Pod Ziemiańską podjechała pusta dorożka i wysiadł z niej Bolesław Leśmian. 
Franz Fiszer, przyjaciel poety, zawarł w tej, zdawać by się mogło banalnej anegdotce sedno istnienia autora „Malinowego chruśniaka”
Bolesław Leśmian, a właściwie Lesman, był osobowością eteryczną, metafizyczną, wręcz nie z tego świata, co przy jego niskim wzroście (155cm) dawało niesamowity efekt.
Z poezją Leśmiana zetknąłem się przez przypadek, bardzo dawno temu, nie pamiętam już, jak bardzo, ale mniej więcej był to etap czytania przygód Pana Kleksa.
Ciekawostką jest fakt, że Jan Brzechwa, autor Akademii, to cioteczny kuzyn Leśmiana, a wspomniany Franz Fiszer był ponoć pierwowzorem Pana Kleksa.
Tak wyglądał Franz Fiszer, czyż Kleks nie jest do niego podobny?
Nic więc dziwnego, że w mojej powieści Performance, leitmotivem jest wiersz Leśmiana, Dziewczyna.
Pamiętam niesamowitą interpretację tego utworu w telewizji polskiej w wykonaniu Daniela Olbrychskiego.
Kiedy to było? Zabijcie mnie, nie pamiętam.
(szkoda tylko, że nie można tego znaleźć w sieci)
W każdym bądź razie jestem przekonany, że gdybym wtedy tego nie zobaczył, zapewne nigdy nie napisałbym mojej powieści, a kto wie, czy w ogóle zajmowałbym się literaturą.
Jak widać Bolesław Leśmian odcisnął niesamowite piętno w mojej twórczości, ba, w widzeniu świata w ogóle.
Z kilku wierszy, które znam na pamięć, Dziewczyna zajmuje pierwsze miejsce.
DZIEWCZYNA
Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...
Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.
Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!
Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!
Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!
I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni...
I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.
Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...
I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!...
I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!
Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!
Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?
"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.
I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!
Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!
Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?
Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów.
I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?
I jak tu teraz nie kochać tego małego, a jakże wielkiego poety?












