Matura z rachowania? Uczyć się czegokolwiek, to już obciach, a co dopiero matematyki! Dobrze wykształcony człowiek musi umieć liczyć do stu i znać co drugą literę alfabetu, a nie pieprzyć się z cyferkami! Matematykę powinno się poznać na studiach, a wymaganie jej od maturzysty zajeżdża kpiną! Toż to dyskryminacja i niebywała hucpa!
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem tekst pana Igora Wieczorka pt. "Egzamin z małpiej zręczności". Nie podzielam jednak jego zdania, gdyż marginalizuje merytoryczność sporu w kwestiach oświaty. Temat ten wymaga szerszego omówienia, może nawet dyskusji. Merytorycznej, to znaczy na tak wysokim poziomie fachowości, jaki możemy znaleźć w wypowiedzi prof. dr hab. Ewy Nawrockiej. Co oby się stało jak najprędzej. Zachęcam.
By nie być posądzonym o gadanie po próżnicy, pozwolę sobie na zacytowanie kilku jej znamiennych fragmentów, bez wątpienia kanonów w tym konflikcie kulturowym:
a) Zwróciłam się drogą mailową, a także ustnie, osobiście, do wszystkich kierowników katedr Instytutu Filologii Polskiej, a także do niektórych zaprzyjaźnionych koleżanek i kolegów z innych filologicznych instytutów z prośbą, by odpowiedzieli pisemnie na pytanie: co nas boli, co nas oburza.
Marek Jastrząb
Polemika z wiatrakami: szkolnictwo
Serpentyna dziejów
Giambattista Vico urodził się w 1688 roku w Neapolu. Jego filozoficzne koncepcje powstawały w niesprzyjającej atmosferze mody na zapatrywania Kartezjusza. Kartezjusz dowodził potęgi rozumu, a rozum był dla Vico zgorzkniałym dzieckiem poezji. W pojęciu Kartezjusza rozum był oderwany od ludzkiej historii, a Vico upatrywał w nim napędową siłę społecznych zdarzeń. Wydarzenia miały dla niego sens i wymiar ludzki, zaś dla Kartezjusza działalność człowieka była kierowana przez Opatrzność. Vico twierdził, że świadomości nie można analizować, a Kartezjusz wyrażał przeciwne zdanie.
W wyniku studiów nad historią, Vico doszedł do wniosku, że jej rozwojowe procesy następują w stałym rytmie i dzielą się na trzy odrębne stopnie, z których każdy jest konsekwencją poprzedniego [była to dla niego Historia Wieczna], a wszystkie one stanowią o wzajemnie uzupełniającym się kształcie rzeczywistości. Te trzy stadia, te trzy formy cywilizacyjnego i kulturowego istnienia człowieka, to pierwotny, pogański, barbarzyński czas dojrzewania Narodów, zalążkowy czas Bogów i Bohaterów nazwany przez niego porą królowania poezji, tworzenia rzeczywistości abstrakcyjnej, robienia dalekosiężnych planów i fantazjowania na ich temat oraz - Ludzi, okres zracjonalizowanej powagi, statecznego uzdatniania dotychczasowego życia, dominacji rozumu i filozofii. Wieki Bogów, Herosów i Ludzi miały dla Vico swoją samowystarczalną teraźniejszość i indywidualne symbole; języki i sensy.
Człowiek stale poszukujący, lecz nie za często odnajdujący, podwójny, lecz jednolity, wieloraki, lecz prosty, ezoteryczny, lecz materialny, jest dziełem Przyrody. Spirala wzrostu człowieczej świadomości była dla Vico zależna i wyznaczalna poziomem posiadanej przez niego wiedzy. To przez jej mankamenty człowiek nie potrafi przebrnąć, to ona wyznacza ludziom egzystencjalne ograniczenia i wyrządza im poznawczą krzywdę.
Pomaganina
Jak kraj długi i niesmaczny, rozlega się wołanie o poratowanie PAŃSTWA. Radio, TV, gazety, ogłaszają, że jak najbardziej są skłonne pomagać, patronować, sponsorować, chętnie się włączą, pochylą i dadzą temu wyraz, bo trzeba być człowiekiem i otworzyć serce. Po ulicach i norach z emerytami, przetacza się zbiorowy jęk błagających o pomoc. Skrzykują się legiony, hufce, czeredy kwestarzy, ochotników - jałmużników, małoletnich i staroletnich dziadów kalwaryjskich. Latają ze słoikami, puszkami, kasetkami, by wyręczyć nasze rozrzutne, niegospodarne ministerstwa, bo, jak stale słyszymy, instytucje te znajdują się na krawędzi ubóstwa, ledwie wiążą koniec z końcem, ściga je posępne widmo sfiksowanego komornika. Gdyż jak się niejednokrotnie przekonywaliśmy, nie mają one pieniędzy na cokolwiek, a na dodatek, są gnębione jakimiś durnowatymi wymaganiami, na przykład suplikami chorych, chorych miesiącami czekających na operację, na wizytę u lekarza – specjalisty, na lekarstwo pomagające żyć, na rehabilitację…
Ale nie tylko chorzy mają wymagania, żądają rozsądku od swoich wybrańców: jak kraj długi i niesmaczny, rozlega się powszechne wołanie o opamiętanie względem kultury, nauki, edukacji…
O tym, że w kulturze dzieje się wiele dobrego, wiadomo nie od dziś. Powstają nowe i dobre czasopisma, rodzą się interesujące inicjatywy i można by tak wymieniać bez końca. Lecz co z tego, że się rodzą i powstają, skoro co rusz upadają, bo naszemu Ministerstwu wcale na nich nie zależy, a wspieranie twórczości jest fikcją?
Wrażenie z galerii
Fragment książki "Staruszkowo"- Opowiadania
Lampka oświetla obraz w obrazie. Pokój, noc, obryzgana zapomnieniem siwa kobieta siedzi na taborecie. W zgrabiałych rękach trzyma czapeczkę, przypuszczalnie jedyny kontakt z przeszłością. Niemo, bezsilnie, szklanym wzrokiem przenika przez zamknięte drzwi, za którymi nie wiadomo, co. Na palcu ma dwie obrączki. Jest ubrana w czerń. Chociaż czerń jest o zapachu żałobnych świec, to dla niej, być może, nie zwiastuje śmierci, ale jest zapowiedzią bliskiej wizyty przybysza z mirrą, kadzidłem i życiem po życiu.
Więcej artykułów…
Strona 1 z 8













