Miniatura Łukasza Szczygielskiego
Wszyscy są tacy sami. Dostrzegam tylko małe różnice. Skąd takie twierdzenie? Wszyscy reagują tak samo na mnie, a właściwie na mój widok. Przechodzą, gapią się – wcale się nie dziwię – o to mi właśnie chodziło. Zawsze chciałam się wyróżniać, nie tylko wyglądem co prawda, ale... Ich reakcje – nie wiem jak można być tak prostolinijnym. Lubię tylko nielicznych, tych którzy wykazują się choć krztyną kreatywności lub nawet dowcipu w stosunku do mnie. Dla mnie wszyscy wyglądają tak samo – to ja mam się wyróżniać. Oni idą po prostu przed siebie. Przechodząc obok mnie – ale jeszcze nie po mnie - wlepiają swoje oczy. Najczęściej gości wtedy na ich twarzach uśmiech. Uśmieszek. W większości jest szyderczy. Tylko dzieci – tak dzieci, one są cudowne. Może dlatego, że są naiwne? Jeżeli miałaby istnieć idealna nacja – należałyby do niej wyłącznie dzieci. Szczerość i otwartość to ich najlepsze cechy. Stoję w tym miejscu już co najmniej od pięciu godzin. Nie zarejestrowałam niczego co mogłoby mnie zdziwić. Psychologia tłumu? Zaściankowość? Czy może po prostu brak zwykłego - może odpowiedniejszym słowem byłoby określenie: „niezwykłego" - polotu. Górnolotności jakowejś...
Czego właściwie oni tutaj szukają? Gdyby ten chodnik ścierał się po przejściu jednej osoby o 1 mm – musieliby robić renowację deptaka chyba codziennie. Ścieżka, którą podążają, znana jest nieomal każdemu. Niektórzy przemierzają ją co rok, weekend; ba! Nawet co dzień. Są tacy, którzy są w stanie przejechać cały kraj, aby tędy przejść – choć raz. A ja stoję tu – teraz i czekam na nich wszystkich aż... przejdą. Byle nie po mnie – myślę i dumam. Czasami gdy mocno mi się nudzi, próbuję znaleźć kontakt wzrokowy z nimi. Szukam jakiegoś błysku, krztyny zrozumienia, serdeczności, wrażliwości jakowejś... Przeważnie jednak nie oczekuję zbyt wiele. Wiem, że nie będę tu stała całe życie – co najwyżej cały dzień. Kolejny być może też. Być może, że kolejny tydzień... ech!
Wydaje mi się, że mogę być ładna. Oni tego nie widzą, a może raczej nie wiedzą. Patrzą na to co chcę im pokazać. To co oni chcą zobaczyć... Ciekawe, że mimo to i tak są zdziwieni. Pewnie stąd te głupie żarty. Nie zdarzyło mi się nigdy, żeby ktoś mnie później poznał – gdziekolwiek poza tym miejscem. W stanie w jakim się teraz znajduję. Po prostu... stoję i czekam. Uśmiecham się mimo to. Zawodowo?... Do nich? Do siebie? Po prostu... Staram się nie wykonywać żadnych ruchów – to moje podstawowe zadanie – wzbudzać zainteresowanie tym jak wyglądam i po prostu zapadać w letarg swej kobiecości. Ruszam się czasami, gdy usłyszę to co chcę od nich usłyszeć. Rzadko dostaję to na co czekam. Wszyscy widzą, że tu jestem – czasami mijają mnie parę razy – stoję. Mogą się nie domyślać, że czekam.
Gdy uznaję, że pora z tym skończyć lub jestem zadowolona z wyników mojej pracy – zmywam makijaż z manekinu mej twarzy. Przebieram się - w tajemnicy przed nimi - zbieram drobne i wracam do domu. Nie lubię „Monciaka" nocą. Jutro też jest dzień. Jutro też będę czekać...
Łukasz Szczygielski












