W niespełna rok po moich narodzinach zmarł poeta, który odmówił Bolesławowi Bierutowi napisania słów do nowego, socjalistycznego hymnu Polski. Towarzysz Bierut otrzymał kartkę tylko z jednym zdaniem: JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA.
O kim mowa? O jednym z moich ulubionych poetów, Władysławie Broniewskim.
Władysław Broniewski urodził się 17 grudnia 1897 roku w Płocku, zmarł 10 lutego 1962 w Warszawie. Nie pochodził bynajmniej z rodziny robotniczo-chłopskiej. Urodził się w rodzinie inteligentów ze szlacheckimi korzeniami.
W stopniu podporucznika wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej napisał słynny wiersz „Bagnet na broń”, który mogę bezbłędnie wyrecytować obudzony z twardego snu, w środku nocy.
Innym wierszem, który znam na pamięć, i który często recytowałem na różnych szkolnych konkursach to:
A kiedy będę umierać
A kiedy będę umierać,
skoro umierać mam,
ty nie bądź przy tym i nie radź:
już ja potrafię sam.
Ja chcę mieć oczy otwarte
i podniesioną skroń,
chcę umrzeć ot tak - na wpół żartem,
a w ręku niech będzie broń.
Niech mi przywieją wiatry
brzęczenie dalekich pszczół,
niech Wisłę zobaczę i Tatry,
wszystko, com kochał i czuł.
Wystarczy, żeby mnie uczcić,
czyjś krótki, serdeczny płacz.
Przyjaciele niech przyjdą narzucić
na trupa żołnierski płaszcz,
niechaj złożą mnie w ziemię czerstwą,
tam gdzie padnę - na świecie gdzieś,
niechaj wspomną moje żołnierstwo
i niepodległą pieśń,
a potem niech idą w pola
ojczyste krew przelać z żył.
Taka jest moja wola.
Po tom śpiewał i żył.
24 stycznia 1940 Broniewski, przebywający już od jakiegoś czasu na terytorium Związku Sowieckiego został aresztowany przez NKWD. Ponad roczny pobyt w łagrach nie złamał Broniewskiego, który nigdy nie wyraził zgody na współpracę z NKWD.
Po wstąpieniu do Armii Władysława Andersa przeszedł cały szlak wojenny wiodący przez Iran, Irak, aby w Palestynie przywitać zakończenie wojny.
Jakiś czas wahał się czy wrócić do Polski, w związku z publikacją antysowieckich wierszy, jak choćby ten, bez tytułu;
…
„Słowo człowiek — to dźwięczy dumnie!” —
powtarzamy za wielkim Maksymem.
A tu coraz ktoś w pysk cię zasunie
i powiada, że jesteś psim synem.
Cóż tu robić takim gagatkom
w czekistowskim mrocznym zajeździe?
Więc pomódlmy się, klnąc w waszą matkę,
wypłowiałej czerwonej gwieździe.
Broniewski to postać nietuzinkowa, poeta z niesamowitym talentem, jego poezja jest jak ogień, niezależnie od „inklinacji” politycznych autora. W PRL był okres, w którym Broniewski pełnił rolę dyżurnego poety reżimu. Pytanie, czy rzeczywiście nim był z przekonania, czy raczej był to wynik oportunizmu Broniewskiego, który nagle znalazł się nie w tym miejscu i czasie co trzeba.
Jakby na to nie patrzeć, i nie komentować, dla mnie Władysław Broniewski to poeta wybitny. Dlatego z tego miejsca polecam książkę autorstwa Mariusza Urbanka, „Broniewski. Miłość, wódka, polityka”, która nie tak dawno ukazała się na rynku.












