"Letni Pałac" położony jest piętnascie kilometrów od Zakazanego Miasta i zajmuje powierzchnię około 290 hektarów. Odbudowany pod koniec XIX w. obiekt powstał w miejsce poprzedniego pałacu "Qingyi Yuan", zaprojektowanego na zlecenie cesarza Quinlong w 1750 roku .Pałac i ogrody były prezentem urodzinowym dla matki cesarza.
Ale w 1860 roku wojska brytyjsko- francuskie okupujące Pekin spaliły pałac, wypaliły drzewa , wspaniałe ogrody zostawili zrujnowane.
***
Wojny w Chinach z "cywilizowanymi" wojskami zachodu nie należały do rzadkości.
Najbardziej znana jest tzw. wojna opiumowa, rozpoczęta w 1839 . Brytyjczycy, którzy rozwinęli produkcję opium w Indiach , przywozili je do Chin i tam sprzedawali. Sprzeciwiającym się temu procederowi władzom chińskim zademonstrowano militarną siłę Zachodu. Dlatego też współczesny turysta z Europy czy Ameryki spacerując po ogrodach wszędzie znajduje przypomnienie o ataku sil francusko-brytyjskich. "Tu barbarzyńskie wojska brytyjsko- francuskie spaliły pawilon, który został odbudowany przez Dowager/wdowa/ ..." Te tablice postawiono nie tylko przy bramach wejściowych, ale w wielu innych miejscach . Te gęsto rozmieszczone tablice to przypomnienie o bytności barbarzyńców z Zachodu.
Na szczęście Chińczycy, których spotykamy nie są do nas, przedstawicieli "zachodu" żle nastawieni. Raczej przeciwnie uśmiechają się życzliwie, pozwalają sie filmować a także sami chętnie się z nami fotografują.
"Letni Pałac", jest jedną z rezydencji Dowager /wdowa/Sisi ( imię owdowiałej matki syna cesarza w angielskiej wersji pisze się Thsu Xi , Thse Xi albo CiXi)
To dla niej jej wierni, a skorumpowani do szpiku kości urzędnicy , odbudowali pałac i ogrody .
Wydano ogromne pieniądze na odbudowę tego obiektu w czasach, kiedy wojny z Brytyjczykami i Francuzami doprowadziły kraj do ruiny a ludność cierpiała straszliwy głód. Fundusze przeznaczone na odbudowę floty chińskiej mającej bronić portów wydano na letnią rezydencję Regentki. Na pięknym jeziorze Kunming , będącym częścią zespołu pałacowo – ogrodowego , stanowiącym niemal ¾ całości, zbudowano wielki biały marmurowy statek, na którym regentka lubiła spędzać czas popijając herbatę w towarzystwie swoich dam dworu. "Tylko ten "statek" zdołano wybudować z pieniędzy przeznaczonych na budowę flotylli", żartują przewodnicy. Nad jeziorem przerzucono most o siedemnastu łukach. Jest to kopia mostu z Hangzhou miasta uznanego za kolebkę kultury Chin , gdzie ślady istnienia człowieka sięgają 4700 roku przed Chrystusem. Hangzhou było siedzibą pierwszych dynastii chińskich.
Wspomniany most podobnie jak wiele innych mniejszych mostów i kładek wygląda niezmiernie malowniczo. Teren obdarzony hojnie przez naturę, wzbogacony został przez człowieka. Wiele wzgórz i wodospadów w parku jest dziełem projektantów i robotników.
Nieopodal jednej z bram wiodących na teren pałacowy jest malownicza wąska rzeka. Wzdłuż jej murowanych brzegów stoją kolorowe domki z charakterystycznymi kominami i niepospolitymi ozdobami dachów Tam znajdują się sklepy, w których zaopatrywał się dwór a sprzedawcami byli eunuchowie. Uliczka nazywa się SuShou. Na przerzuconych przez nią moście ustawiono stoiska .Można kupić tu kolorowe parasolki , wachlarze, biżuterię, pamiątki z jaspisu. Na wieszakach widać piękne kolorowe ubiory z czasów chińskiego imperium. Można przywdziać szaty cesarskie i się sfotografować za stosunkowo niewielka opłatę, więc chętnych nie brakuje.
Wspinamy się wysoko w stronę buddyjskiej świątyni. Wreszcie po pokonaniu 65-ciu prowadzących stromo w górę , wysokich schodów znajdujemy się na szczycie. Wiemy już, że ten wysiłek nie byl daremny. Przed nami rozlega się widok na otaczające wzgórza, a wśród nich " Pachnące Wzgórze", osnute przeźroczystą mgiełka.
Wchodzimy do świątyni gdzie stoi Budda o 1000 rękach. To do niego wznosiła modły /wdowa/dowager Sisi prosząc zapewne o pomoc w sprawowaniu swych rządów i o powodzenie swych intryg .A w czasach wojen i powstań modliła się zapewne o zachowanie jej przy życiu
Sisi , choć nigdy nie była żoną cesarza, po jego śmierci sprawowała praktycznie władzę w Chinach, najpierw w imieniu cesarskiego syna potem swego siostrzeńca, która osadziła na tronie, a później w imieniu Pu Yi, ostatniego, też z jej nadania, cesarza Chin.
W Letnim Pałacu spędzała sporo czasu. Zwykle tu obchodzono jej urodziny, mimo iż był to listopad i chłody już doskwierały.
Podczas starannie zaplanowanych urodzinowych uroczystości, odbywały się spotkania towarzyskie, a często też przedstawienia teatralne w specjalnie zbudowanym przepięknym pawilonie pałacowym. O programie decydowała sama Sisi, wybierając stosowną sztukę z przedstawionej jej listy . Wykonawcami byli eunuchowie- aktorzy na stałe zamieszkujący na dworze cesarskim. Podobno nigdy nie zapraszano aktorów z zewnątrz.
***
Letni Pałac i ogrody zwiedzamy w towarzystwie Jia (czyt. Dżia), młodego ekonomisty z Uniwersytetu. Razem pokonujemy tego upalnego czerwcowego dnia wiele kilometrów, wspinając sie na kolejne wzgórza bądź schodząc w dół. Staramy się chronić w cieniu drzew, co jest tu łatwe, bo drzewostan jest imponujący. Coraz bardziej zmęczeni mamy świadomość, że nie będziemy w stanie zobaczyć wszystkiego. Ale mnie nęci jeszcze jeden obiekt. Wzniesiony jest wysoko ale koniecznie chcę tam dojść.
I udaje mi się.
Tuż nade mną na wyciągnięcie ręki niezwykłej urody buddyjska świątynia mieniąca się kolorowymi ceramicznymi mozaikami. Jest cicho, Niewielu turystów wspina się aż tu. Siedząc na wysokim murze mam przed sobą rozległy widok na błękitne jezioro, na marmurowy statek, na pagodę na sąsiednim wzgórzu , na dachy pałacowych pawilonów poniżej a w dali za mgłą pną się ku niebu wieżowce Pekinu, jakieś nierealne i nie "na miejscu". Nagle ze świątyni rozlega się głuchy dźwięk dzwonu . Tuż nad dachami świątyń i pałacowych pawilonów wzbijają sie spłoszone ptaki. Szybują długo a kiedy dzwon milknie wracają na swoje miejsca. Jest w tym coś magicznego , może dlatego, że przywykłam wznosić głowę w górę by je widzieć lecące, a tu jest odwrotnie. Widzę je patrząc w dół!
To tak musiało wyglądać, kiedy w dniu urodzin cesarzowa Sisi żądała by służba wykupywała ptaki od handlarzy, którzy łapali je w sidła. . Przynoszono je w klatkach do pałacu.. Niekiedy ich liczba osiągała 15 tysięcy. A dowager/ wdowa/ Sisi szła i otwierała drzwi klatek a ptaki uzyskawszy wolność wzbijały się ku niebu. Ale, jak głosi opowieść, nie wszystkie ptaki odlatywały. "Wolą zostać z dobrą cesarzową" mówili wtedy pochlebcy, którzy od tygodni tresowali ptaki , by te nie chciały opuścić bezpiecznej klatki.
A i tamte wypuszczone z klatek ptaki nie długo cieszyły się wolnością. Znowu ptasznicy je łapali , wynosili je za mury i sprzedawali.
A Sisi? Kiedy przychodziła zima wracała do Zakazanego Miasta. Choć zdarzało się że musiała jechać znacznie, znacznie dalej. Działo się to wtedy kiedy atakowali wszędobylscy nosiciele zachodniej cywilizacji albo buntował się własny naród nieludzko ciemiężony, gnębiony i zdradzany.
Kiedyś losy wojny zagnały ją daleko od Pekinu aż do XiAn ( Szijan), jednej z najstarszych stolic Państwa Środka. Ale to już inna historia .
Opuszczamy Yi He Yuan . Przechodząc przez bramę strzeżoną przez dwa wielkie lwy dostajemy się w wir nie do opisania. Klaksony, nawoływania, śmiechy, śpiewy. Taksówki, riksze rowerowe , riksze poruszające się siła mięśni człowieka , motocykle, rowery. Przekupnie oferujący makatki, haftowane pantofle , kimona, chusty, wachlarze, zabawki, rzeźbione w drzewie, wypalane w glinie, lane z mosiądzu lwy, tygrysy, małpy. Sprzedawcy przewodników, książek, koszulek .Zawrót głowy. Taksówka wracamy do domu. Jest późno , zmniejszyły się korki uliczne. Mijamy dzielnice handlowe z licznymi napisami w języku angielskim. Mijamy kolejne wyburzane dzielnice zarówno świadectwo zamierzchłych czasów jak i świadectwo przemian zachodzących w tym ogromnym kraju . Mijamy kolejne wiadukty i obwodnice, makiety ustawione wzdłuż drogi z projektami budowli, które staną tu wkrótce.
Pekin i niemal całe Chiny zmieniają się z dnia na dzień.
PS. Dwie moje poprzednie opowieści o pobycie w Chinach znajdziecie Państwo w dziale " Listy";
("Listy zza oceanu").












