Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Chińskie impresje (5) Perły w krainie ułudy

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

Plusk wioseł. Wokół górska zieleń błyska.
widać jak niebo z potokiem się łączy.
Nad kanionem chmur gonitwa nigdy się nie kończy.
(Liu Zongyuan)




DSCN3266Mimo iż podobało się nam w Xian, odjeżdżaliśmy z miasta bez żalu, ale z dużym bagażem wrażeń. Wieźliśmy też ze sobą dwie małe figurki żołnierzy z terrakoty. Łucznika i generała. Po powrocie do domu, do Michigan będą nam przypominać wielotysięczną, podziemną armię cesarza Quin, sprzedawcę pamiątek, młodego człowieka, nieźle władającego językiem angielskim i pozbawionego typowej dla handlarzy pamiątkami nachalności.
Odjeżdżaliśmy bez żalu bo czekał nas kolejny równie atrakcyjny odcinek podróży.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pagoda w Guilin

 

 

 

 

 

 

 

 

Lecimy do Guilin, miasta w prowincji Guangxi Zhuang w zachodniej części południowych Chin. W drodze z hotelu Orient na lotnisko ponownie mijamy liczne grobowce, pokryte ziemią kopce, które przez tysiąclecia zazdrośnie chronią tajemnic cesarzy i ich dworów. Rozmowa z odprowadzającym nas na lotnisko panem Chiang , pracownikiem uniwersytetu nie kleiła się tym razem. Mieliśmy świadomość, iż najpewniej nigdy do tego miejsca już nie wrócimy. Zegnaliśmy, więc ten brunatno - zielony pejzaż pamiętając o tym, że to, czego nauczyliśmy się tu i zobaczyli zawdzięczamy nie tylko naszym studiom i lekturom, ale może przede wszystkim ludziom, o których, jeszcze trzy dni wcześniej, nie mieliśmy pojęcia, że istnieją.
I to między innymi jest jedną z atrakcji podróżowania.
Odwiedzamy miejsca, o których słyszeliśmy, czytaliśmy, oglądaliśmy zdjęcia czy filmy dokumentalne, ale zawsze jeszcze zostaje coś, czego nie sposób poznać na odległość. Nie ma zapachów, specyficznego klimatu; nic nie potrafi zastąpić bezpośredniego kontaktu z przyrodą, dziełem sztuki, architekturą. Tak tez jest z ludźmi; osobiste spotkanie nawet bardzo krótkie pozwala na ich poznanie bardziej niż przeczytanie wielu książek o psychologii, zachowaniu, reakcjach. Wyjeżdżamy z Xian wdzięczni za okazaną gościnność, gotowość pokazania wszystkiego co można w tak krótkim czasie.
Jest 20 czerwca, dzień moich urodzin. Jeszcze nigdy nie spędzałam ich w tak "egzotycznych" krainach. Lot był wygodny i spokojny a kiedy samolot zaczął się zbliżać ku ziemi zobaczyliśmy urodę tego miejsca w całej jej pełni. Przez moment można było odnieść wrażenie, że nagle znaleźliśmy się w jakiejś krainie ułudy. Pod nami, jak okiem sięgnąć pojawiły się zielone stożki gór. Takie same, jakie oglądamy na chińskich malowidłach. Do tej pory wydawało mi się, że są tylko produktem fantazji artysty. Ale one istnieją. Wrastają z ziemi, pną się w górę, pokryte soczystą zielonością. Pomiędzy nimi rozpościerają się zielone doliny i nieduże błękitne, lśniące lustra połyskującej w słońcu wody.
Lądujemy. Zapowiada się kolejny piękny dzień. Na lotnisku czeka na nas przewodnik z biura agencji turystycznej Michael. Jego chińskie imię to Huang Chan.
Razem z przewodnikiem jest Li Jan, młoda kobieta, kierowca samochodu, która będzie nam też towarzyszyć przez trzy dni naszego pobytu w tym rejonie. W przeciwieństwa do Michaela, jest milcząca i rzadko się uśmiecha.
Michael opowiada o mieście i prowincji Guangxi. Pełna nazwa to Autonomiczny Region Guangxi Zhuang. Stolicą regionu jest Nanning ( co oznacza miasto Południowego Pokoju). Dowiadujemy się, że ten Autonomiczny Region zaludniony jest przez liczne grupy etniczne ale rządy sprawują przedstawiciele mniejszości z grupy Zhuang. Większość w Chinach stanowią przedstawiciele grupy Han, ale w tym regionie, nie mogą oni sprawować żadnych urzędów.
"Ten rejon", mówi Michael " charakteryzuje się niezwykłością krajobrazu. Te formacje geologiczne, zwane "Karst", niezmiernie rzadko występujące na świecie. Tym samym stanowią wielką atrakcję turystyczną.
Cały region otoczony jest górami wapiennymi, które na skutek erozji przybrały niezwykłe kształty. Padające deszcze wyżłobiły liczne jaskinie i potworzyły podziemne jeziora i strumienie.
Najbardziej atrakcyjnymi turystycznie miejscami są z pewnością miasto Guilin, wieś Yangshuo, rzeka Li (Li-jiang), Zachodnie Wzgórze, niezwykłe jaskinie.
"Guilin jest najpiękniejszym miejscem na świecie" mówi Michael cytując znane powiedzenie " a Yangshuo jest najpiękniejszym zakątkiem w rejonie Guilin".
To wszystko jest przed nami.
***
DSCN3263Wycieczka. Naszym celem jest "zdobycie" góry Diecai. Jest upalnie. Wilgotno. Trudno oddychać. Ale wspinamy się uparcie, bo za każdym podejściem otwiera się przed nami nowy widok. Wokół bzyczą komary. Próbujemy je odpędzać, ale z nikłym efektem. I wreszcie docieramy do wierzchołka Diecai. Widok, jaki się przed nami otwiera rekompensuje nasz wysiłek. Nad doliną rzeki wijącej się zakolami unosi się ledwo dostrzegalny, cieniutki welon mgły. Otula delikatnie czerwone dachy pagody widocznej po przeciwnej stronie rzeki, by za chwilę wraz z lekkim podmuchem wiatru odpłynąć i zawisnąć na wierzchołku zielonego drzewa. Przy powrocie Michael radzi by wstąpić do apteki. Kupujemy eukaliptusowy olejek. Jedno pociągnięcie tym cudotwórczym eliksirem powoduje, że znikają nie tylko bąble po ukąszeniu przez komary, ale o dziwo mija także zmęczenie.
To dobrze, bo przed nami jeszcze wiele atrakcji.
Kolej na zwiedzanie jaskini "Czerwonej Trzciny" (Ludi yan) . Jej nazwa pochodzi od trzciny, która porasta teren wokół jaskini. Trzcina słynie z tego, iż wyrabia się z niej smyczki. Podobno najlepsze na świecie. Jaskinia jest rozległa, tajemnicza i fascynująca. Na przestrzeni blisko jednego kilometra wije się zakolami. Schodzimy w dół I wspinamy się w górę. Stalaktyty i stalagmity tworzą fascynującą kolumnadę. Podziemne jeziorka odbijają sylwetki tych skalnych tworów, sprawiając wrażenie, iż widzimy teatralną scenografię przypominającą panoramę miasta.
Po wyjściu z jaskini idziemy do samochodu wzdłuż rzeki, na której tuż przy brzegu kołysze się rybacka łódź. Na łodzi stary rybak i dwa kormorany z opaskami na szyi. Połów odbywa się metodą znana od tysiącleci; kormorany wyłapują ryby. Nie mogą ich jednak połknąć, bo "obroża" im przeszkadza.
***
DSCN3261W drodze powrotnej wstępujemy do sklepu słynnego z wyrobów jubilerskich. Perły są główną atrakcją handlową. Zwyczajem wszystkich przewodników na świecie, Michael zawozi nas tu pod pretekstem, iż jest to dodatkowa atrakcja turystyczna. Kiedyś przewodnik dostawał prowizję, teraz już podobno nie.
Sklep rzeczywiście jest atrakcyjny. Perły naturalne, wyłowione z morza i tzw. "słodkowodne", hodowlane. Białe, różowe, czarne. Idealnie okrągłe i podłużne. Oprawne w złoto, platynę, w srebro. Wisiorki, naszyjniki, bransoletki, kolczyki. Spinki męskie do mankietów i krawatów.
Na zakończenie dnia czekają nas jeszcze występy zespołów regionalnych. Piękne stroje, ładne dziewczęta, interesująca muzyka i ciekawe układy taneczne. Nie brakuje też pokazu akrobacji, nieodzownego niemal elementu w estradowej sztuce chińskiej. Wykonawcą jest kilkuletni chłopczyk. Jest tak giętki, iż wydaje się, że jest pozbawiony kośćca. Niesamowita umiejętność. I oczywiście on dostaje największe brawa.
***
DSCN3264Kolejny dzień spędzamy poza Guilin. Jedziemy do portu rzecznego skąd statkiem popłyniemy rzeką Li.
"Lijiang" ma z pewnością też swój udział w kreowaniu tego niezwykłego krajobrazu. Jej wody żłobiły wapienne góry, podobnie jak formowały je deszcz, wiatr i piasek.
Fan Chengda pisarz i malarz chiński z czasów dynastii Song pisał "Mieszkam w okolicach Guilin , maluję, a potem wysyłam swe obrazy do przyjaciół . Ale niemal nikt z nich nie chce wierzyć, że takie pejzaże istnieją w rzeczywistości".
My płyniemy statkiem mijając przedziwne skalne "rzeźby" o rozmaitych kształtach. Tworzą one krajobraz jak ze snu. Gdzieniegdzie pojawia się mała biała chmurka, która zawisa na wierzchołku góry, gdzieś daleko pod błękitnym niebem czasem przepłynie przeźroczysty obłoczek mgły. Podziwiając ten widok, mam ciągle świadomość, iż trudno mi uwierzyć w jego realność. Na rzece widzę kilka rybackich łodzi. Na łąkach pasące się bawoły i kozy. Też stanowią "element dekoracyjny". Trudno oprzeć się wrażeniu " przecież ja to już widziałam".
Tak, oczywiście, na obrazach!
Na brzegu rzeki widać małe ubogie domki. Ich mieszkańcy są stale zagrożeni. Dewastujące wszystko powodzie są tu częste. Właśnie przeszła jedna z nich. Rejsy po Li-jiang zostały zawieszone. Ale my przyjechaliśmy już po powodzi.
Na statku ożywienie. W kieliszku podają krew węża. Są amatorzy tego specyfiku. Cudowny środek na potencję i na wszystkie inne dolegliwości. Sprzedawcy obnoszą zakorkowane butelki z jakąś dziwna zawartością. Ale okaże się, że nie ma w tym nic takiego "dziwnego". To węże zakonserwowane w alkoholu. Znakomity środek na wszelkie choroby. Są na nie amatorzy. Podobno była to szczególna okazja; ceny nie były wysokie.
Siedzimy przy stole z jakąś niemiecką rodziną z okolic Frankfurtu. Podczas rozmowy okazuje się, że znamy te same miejsca w Europie, a ich podróże do Azji wiodły często tymi samymi szlakami jak nasze. No cóż, świat jest coraz mniejszy. Uświadamiamy to sobie szczególnie mocno, kiedy wyjeżdżamy z własnego domu.
Kilkugodzinny rejs po rzece dobiega końca. Dobijamy do brzegu. Yangshuo. Przy wyjściu tłum sprzedawców pamiątek i właścicieli motorowych rikszy.
Yangshuo jest popularnym miejscem turystycznym. Główna ulica pełna europejsko-amerykańskich restauracji. Siedzą tam w przeważającej większości turyści z "Zachodu". Wydaje się, że przeważają Amerykanie. Po ulicy przechadza się stary człowiek z nosidłem, na którym siedzą dwa kormorany. Można się z nim sfotografować. W holu eleganckiego hotelu "Paradise" wiszą zdjęcia osób, które tu mieszkały w hotelu bądź tylko odwiedziły Yangshuo. Na zdjęciach prezydenci Stanów Zjednoczonych z żonami; Kennedy, Nixon, który był pierwszym po wojnie, "otworzył" ścieżkę dla współpracy z komunistycznymi Chinami, Kennedy, Carter, George Bush ( ojciec), wieloletni ambasador w Chinach, Reagan, Clinton.
Michael zachęca nas do odwiedzenia sąsiedniej wioski. Bez wahania godzimy się na półgodzinną wyprawę motorowa rikszą po wertepach Yangshuo. Oboje z mężem ledwo mieścimy się na wąziutkiej drewnianej ławeczce w wózku przyczepionym do motocykla. Ale ani na moment nie żałujemy tej wyprawy. Mijamy zielone poletka ryżowe, wieśniaków popędzających bawoły, nędznie ubrane stare kobiety idące wzdłuż drogi. Mijają nas od czasu do czasu dobrze urocze nastolatki jadące rowerami. Dziewczynki noszą białe bluzeczki i granatowe spódniczki; są zadziwiająco eleganckie jak na warunki, w których żyją. Podczas postoju podchodzi do nas kobieta oferując wachlarze z sandałowego drzewa. Misternie zdobione są prawdziwym dziełem sztuki rzemieślniczej. Zaprasza nas do siebie do domu; taka wizyta w domu to także część programu turystycznego. Jej dom należy do bogatszych w okolicy. Nas uderza swym ubóstwem. Pozbawiony jest niemal sprzętów. Na ubitej glinianej podłodze stoją dwa taborety. Na pięterku portret zmarłych rodziców. W każdym buddyjskim domu jest taki ołtarz postawiony zmarłym przodkom. Oni czuwają nad domem I jego mieszkańcami.
Kiedy wychodzimy zaintrygowana naszą obecnością sąsiadka zagląda przez otwarte drzwi swego domu. Zaprasza nas gestem do siebie. Ale już nie mamy czasu. Dostrzegam tylko iż na ścianie w jej pokoju wisi ogromny portret Mao . Duży kolorowy telewizor jest włączony.
Czas wracać do Guilin. Po drodze wstępujemy jeszcze na plantację herbaty, gdzie dowiemy się o jej uprawie wszystkiego, co tylko możliwe a także o jej właściwościach leczniczych. Będziemy uczestniczyć w chińskiej ceremonii parzenia herbaty, w sklepie będziemy musieli podjąć decyzje, którą z dziesiątków gatunków herbaty chcemy kupić by zabrać ze sobą.
W Guilin odwiedzimy jeszcze kilka ciekawych miejsc o pięknych romantycznych nazwach. W galerii sztuki należącej do Akademii Sztuk Pięknych kupimy zwój-obraz, który będzie nam przypominał ten niezwykły pobyt w krainie, o zielonych górach o kształtach lwów, wielbłądów i słoni.
Będzie nam przypominał o krainie, gdzie na ścianach gór przed tysiącleciami poeci ryli dłutem swe wiersze, gdzie w jaskiniach artyści na skale uwieczniali rysunki, w których zawierali swój protest przeciwko okrutnym władcom. Będzie nam przypominał, iż to właśnie tu w tym regionie zaczęła się historia Wielkich Chin.
I ten obraz będzie nam uświadamiał, iż to, co widzieliśmy, jednak nie było ułudą.

Linki Do Chińskich impresji:  http://kronikarz.org.pl/listy/listy-zza-oceanu/2065-chiskie-impresje-

http://kronikarz.org.pl/listy/listy-zza-oceanu/2103-za-murami-qzakazanego-miastaq

http://kronikarz.org.pl/listy/listy-zza-oceanu/2158-chiskie-impresje3-letni-paac-cesarzowej-sisi

http://kronikarz.org.pl/listy/listy-zza-oceanu/2173-chiskie-impresje4-o-armii-cesarza-i-dao-dzy-czyli-o-pierogach

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Felietony R. L. Pelc - Listy zza oceanu Chińskie impresje (5) Perły w krainie ułudy