Jak to powiadają mądrzy ludzie na wsi, życie pisze najciekawsze scenariusze.
Wczoraj (10.11.2011) zostałem wpisany przez samo życie w taki nieco surrealistyczny scenariusz. O co chodzi? Zanim rozwinę ten surrealistyczny wątek, opiszę kilka moich spotkań z ludźmi sztuki.
Zacznę od spotkania z poetą Józefem Baranem, który to pomylił sobie godziny, i przyszedł na przedstawienie mojej sztuki Upside down, w reżyserii Agnieszki Cianciary-Frohlich wystawianej przez krakowskiego off teatr Scena na Lwowskiej mocno spóźniony, i oglądał spektakl za kulis, ponieważ wejście na widownie było już zamknięte.
Na Leszka Żulińskiego „pogromcę grafomanów", wpadłem na ulicy Floriańskiej, więc siłą rzeczy spędziliśmy miło czas na bajdurzeniu o literaturze w legendarnej Jamie Michalika.
Z Wiktorem Zborowskim, który przymierza się do zagrania w moim monodramie Monodram z psem w tle, natknąłem się przypadkowo w kawiarence zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca, w którym Krystyna Janda wystawiała Boską.
Ryszarda Sadaja spotkałem na Krupniczej, a naszą rozmowę o ciężkim żywocie literatów skończyliśmy w Bunkrze.
Z Frankiem Bielaszewskim, naczelnym ś.p. wydawanej w Londynie Rzeczpospolitej Kulturalnej, a prywatnie przyjaciela B. Hrabala w knajpo-klubie Ministerstwo na Szpitalnej.
Szczęsnego Wrońskiego pierwszy raz spotkałem dobrych kilka lat temu w Dworku Machnickich w Olkuszu, gdzie jurorował ogólnopolskiemu konkursowi literackiemu o Gmerk Olkuski, na którym to wyróżniono moją prozę.
Z Markiem Wawrzkiewiczem prezesem ZLP miałem okazję spotkać się na którejś z edycji Krakowskiej Nocy Poetów, a w okolicznościowym almanachu pomieszczono nawet „ gościnnie" moją poezję.
Nie będę wymieniał wszystkich moich spotkań z pasjonatami literatury, i sztuki w ogóle, ponieważ nie odbiegają one zbytnio od standardu.
Tak było do wczoraj.
Wczoraj spotkałem się z Lesławem Adamczykiem w olkuskiej stacji dializ, która od lat mieści się w ośrodku zdrowia, kilkadziesiąt metrów od bloku, w którym mieszkam.
A więc było to w całej krasie surrealistyczne spotkanie. Pan Lesław odpoczywał sobie na wózku, a swoim wyglądem przypominał pomnik Piotra Skrzyneckiego z krakowskiego Głównego Rynku przed Kamienicą Pod Blachą.
Mieliśmy sporo czasu, aby porozmawiać z naczelnym Kronikarza, nie tylko o literaturze, Małopolsce, ale nawet o Sosnowcu, był czas, kiedy tam mieszkaliśmy.
Mam nadzieję na kolejne spotkania z naczelnym Kronikarza, niekoniecznie w olkuskiej stacji dializ,
Mirosław G. Majewski












