Emil Cioran pisał:

Nie trać czasu na krytykowanie innych, ganienie ich dzieł; pracuj nad swoim, poświęcaj mu wszystkie godziny. Reszta to czcza gadanina albo wymysł. Trzymaj się tego, co w tobie prawdziwe albo nawet „wieczne”.
Nie wiem, czy bohater tego eseju czytał tą sentencję, ale moim zdaniem idealnie wkomponował się w jej przesłanie.
Bo cóż to znaczy, być krytykiem?
Według definicji to:
„działalność intelektualna polegająca na dyskusji, ocenianiu i interpretacji dzieł literackich i ogólnie literatury. Krytyka literacka z założenia nie jest wyrazem metody naukowo-badawczej, lecz przekonań ideowo-artystycznych.”
Skoro tak, to krytyk literacki reprezentuję zaledwie swoje, subiektywne przekonania ideowo-artystyczne. A jego wyżywanie się na twórcach, nie jest niczym innym jak wyrażaniem swoich frustracji związanych z brakiem talentu.
(Znane są przypadki, krytyków teatralnych, którzy oblali egzaminy na wydział aktorski)
Zwykła uczciwość wymaga od nas, aby przyznać rację sentencji Emila Ciorana i zaniechać wyrażania swoich ideowo-artystycznych przekonań.
Ale czy do końca?
Zanim postaram się rozwiać moje wątpliwości w tej materii (o ile w ogóle je rozwieję) przytoczę jeszcze jedną sentencję, tym razem autorstwa Tadeusza Boy – Żeleńskiego:
Krytyk i eunuch z jednej są parafii
Obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi.
Ale w takim razie, co z grafomanami?
Czyż odwrót krytyków nie otworzy szeroko literackie wrót na potop grafomaństwa?
Niech nas zaleje! A co!
Bezrefleksyjne cytowanie Ciorana i Żeleńskiego nie wróży jednak literaturze nic dobrego.
Dlatego potrzebujemy właśnie takich literackich strażników, moderatorów, bezwzględnych tropicieli grafomaństwa, choćby nie wiem jak zawoalowanego.
A jeżeli przy tym, taki moderator jest świetnym poetą, śmiało możemy zaufać jego subiektywnym przekonaniom ideowo – artystycznych.
Takim właśnie krytykiem, i poetą w jednym jest Leszek Żuliński, któremu poświęcam ten, krótki esej.
Mój pierwszy kontakt z tym krytykiem był raczej chłodny, aby nie napisać szorstki. Na początku lat 90-tych szturmowałem moją poezją łamy Wiadomości Kulturalnych.
Niestety, bezskutecznie. Kiedy byłem bliski załamania, Leszek Żuliński napisał do mnie:
„Panie Mirosławie, im bardziej będzie Pan zdeterminowany, tym będzie Pan lepszy”
Żadna to była pociecha, choć niewątpliwie posiadała jej znamiona.
Mijały lata.
Debiutowałem jako poeta na łamach... Wiadomości Kulturalnych. (byłem już bardzo zdeterminowany, i chyba lepszy) skoro „Szanowny Pan Redaktor” ugościł mnie jednak w gazecie, której był strażnikiem.
Do dziś nie wiem, dlaczego „pękł” :)
Ale to już historia.
Od wielu lat Leszek, moim zdaniem, jest bardziej poetą, niż krytykiem.
I to poetą wybornym, trafiającym do wielu czytelników.
Jego wiersze to majstersztyki, treść ubrana jest w dopasowaną formę.
Leszek jest niczym krawiec u Armaniego, szyje poezję markową i na miarę, wszak to... rasowy krytyk, i jeszcze lepszy poeta.
Oto dowód:
Boję się miłości
pojawiła się pod wenecką maską. na Ponte Vecchio,
wiatr podnosił jej sukienkę. w Moskwie kusiła Arbatem,
na Manhattanie widziałem ją w Bryant Park
– była czarną wiewiórką; u mnie, w Pruszkowie, kryła się
w ogrodzie, wysoki miskant, gdy szumiał, udawał jej włosy
rozwiane jak wtedy, gdy biegła do mnie przez pierwsze
męskie sny. potem już tylko starzała się razem ze mną.
nadal była piękna, ale moja łapczywa ręka coraz bardziej
zaciskała się na piórze. patrzyłem na kilometry liter,
po których odchodziła. za nią wlókł się szelest jesieni;
pierwsze tego roku szrony zasłoniły widok z okna
na wszystko, co kiedyś było zielone. ona stanęła
po tamtej stronie, jej czaszka szczerzy do mnie zęby.
Afekt
w stanie afektu dopuściłem się czegoś...
(Witold Wirpsza)
to było jak zapalające się ognisko. najpierw iskra od dołu,
potem mały płomyk, w końcu wysokie jęzory ognia.
ona płonęła jak Joanna d’Arc; skwierczała jej skóra, włosy
unosiły się dymem, kurczyła się i zwęglała, choć zawsze
była jasna niczym promień w krysztale górskiego powietrza.
farba na jej konterfekcie pękała i podsycała płomienie; słowa gasły
i fruwały czarnymi bibułkami po całej okolicy. to wszystko
mroziło mnie do szpiku kości. teraz siedzę nad kupką popiołu,
w afekcie stawiam domki z zapałek, może tam się pojawi jak ikona
w drewnianej cerkwi, choć lepiej nie, bo znowu bym wskrzesił ogień
i w obłoku siarki podsycał swoje szaleństwo.
Moje kobiety
odchodziły ode mnie jak ślepiec od ściany,
który nie znalazł drzwi. a przecież były
otwarte. może to ja zamykałem się i nie umiały
dogonić obrazu, jaki nosiły pod powiekami
westchnień. jedne zakładały błękitne sukienki
i odpływały na wysokie łąki Chagalla. ich marzenia
były mocniejsze od mojej niewiary. inne znikały
w labiryncie miasta jak Molly Bloom – chciały się
zagubić. ostania odeszła z himalaistą – wołały ją
głosy mocniejsze od mojego krzyku i rozrzedzone
powietrze nieskończonej przestrzeni. ja zostałem
w tym samym miejscu, co zwykle. mój widok z okna
to niezgrabiony przed zimą ogród i wielka, stara sosna,
która już nie rośnie. chyba też ma dosyć.
To są najnowsze wiersze Leszka Żulińskiego, które czekają na wydanie. Ja ze swojej strony polecam trzy dostępne obecnie na księgarskim rynku tomiki z poezją Leszka Żulińskiego.
SREBRNIKI
za trzydzieści srebrników
można było w antycznej Judei postawić
trzy małe domy, z czasem opłacić
czterodniową płacę zwykłego robotnika
wszystko się dewaluuje
przybyło specjalistów chętnych za tę sumę
zrobić niejedno bez zmrużenia oka
głupcy!, kasy się przy tym nie zbije,
a ręce pobrudzi
FAUST PISZE DO CERVANTESA
Hm, podziwiam cię, Miquelu
wymyśliłeś tego idiotę,
który nie odróżnia zwykłego młyna od wzgórza
od kamiennych żaren losu
amimo to obdarzyłeś go dostojeństwem
i patosem milczącej charyzmy
Ja trafiłem w łapy
Johanna Wolfganga
I sam widzisz:
On nie zostawia na mnie suchej nitki,
Robi ze mnie ubeka
Starca, astmatyka,
I wiecznie podsuwa mi tę Małgorzatę.
To czysta prowokacja
Miquelu
zrób coś
napisz do Goethego,
przekonaj go, że wolałbym być
Werterem,
Szklany poeta
Poeta
powinien mieć
szalik, skrzydła
i być ze szkła,
przezroczysty.
ażeby Bóg
widział w nim
na przestrzał
innych ludzi
i żeby
mógł ich
w porywie sprawiedliwości
stłuc
na kwaśne jabłko
a poetę
na paciorki
odmawiane
w wierszach
Ostanie książki można najłatwiej nabyć
w następujących punktach sprzedaży internetowej:
www.merlin.com.pl
www.marszalek.com.pl
www.nowy-swiat.pl












