Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Refleksje jesienne

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Listy zza oceanu....

Ryszarda L. Pelc
Ryszarda L. Pelc

Ryszarda L. Pelc
Jesień, już znowu jesień

Refleksje jesienne
Refleksje jesienne
Zapach opadłych
Refleksje jesienne
Refleksje jesienne
liści szeleszczących pod stopami, aromat usychających traw, krzyk gęsi kanadyjskich odlatujących do sobie tylko znanych miejsc, mówią mi, że lato się skończyło.

Na tle zieleni sosen i świerków na przeciwległym wzgórzu czerwone plamy klonów i złocistych brzóz. W przystani pozostały nieliczne okazałe jachty i małe  łodzie ale i one wkrótce znikną.

Nad  jeziorem  przelatują białe mewy.

Jesień, kolejna jesień tez wkrótce dobiegnie końca. Wiatr ciemne chmury goni po niebie. Suche liście tańczą na trawniku. Wznoszą się i opadają, by po chwili znów zawirować w powietrzu. Aż dziw, że już niedługo będzie Thankgiving, amerykańskie święto dziękczynienia. Jak ten czas pędzi.

* * *

 


 

 

 

 

 


DSCN0686
DSCN0686
Dopiero, jak mi się
DSCN0718
DSCN0718
wydaje, był
DSCN0732
DSCN0732
początek jesieni.

Dla mnie to czas smażenia powideł. Tradycyjny, domowy rytuał.

Upływał czas, zmieniały sie miejsca, w którym byl nasz  rodzinny dom, ale ten zwyczaj pozostał.  
Kiedyś moja babcia uczyła swoje córki smażyć powidła w ogromnym kotle tylko do tego celu przeznaczonym. Zapach rozchodził się po okolicy i pewnie mieszał się z aromatami buchającymi z sąsiednich ogrodów. To było tam,   “gdzie szum Prutu, Czeremoszu Hucułom przygrywa”.  Ten rytuał , i tamten dom znam  tylko z opowieści rodzinnych .

Wybuchła  wojna.  Babcia wraz z córką i kilkorgiem wnucząt (najmłodszy chłopczyk miał cztery lata) została wpakowana do bydlęcego wagonu i wywieziona do Kazachstanu. Podzieliła los Polaków z Kresów. Na zesłaniu walczyła o przetrwanie swej rodziny.

Wyjeżdżając z wojskami Andersa zostawiła na nieludzkiej ziemi grób córki i siedmioletniej wnuczki.

Babcia wrociła po latach do Polski z wojennej tułaczki, która wiodła z Kazachstanu przez  Persję ( Iran), Liban, Palestynę .

* * *

W nowym domu - na ziemiach, które nazwano odzyskanymi, niedaleko Opola zaczęliśmy nowe życie.

Pamiętam, że chodziłam z mamą na targ. Przeciskałyśmy się pomiędzy furami. Konie stały cierpliwie  przeżuwając obrok, od czasu do czasu podnosiły głowy, potrząsały grzywami spoglądały na mnie swymi czarnymi, tęsknymi, mądrymi oczami.

Mama wybierała śliwki na powidła. Najlepsze były takie pomarszczone, po pierwszym, nocnym  przymrozku.

Piechotą  wracałyśmy do domu. Potem już wszystko pachniało śliwkami. Stały na płycie kuchennej, smażyły się wielkich rondlach i wydawało się, że słyszę ”puf, puf”…

Gorąca masa po wielu godzinach smażenia gęstniała i stawała się coraz ciemniejsza. By uzyskać właściwy kolor, gęstość i aromat, należało cierpliwie powtarzać proces smażenia przez trzy dni. I wtedy dopiero powidła byly gotowe.

Po latach zamieszkałam w dużym mieście i już na “własnym" kupowałam owoce w “Hali  Targowej”.

Snułam się pomiędzy stoiskami pełnymi pachnących, czerwonych jabłek i złocistych gruszek. “Bierz kochana. Dobre, słodziutkie” - zachęcały sprzedajace. Brałam do ręki szorstkie, niepozorne ale jedyne, niepowtarzalne w smaku szare renety “takie na szarlotkę najlepsze”. Wdychałam zapach antonówek, złotych  renet, niedużych  szarozłotawych  jabłek zwanych “koksą pomarańczową”. Oglądałam dorodne pomidory, lśniące świeżością ogórki i  wspaniale kalafiory. Obok leżały patisony, wówczas nowość na warzywnym rynku, kremowo białe o niezwykłym kształcie. I wreszcie wracałam do domu. Obładowana torbami pełymi śliwek, z koszem warzyw wciskałam się do tramwaju, najczęściej wyładowanego po brzegi. Poddawałam się wstrząsom, chybotaniu, kurczowo trzymajac się uchwytu w czasie gwaltownego hamowania. Wreszcie wysiadałam z uczuciem ulgi przed swoim “blokiem”. I znowu dom pachniał powidłami.

“O śliwki smażysz” wołał od progu mój syn wracający ze szkoły. “Cala klatka schodowa pachnie powidłami”.

* * *

Od lat  z mężem mieszkam w  Ameryce.

Teraz kupuję śliwki w dużym sklepie  otwartym 24 godziny na dobę przez siedem dni tygodnia. Nie ma tu u nas targu pod gołym niebem. Owoce popakowane, warzywa w plastykowych płaszczykach. Nie ma śliwek węgierek. Są “włoskie”. Dla mnie “substytut” tamtych, ale można się przyzwyczaić. Kupuję. Zakupy robię sprawnie. Nie dźwigam ich. Pracujący w sklepie człowiek odnosi mi je do samochodu i wkłada do bagażnika.  Nie tloczę się w tramwajach  bo ich tu nie ma.  Nie ma… Nie ma babci, która miała tyle ciekawych rzeczy do opowiedzenia, nie ma już mamy, która tyle mnie nauczyła.

***

Drewnianą łyżką mieszam powidła. Mają już własciwą barwę i gęstość. Nabrały takiego jak trzeba aromatu.   Zdejmuję garnek z kuchni, zaczynam wkładać powidła do  słoiczków. Słyszę jak z telewizora męski, ciepły głos reklamuje dżemy firmy “Smucker” “If you can taste  time…If you can taste memory…” Tak. Trzeba  umieć i chcieć “smakować “ czas i pamięć” myślę .

Może dlatego właśnie w moim polskim domu na amerykańskiej ziemi każdej jesieni unosi się zapach powideł ?

 

 

 

 

 

 

Ryszarda L. Pelc

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Felietony R. L. Pelc - Listy zza oceanu Refleksje jesienne