Miniatura Łukasza Szczygielskiego
Zastanawialiście się kiedyś skąd wziął się u człowieka nawyk dłubania w nosie? Bakcyl dłubania rozprzestrzenił się na całą kulę ziemską - dłubią wszyscy: Polacy, Maorysi, Indianie, Pigmeje, święci i przeklęci.
Najczęściej używa się palca wskazującego, dlatego niektórzy nazywają go „palcem grzebalcem”. Można oczywiście wspomóc się innymi, gdy ten jest już oblepiony porządną babą. I tak do akcji wkraczają palec środkowy czyli tzw. „faker”(jak wiadomo jest przeciwstawieństwem do znaku pokoju), serdeczny, mały, a czasem – ale to tylko dla wprawionych ludzi obdarzonych elastycznymi nozdrzami i wąską przegrodą nosową – przydatny jest również kciuk! Nieprawidłowa technika, lub zwykła nieuwaga, czy pośpiech może doprowadzić do podrażnienia błony i naskórka wewnątrz nosa, co z kolei prowadzi do krwawienia. No cóż zdarza się prawdaPrawdopodobnie wielu ludzi uniknęło w ten sposób wylewu krwi do mózgu…
Najlepsza pora na dłubanie – początek dnia! Nie ma to jak po przebudzeniu usiąść na łóżku, spojrzeć w okno i wprowadzić palucha do komory nosowej. Wiadomo, że aby swobodnie oddychać trzeba oczyścić nozdrza z ciał obcych, udrożnić drogi oddechowe wpuszczając kreta w postaci palca. Dobrze jest zrobić to również na noc, zapobiega to chrapaniu i pozwala na czyste, głębokie oddychanie nosem podczas snu. Uroczo dłubie się przy czytaniu książki, przeglądaniu newsów w necie, czy oglądaniu fotek swojej byłej lub obecnej dziewczyny na naszej-klasie. Wtedy mamy iluzję, że dłubiemy przy niej – bezcenne…
Istnieją różne nazwy wydzieliny wydobywanej z czeluści nosowej. I tak z nosa można wydobyć: kozę, szablę, babę, funia, farfocla, kulkę etc. Ciekawą odmianą wydzieliny jest tzw. „szara baba imprezowa”. To właśnie z nią mamy do czynienia budząc się po imprezie, kiedy cały nos jest jakby z kamienia, a wnętrze zalega coś dziwnego. Dobry lekarz tzw. pierwszego kontaktu powinien znać ten przypadek i bez problemu ustalić diagnozę.
Prawdziwi dłubacze powinni mieć jedną zasadę. Nigdy nie zjadać swoich zdobyczy!!! Nie bez przyczyny ktoś, komu przeszkadza dłubanie mówi do nas: „Czego tam szukasz? Złota?” Wiadomo? Skoro węgiel przemienia się w diament, to co może stać się ze zwykłą babą z nosa? Chciałbym jeszcze zamieścić piękny tekst, jakim można obdarzyć wybrankę swojego brudnego serca: „Dla ciebie wszystko: gwiazdkę z nieba, kulkę z nosa…” No bo kto powierzyłby swoją integralną część ciała drugiej osobie? A baba na pewno jest czymś cennym dla naszego organizmu i ducha. Dłubanie przynosi ukojenie, głaszcze skołatane nerwy, tuli do snu, to tak „jakby róża przez otwarte wpadła okno”.
Skąd jednak bierze się dłubanie w nosie? Czy jest to zdolność nabyta, czy wrodzona? Osobiście uważam, że i jedno i drugie. Dlaczego? Otóż wiadomo, że dzieci dłubią w nosie, oczywiście rodzice zwracają im uwagę i starają się temu zapobiec (słynne „nie dłub w nosie boś nie prosię”). Jednak dzieci musiały gdzieś to podpatrzeć. Gdzie? U rodziców! Rodzice od swoich rodziców itd., aż dochodzimy do pierwszego człowieka czyli Adama. Tak moi drodzy – ADAM MUSIAŁ DŁUBAĆ W NOSIE!!! Po przechadzce rajskim ogrodem siadał pod drzewem życia i oddawał się rozkoszy penetracji nosa. Ewa musiała być bardzo wyrozumiałą kobietą, lecz jak wiadomo – niecierpliwą. Potem nauczyli się tego Kain i Abel. Kain zabił Abla bo ten nie chciał obrać mu kabla, a później potoczyło się samo. Nie wiem skąd wzięło się następne pokolenie, ale podejrzewam in vitro. Wiem natomiast, że dłubanie w nosie przetrwało potop, upadek cesarstwa zachodnio rzymskiego, wszystkie wojny, rewolucje i pakt stabilizacyjny PiS, LPR i Samoobrony.












