemy tylko ogniskiem zapalnym, mogącym rozlać się na inne osoby, jakie nie poczują w sobie żadnych zahamowań…
Częstokroć słysząc takie hasła właśnie jak „przemoc werbalna” lub „mowa nienawiści” nie odnosimy tego do siebie, by nie wprowadzamy tego w życie, to jest udziałem zapewne pewnych grup np. neofaszystowskich, nacjonalistycznych lub polityków. Ma wymiar wyłącznie ogólny i jako tako dotyczy grona określonych mniejszości, czy to narodowościowych, religijnych, rasowych, bądź seksualnych. Niekoniecznie. Z przemocą werbalną i mową nienawiści możemy spotkać się zarówno w pracy jak i w domu. Autorem będzie tu szef, lub własny mąż. Najciekawsze jest jednak to, że pewne elementy tych haseł możemy nieopacznie, bez rozmysłu sami wprowadzać w życie, a co gorsza, przy zbiorowym działaniu społecznym, niezależnym od żadnych czynników, bez wzajemnego porozumienia w tej materii budujemy mocny front „zniszczenia”, co następnie wywołuje lawinę społecznego szerzenia się przemocy werbalnej i ów mowy nienawiści…
Wielu naukowców, psychologów, filozofów rozwodzi się na definiowaniem i dookreślaniem pewnych zasad postępowania w społeczeństwie, które rozdzielają granice dozwolonej wolności głoszenia czegokolwiek i wyrażania swojej dezaprobaty od granicy, kiedy w świadomości naszej czujemy się źle i zagrożeni czyimś działaniem. Paradoksalnie, o ile łatwiej jest kształtować w tym zakresie ludzi „przeciętnych”, nie wykształconych, bez wiedzy i wychowanych na pewnych modelach kulturowych, obyczajowych, religijnych i rodzinnych, o tyle trudniej jest zmieniać pewien światopogląd, tu – chory i niebezpieczny, u osób manipulujących świadomością innych, nie obytych w temacie tego, co nam wolno czynić wobec drugiego człowiek, a co nie… Krótko mówiąc, są prowokatorami, szukającymi sposobności do realizacji własnych zamierzeń i celów w imię sobie tylko słusznych racji…
Tematem artykułu nie jest jak wspomniałem następstwa takich działań, które później prowadzą do gorszych sytuacji, jak np. użycie przemocy fizycznej, lecz zdanie sobie sprawy z tego, co mówimy i jak zachowujemy się w stosunku do grup lub jednostek, które nie akceptujemy. Rzeczą oczywistą jest, że mamy prawo kogoś nie tolerować, nie rozumieć, nie akceptować, a nawet być mu osobiście niechętnym. Istnieje jednak pewien punkt styczny. Mianowicie, to co jest naszą osobistym odczuciem, a to co powoduje, że nasze osobiste odczucia próbujemy zaszczepić u innych, zatem jasno dając do zrozumienia, że „ja go nie lubię, ty też go możesz nie lubić jak zechcesz”. Taki mechanizm najgroźniejszy bywa w przypadku wyższych warstw społecznych, kształtujących naszą świadomość, a zatem polityków, artystów, naukowców, osób powszechnie znanych i duchownych. W przypadku tych ostatnich, należy dodać – niestety…
Mam pewność, że przemoc werbalna oraz mowa nienawiści często bywa formą naszej bezradności, nie potrafimy posunąć się nalej, co nie znaczy, że nie będziemy do tego zdolni w przyszłości, ale zarazem wiemy, że ktoś może uczynić to za nas lub chcielibyśmy by tak było, chociaż niekiedy nie zdajemy sobie sprawy z następstw, mogących przerodzić się w niekontrolowane działania społeczne. Generalnie należałoby każdą taką przemoc i mowę potraktować jako wstęp do zachęcania innych, aby popełnili jawne przestępstwo, szczególnie kiedy wymyka się to z naszej głowy i przekazuje dalej. Prywatna kwestia zachowania pewnych poglądów negatywnych dla siebie i tylko w sobie w stosunku do tych, których „nie lubimy”, to coś innego niż publiczne wygłaszanie tez i prowokowanie losu…
Należy zrozumieć, że kiedy chcemy zlinczować kogoś, kto jest mordercą, więc wybiega poza ramy pewnego prawa, a zlinczować kogoś, kto w żaden sposób nie narusza takich ram, to nie jest to samo. W obu przypadkach, tak naprawdę nic nam nie wolno zrobić, lecz mylenie moralnej oceny człowieka, dlatego, że jest jaki jest z tym, że chcemy go napiętnować i doprowadzić do jego wykluczenia poprzez pewne działania represyjne widać ewidentne. W przypadku pierwszym od tego jest sąd i sprawiedliwość, w drugim – my sami łamiemy prawo. Kiedy mówimy: nie lubię gejów i są dla mnie chorzy, to jest to nasza własna opinia i pogląd, który nosimy w sobie, lecz kiedy dodajemy do tego: należy ich leczyć i czynimy to publicznie, to zaczynamy wywierać pewien wpływ, w dodatku ignorując samo prawo i dopuszczalność pewnych zachowań w jego ramach. W mocy słów jakie wypowiadamy, często nie zauważamy, że między używaniem liczby pojedynczej: „ja uważam”, a „powinniśmy coś z tym zrobić”, w liczbie mnogiej - leży przepaść i niezależnie, gdzie ona powstaje, czy w namacalnym świecie, czy na podium wirtualnego świata, gdzie łatwość głoszenia pewnych poglądów ma wymiar niemal nieograniczony, co powoduje, iż w taki sam sposób wymiar niszczenia jednostki staje się trudny do określenia, nabierając rozmachu już globalnego…
Jak już dzisiaj wiemy, problem prawny w zakresie spersonalizowania tego, czym jest przemoc werbalna oraz mowa nienawiści nie do końca wystarczy. Co nie rusz podnoszą się głosy, by istniejące prawo skonkretyzować w tym zakresie i usztywnić. Zgadzam się. Oczywiście nie będę w tym miejscu wygłaszał swoich poglądów, co dokładniej być powinno i jak autor to widzi, ale na pewno to głos wielu, którym obecny kształt – nie odpowiada i nie wystarcza. Dotychczasowa ustawa ma w tym temacie duże luki i nie przystaje do europejskich wymogów, jakie z dobrej woli bycia członkiem Unii powinniśmy respektować. Być może w tej kadencji parlamentarnej zostanie to przynajmniej poruszone przy woli naszych posłów i senatorów. Z małym zastrzeżeniem, że żaden z nich sam nie wytoczy ciężkich armat i słów, mogących ocierać się o mowę nienawiści.
(04.11.2011, Manchester)
Autor artykułu zachęca do zapoznania się z treścią Komunikatu Badań Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) z maja 2007r. w temacie badań pod tytułem: „Społeczna percepcja przemocy werbalnej i mowy nienawiści”, oznaczonej sygnaturą BS/74/2007. Adres strony: http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2007/K_074_07.PDF












