(kartki z dziennika podróży do Chin. Czerwiec, 2002)
Prognozy pogody są zatrważające. W Pekinie deszcze i burze. Południowe i zachodnie Chiny nawiedziły niespotykane od lat powodzie. Wylała Huang Ho i Yang Tse Kiang. Straty są ogromne. Setki tysięcy hektarów uprawnych pól zostały zalane, z gór spłynęły tony błota unosząc z sobą domy. Niepoliczalne ilości bezdomnych. Ofiary ludzkie są duże. Grozi zaraza. Co godzinę słyszymy coraz bardziej alarmujące komunikaty telewizyjne. Za kilka dni mamy lecieć do Xian , miasta, które jest centrum pomocy dla powodzian w zagrożonym rejonie. Nie ma mowy o zmianie terminu ani o rezygnacji z podróży. Bowiem Xian , a tam "podziemna armia cesarza Qin" były od "zawsze" przedmiotem naszych "chińskich marzeń". Bilety na samolot do Xian i zaplanowaną wycieczkę do Guilin "przyszły do nas", do naszego pokoju hotelowego. Profesor Liu , opiekun nie tylko z racji zajmowanego na uniwersytecie stanowiska, ale chyba i z potrzeby serca, pomógł w zorganizowaniu naszej podróży. Wszystko odbyło się sprawnie, wygodnie, szybko. Bilety przyniósł do naszego mieszkania pracownik biura turystycznego, który stawił się punktualnie, co do minuty. Uprzejmy, biegle władający angielskim wręczył bilety lotnicze do Xian i Guilin, rezerwacje hotelu i program pobytu w Guilin. *** Lotnisko krajowe w Pekinie nowoczesne, eleganckie i przestronne. Wśród podróżnych, niewielu Chińczyków. Ceny biletów lotniczych zawrotne. Jeden z tych nielicznych Chińczyków, okazał się obywatelem USA, mieszkańcem Wisconsin, który przyjechał by się leczyć i odwiedzić rodzinę. Zapowiadają lot do stolicy Tybetu Lahsy. "Może powinniśmy lecieć do Tybetu, zamiast do Xian, gdzie nie wiadomo co nas spotka" zastanawiam się głośno. To naturalnie takie "babskie gdybanie" A w telewizorze znów pokazują wezbrane rzeki i zatopione w błocie domy. Zapowiadają nasz lot. Czyściutki samolot , sprawna obsługa, ładne dziewczyny w eleganckich regionalnych strojach. Kiedy wysiadamy w Xian okazuje się , że jest sucho i nawet śladu powodzi! Co za ulga. Na lotnisku oczekuje na nas pracownik z działu "kontaktow międzynarodowych" uniwersytetu w Xian. Rektor uniwersytetu w Xian jest absolwentem Uniwersytetu w Michigan, gdzie od lat pracuje mój mąż. Mały świat! Wieczorem podczas kolacji dowiemy się, że jeden z profesorów z Xian zna biegle polski, bo kończył studia na Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie. Krakowska uczelnia jest w Xian dobrze znana. Kilku studentów chińskich tam studiowało. Globalna wioska???
* * *
Xian , obecna stolica prowincji Shaanxi , była stolicą cesarstwa w okresie panowania jedenastu dynastii chińskich. Jedna z wiosek, będąca kolebką obecnego Xian powstała 5000 lat przed Chrystusem. Turystyczną atrakcją miasta jest niewątpliwie "Pagoda Wielkiej Dzikiej Gęsi" . Xuan Zang, buddyjski mnich przez 18 lat studiował w Indiach buddyzm . Do Chin powrócił w 652 roku z ogromną ilością manuskryptów , w których zapisano buddyjskie nauki, a które Xuan Zang zamierzał przetłumaczyć na język chiński. Zamysł budowy Pagody Wielkiej Dzikiej Gęsi wiązał się z koniecznością bezpiecznego przechowywania cennych manuskryptów. Słucham tej opowieści, patrzę na zwiedzających, głownie chińskich turystów, odpoczywam po wspinaczce po stromych stopniach Pagody. Za chwilę rozlegnie się miarowy, głuchy dźwięk bębna. Znak, iż kończy się dzień. Słońce zniża się ku zachodowi. * * * Z okna naszego pokoju w hotelu "Orient" mamy widok na aleje wysadzane drzewami i rozległy dziedziniec z góry przypominający szachownicę- na każdym polu stoi człowiek. Kobiety i mężczyźni. Ludzie poruszają się rytmicznie. Ćwiczą Tai Czi. To często spotykany w chińskich miastach widok. Zaczynamy kolejny dzień naszej orientalnej przygody. Zmierzamy do najważniejszego celu naszej podróży, do miejsca, gdzie czuwa armia cesarza Qin Shi. Gliniana armia cesarza, który zjednoczył Chiny . Mijamy ubogie osiedla. Kominy węglowych elektrowni już nie dymią. Pozamykano je w ostatnich latach, w ten sposób eliminując choć trochę zanieczyszczenia. Ale mimo to wielka brunatna chmura ciągle unosi się nad Chinami. Teren coraz ładniejszy, coraz bardziej zielony. Od czasu do czasu widać wielkie kopce z usypanej ziemi porosłe trawą. Takie same wzniesienia widzieliśmy w drodze z lotniska. To grobowce cesarskie, jeszcze do dziś nie odkryte. Chińczycy wierzą, że badania grobowców ich cesarzy mogą przynieść nieszczęście i ściągnąć przekleństwo. Nie należy budzić demonów. I dlatego, ta ziemia ciągle jeszcze kryje wiele niezgłębionych tajemnic.
* * *
Najczęściej znaczących wynalazków i odkryć dokonuje się przez przypadek. Tak było w Indiach, kiedy polujący na tygrysa brytyjski oficer zapędził się w jakiś odległy teren, spadł z konia , zauważył wystający z warstw ziemi fragment bogato rzeźbionego kawałka kamienia. Tak odkryto słynne świątyń Ajanty czyt. (Adżanty) i Ellory . Bawiący się francuscy chłopcy znaleźli ukryte wejście do jaskini Wkrótce świat dowiedział się o malowidłach w grotach Lascaux . Także niezwykła "armia" złożona z tysięcy glinianych żołnierzy naturalnej wielkości, została odkryta przez zrządzenie losu. Był rok 1974 . Wieśniacy ze wsi Xiyang Yang Peiyan, Yang Zhifa i Yang Wenxue zaczęli kopać studnię w sadzie. Po pewnym czasie natrafili na opór . Wydobyli jakiś garnek ceramiczny, potem glinianą głowę, ręce i nogi, jakieś kafle. To zdarzenie w dużej mierze zadecydowało o losach tego regionu. Dziś jest to poza murem chińskim i kanionem rzeki Yangtse jedną z najbardziej renomowanych w świecie turystycznych atrakcji w Chinach .. Armia cesarza Qin , który dokonał zjednoczenia prowincji Chin , przywrócił na czas jakiś pokój wśród wiecznie skłóconych i żelazną ręką władał poddanymi, do dziś przypomina o jego istnieniu. * * * Cesarz Qin Shi Huang, wstąpiwszy na tron cesarski był zaledwie trzynastolatkiem. Urodzony w 259 roku przed Chrystusem miał bogatą i mocno powikłaną przeszłość. Obejmuje faktyczną władzę w wieku 22 lat. Usuwa swych regentów , jednego z nich mordując a matkę umieszcza w areszcie domowym. Był potężnym , brutalnym władcą, ale umocnił Chiny. Zorganizował administrację centralną, zbudował liczne systemy irygacyjne, które działają do dziś. Dokonał ujednolicenia systemu miar i wag, systemu języka pisanego, i systemu monetarnego. Rozpoczął budowę Wielkiego Muru. Zmarł w 210 p.n.e. Wielu uważa go za jednego z największych cesarzy w historii cesarstwa chińskiego. Kiedy umierał jego grobowiec był gotowy. Prace trwały wiele lat . Zatrudniono przy jego siedemset tysięcy niewolników. Niedaleko grobowca umieszczono" wierną", glinianą armię, która miała strzec cesarza i skarbów wraz z nim pochowanych.
* * *
Wykopalisko przykryto dachami i otoczono ścianami . Wszystko mieści się w trzech rozległych pawilonach. Wchodzimy do jednego z nich. Kamiennie nieruchomi stoją w zwartych szeregach żołnierze cesarskiej gwardii. Liczba jest imponująca. Łącznie odkopano już osiem tysięcy. Wojownicy są naturalnego wzrostu, mają około 1,80 a najwyższy z nich dwa metry. Nie ma dwu podobnych do siebie żołnierzy. Każda twarz jest inna. Okrągła, podłużna, surowa, smutna, uśmiechnięta, szlachetna , brutalna. Są tak prawdziwi, że wydaje się, że oddychają. Ludzi podobnych do tych rzeźb z terakoty widziałam przed chwilą w tłumie sprzedawców, na ulicach miast, wśród zwiedzających. Trudno oderwać od tych postaci wzrok. A konie? Też „jak żywe". * * * Długo chodzimy po pozostałych pawilonach. Duża grupa "Żołnierzy"jeszcze nie odrestaurowanych. Leża pozbawieni nóg i rąk a muzealnicy cierpliwie próbują odnaleźć w stosie skorup właściwe kończyny . Oglądamy zdjęcia sadu, gdzie po raz pierwszy pojawił się znak wielkiego odkrycia. Prace wykopaliskowe trwają nadal. Co znów odkryje ziemia , która przez dwa tysiąclecia tak skrupulatnie chroniła swych tajemnic?
* * *
Wracamy do Xian. Ale jeszcze zanim tam dojedziemy wstępujemy na obiad. Restauracja raczej skromna. Ale jest słynna. Serwują tu zupę, według przepisu cesarzowej Sisi. Był czas kiedy uciekła do Xian z Pekinu z "Zakazanego miasta"podczas kolejnej wojny. Restauracja specjalizuje się jednak głownie w ...pierogach. Po chińsku nazywają się " dżao-dzy". Kształtem przypominają nasze polskie pierogi. Ale nadzienia mają odmienne . Na nasz stół wjechało siedemnaście różnych rodzajów "pierogów".
* * *
Nęka mnie pytanie jakie są "korzenie" tej potrawy. Czy to Marko Polo przywiózł przepis na "rawioli" do Chin ? Czy może Dzingis Chan najeżdżając ziemie wschodniej Europy poznał ich smak? Może jakaś polska , czy inna słowiańska gospodyni chcąc pozyskać jego łaskę, obdarowała tym przysmakiem? Świadoma tego iż nawet do największego wojownika i barbarzyńcy można trafić do serca przez żołądek ? Dała przepis na pierogi? A potem Chan ten przepis rozpropagował w Chinach? A później Marco Polo przemycił recepturę do Włoch? Niestety, nie rozwiązaliśmy tego problemu . Do dziś sprawa zostaje otwarta. c.d.n.
PS Poprzednie trzy odcinki wspomnień z Chin znaleźć można w zakładce Listy( Listy zza oceanu)












