Listy zza oceanu...
Ryszarda L. Pelc
Spotkanie autorskie z Gary Gildnerem
Gary Gildner jest pisarzem amerykańskim o polskim rodowodzie. Pisarz i poeta, Gary Gildner jest profesorem akademickim w stanie spoczynku. Z pracy na uniwersytecie odszedł, kiedy okazało się, że jego twórczość literacka wzbudziła zainteresowanie a w ślad za tym przyszły propozycje wydawnicze, uznanie, w konsekwencji zaś szereg poważnych nagród literackich. Pisarz należy do trzeciego pokolenia emigrantów z Polski. Przodkowie przybyli do Stanów w pierwszej dekadzie XX wieku z południowej Polski. Jego dziadek przyjechał jako młody chłopak. Nie znał języka angielskiego, nie miał wykształcenia. Musiał zdobywać środki do życia.
Przez lata pracował u Forda, w stalowni, założył rodzinę, a potem kupił kilka akrów ziemi i przeniósł się na farmę. Wrόcił do “korzeni” wiejskich, które rozrastały się już w amerykańskiej ziemi.
Gary urodził się w Michigan. Często dziadka widywał i spędzał z nim wakacje. Dobrze go pamięta. Chłopcu wydawał się wysoki, silny, niezłomny.
Najbardziej utkwiły w pamięci blizny na twarzy, na ramionach, na plecach dziadka. “Były jak obrazy” wspomina. Dzisiaj, dojrzały już pisarz zauważa - “Uderzający to był kontrast pomiędzy jego silnym ciałem a bliznami. Były rzucające się w oczy, ale kiedy dziadek zmarł a ja pytałem najbliższych o to, niemal nikt o tych bliznach nie pamiętał”. “Szramy, jakie szramy ?” pytano, dopiero po chwili mόwiono, “rzeczywiście miał. “ “to naturalne, dziadek pracował w stalowni, a tam wypadki się zdarzały”.
Kiedy dziadek Stefan zmarł Gary miał jedenaście lat. Zapamiętał, że było dużo ludzi i dużo jedzenia. Zapamiętał też, że do trumny, w ktόrej spoczywał dziadek babcia włożyła książkę. Wnuk pamiętał, że za życia dziadek miał chyba jedną książkę. To była powieść Józefa Konrada Korzeniowskiego. “Dziadek był bardzo dumny ze swego rodaka. Nic tylko, Korzeniowski i Korzeniowski”, opowiadała matka Garemu. Tak więc dziadek do grobu zabrał książkę Conrada.
“ Książek było w domu niewiele, a może nawet tylko ta jedna”, snując swe wspomnienia, mόwi amerykański pisarz, wnuk Stefana.
* * *
Słucham tej opowieści Garego. Mówi do studentów, chyba trochę znudzonych. Nie widzę by miał jakiś "kontakt”; co ich obchodzi czyjś dziadek, skoro o własnym nie myślą chyba zbyt często ?
I tylko cisza odpowiada na pytanie Garego Gildnera “Czy słyszeliście o Conradzie? Czy znacie powieści Josepha Conrada”..?
* * *
Gary uważa, jak się zdaje, że przyszedł czas by się “odwrócić w przeszłość” i przypomnieć rodzinną historię. Mówi, że zawsze lubił pisać. Od dziecka. Mama nazywała go żartobliwie “Szekspir”. I kiedy obudziło się w nim zainteresowanie historią rodziny zaczął wypytywać o szczegóły. Dzwonił do zakładów Forda. Dokumenty jego dziadka Stefana, ciągle jeszcze tam są. Wypytywał rodzinę. “A co Szekspir” chcesz może o nas pisać ? “ dziwiła się matka. Chciał .
I tak powstała ciekawa, wzruszająca opowieść o dziadku i polskich związkach.
“The Grandfather`s book“ Garego Gildnera to historia pokolenia emigrantów z Polski, którzy zachowali tradycje, wiarę i obyczaje kraju, z którego pochodzili.
Gary Gildner niewiele rozmawiał z dziadkiem za jego życia. Mówili przecież różnymi językami .
A teraz, w ponad pół wieku od czasu śmierci dziadka, Gary napisał o nim książkę. Zanim to zrobił nauczył się języka przodków, pojechał do Polski, odszukał wieś (nazwa umknęła mi z pamięci), z której przed wiekiem wyjechał dziadek. Poznał krajobrazy i ludzi .
I napisał książkę po angielsku, oczywiście. Z pewnością dziadek byłby rόwnie dumny z dokonań i sukcesów własnego wnuka jak i z tego, że znakomity pisarz Józef Konrad Korzeniowski był Polakiem, który zapisał się w anglojęzycznej światowej literaturze.
Ryszarda L. Pelc












