DETEKTYW TEATRALNY nr 1
Przymierzam się do rozpoczęcia na łamach Kronikarza nowego cyklu: Detektyw teatralny.
Z tym, że prowadzenia „śledztwa” nie ograniczę tylko to teatru, ale przedłużę je na kino i telewizję.
Skąd w ogóle taki pomysł? Odpowiedź jest prosta, ze zwykłej ciekawości. Wiele razy zadawałem sobie pytania, co dzieje się z aktorami, którzy nagle zniknęli z dużego i małego ekranu. Choćby z Markiem Proboszem, z którym ostatnio przeprowadziłem wywiad. Ale takich aktorów jest naprawdę sporo. Czy wiesz może, drogi czytelniku "Detektywa teatralnego", co teraz porabia na przykład Jerzy Janeczek? Kto to?
Być może to nazwisko z niczym już ci się nie kojarzy, więc pozwól, że podpowiem, to nie kto inny jak Witia Pawlak z Samych swoich, Nie ma mocnych i Kochaj albo rzuć.
W swoim czasie byli to aktorzy z pierwszych stron gazet, mówiło się o nich w domu, w pracy, w knajpie, i gdzie tylko.
Aż nagle zniknęli, a ich miejsce zajął ktoś inny.
Dziś chciałbym przypomnieć, jednego z moich ulubionych aktorów z czasów, kiedy jako dziecko uczyłem się kina.
Zresztą miałem to szczęście, że w moim mieście (miasteczku) funkcjonował Zakładowy Dom Kultury z salą kinową na 264 widzów, a repertuar na jaki miałem możliwość chodzić, był najwyższych lotów.
Przede wszystkim było to kino zwane „polską szkołą filmową” a potem „kinem moralnego niepokoju”
Oczywiście było też kino rozrywkowe, przeważnie produkcji francuskiej.
To tyle tytułem wyjaśnienia.
Dziś chciałbym przybliżyć aktora, który w latach 60-70 był tak popularny jak dziś, powiedzmy Borys Szyc.
Aktor ten zagrał w około, uwaga, 100 filmach i 20 spektaklach teatru telewizji.
Trzeba uczciwie powiedzieć, że niewielu jest aktorów, którzy mogą pochwalić się tak bogatym dorobkiem artystycznym, i trzeba gwoli sprawiedliwości wyjaśnić, że w tamtych czasach nie było komercyjnych telewizji jak Polsat, czy TVN, które tonami produkują tak zwane sitcomy, czyli, (moim zdaniem) tło dla reklam proszków, podpasek i cudownych medykamentów.
Michał Szewczyk, bo o nim mowa, to aktor, o którym prawie zapomniano, a którego możliwości aktorskie są wręcz nieograniczone, i niestety niewykorzystane w tej mierze, w jakiej wykorzystane być powinny.
Michał Szewczyk emanował szczególnym ciepłem, nawet w roli Michała, kuzyna Petersena w legendarnym już filmie Samochodzik i Templariusze, ze Stanisławem Mikulskim w roli głównej. Uważam, że była to jedna z ostatnich znaczących ról tego znakomitego aktora.
Większość widzów pamięta Michała Szewczyka z wojennego tryptyku: Kierunek Berlin (1968) Ostatnie dni (1969) i Zwycięstwo (1974) ,w których zagrał szeregowca Michała Badziocha, u boku Wojciecha Siemiona i Krzysztofa Chamca.
Starsi widzowie pamiętają go zapewne z roli milicjanta Albina, współpracownika Sowy w serialu Kapitan Sowa na tropie. (1965) z Wiesławem Gołasem w tytułowej roli.
Ale Michał Szewczyk nie jest aktorem zapomnianym do końca. (tacy też są, ale o nich innym razem), pojawia się od czasu do czasu, i to nie tylko na małym ekranie, choćby w takich filmach jak: Na Wspólnej (2003-2011), czy Popiełuszko, wolność jest w nas (2009) w którym to obrazie zagrał samego Zbigniewa Herberta.
Osobiście żywię nadzieję, że ten 77-mio letni dziś aktor, jeszcze nas zaskoczy.
Albowiem Michał Szewczyk należy do tego gatunku aktorów, których porównuje się do wina.
Im starszy rocznik, tym lepszy.













