Polskim szlakiem
Pięknie prezentuje się w jesiennych kolorach. Kiedy opadną liście, będzie lepiej widoczna. Warownia została wzniesiona dla obrony kupców i ochrony szlaków handlowych, ale stała się siedzibą łotrzyków i bandytów. Kiedyś zbójeckie gniazdo otoczone złą sławą, teraz atrakcja turystyczna regionu – oto zamek Tropsztyn.
Zamek wznosi się na brzegu Dunajca, na stromym wzgórzu, które obecnie tworzy cypel jeziora Czchowskiego. Strzegł tzw. bramy sądeckiej, przez którą kiedyś wiodły dwa ważne szlaki handlowe z Polski na Węgry. Jeden szlak był wodny (towary spławiano Dunajcem), drugi – lądowy, prowadzący przez Słowację na południe.
Najstarszy dokument z nazwą Tropsztyn pochodzi z 1382 roku. Znana jest też tzw. zapiska tropska, która - choć dość późna - podaje fakt z roku 1231, iż warownia o nazwie Tropsztyn (z greckiego Tropie - zakręt i z niemieckiego Stein - kamień) była w posiadaniu Dobrosława z rodu Ośmiorogów-Gierałtów. Ród Ośmiorogów, do których należał klucz Tropie i inne naddunajeckie dobra, to pierwsi właściciele i budowniczowie zamku.
Początkowo budowla składała się z kamiennego ogrodzenia, w postaci muru obronnego z miejscowego piaskowca. Mur miał ok. 2 metrów grubości i 5,5 metra wysokości oraz posiadał strzelnice wzdłuż strażniczego ganku. Do bramy prowadził drewniany pomost na słupach i zwodzony most. Wewnątrz warowni - drewniane zabudowania.
Pod koniec XIV wieku Tropsztyn przechodzi w ręce niejakiego Chebdy herbu Starykoń w charakterze posagu. Przebudował on zamek tak, że mimo iż niewielki, stał się bardzo warowny, trudno dostępny, zaopatrzony fosami, mostem zwodzonym i wielką czworoboczną basztą. Po podniesieniu mostu dostać się do środka było prawie niemożliwością. Od tej pory zamek zaczął cieszyć się złą sławą. Stał się prywatną warownią, której włodarze samowolnie przejmowali kontrolę nad szlakami handlowymi. W roku 1521 król Zygmunt Stary skonfiskował zamek za niestawienie się właściciela Tropsztyna na wojnę przeciw Krzyżakom. Jednak wkrótce warownia została przez Chebdów wykupiona. Ich własnością pozostała do roku 1535, kiedy to Prokop Chebda sprzedał niezamieszkany już zamek kasztelanowi sandomierskiemu i marszałkowi wielkiemu koronnemu Piotrowi Kmicie z Wiśnicza. W tym okresie dokonano dalszej rozbudowy zamku. Następnie warownia zaczyna często zmieniać właścicieli i zarządców, przez wiele lat stając się siedzibą rycerzy rozbójników, którzy urządzali pirackie napady na łodzie i tratwy przewożące towary Dunajcem. Zamek więc, miast strzec ważnych szlaków handlowych, stał się śmiertelnym zagrożeniem dla kupieckich karawan. Było to tak uciążliwe, że w 1574 roku zamek został zdobyty i doszczętnie zburzony przez dziedziców sąsiedniego Rożnowa, którzy - za zgodą starosty - położyli kres zbrodniczej działalności jego mieszkańców.
W 1624 roku lewobrzeżna część wsi Tropie (jezioro Czchowskie jeszcze nie istniało, miejscowość przedzielał płynący tędy Dunajec) wraz z zamkiem została przyłączona do wsi Wytrzyszczka. Opuszczona warownia szybko popadła w ruinę. Ale czarna legenda i zła sława towarzyszyły temu miejscu, zwłaszcza w legendach. Miejscowe podania mówią o zbójcach, napadanych kupcach i zrabowanym zatrutym winie, które zgubiło rzezimieszków.
W czasie I wojny światowej ruiny zamku wykorzystywane były przez wojsko austriackie jako okopy, co zdecydowanie nie polepszyło ich stanu, natomiast później stały się… rodzajem kamieniołomu, z którego wywożono materiał budowlany na okoliczne budowy.
W 1970 roku ruiny odkupił od skarbu państwa Andrzej Benesz, ówczesny wicemarszałek Sejmu i potomek Berzeviczych z Niedzicy. Twierdził on, że jest spadkobiercą inkaskiego skarbu, jakoby ukrytego w ruinach zamku. Tak więc do historii o rycerzach zbójnikach dochodzi jeszcze inkaska legenda o skarbie obłożonym klątwą. Kosztowności czekają w podziemnym tunelu, wykutym pod Dunajcem, łączącym zamek z sanktuarium w Tropiu po przeciwnej stronie jeziora. Kipu (inkaskie pismo węzełkowe) ma wskazywać trzy kryjówki, w których ukryto złoto Inków (niezbędne do odtworzenia państwowości inkaskiej). Tylko rada Inków może zezwolić na wykorzystanie kosztowności, uzurpatorzy - zginą. Mówi się, że nad inkaskim skarbem ciąży przekleństwo, a biorąc pod uwagę fakt, że kilka osób straciło życie w sposób nagły i niespodziewany, trudno się z tym nie zgodzić. Inna wersja wydarzeń mówi, że skarb ma być ukryty na zamku w Niedzicy.
Proces czterowiekowego umierania pięknego niegdyś zamku został w ostatnich latach przerwany. Obecnie zamek jest w rękach prywatnych i dzięki funduszom nowego właściciela został całkowicie zrekonstruowany. Ruiny zachowały się w ok. 20 procentach, lecz efekt odbudowy wzbudza zachwyt zwiedzających. Kto pamięta resztki warowni sprzed lat, nie poznałby zamku. Zamek jest udostępniany do zwiedzania tylko w okresie letnim. Wewnątrz można oglądnąć trasę podziemną wiodącą przez lochy zamkowe czy ekspozycję poświęconą kulturze Inków, ale nade wszystko liczą się malownicze widoki jednego z najpiękniej położonych zamków rycerskich w południowej Polsce.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Jaskulska
http://www.dziennik.krakow.pl/pl/po-godzinach/lektura-na-weekend/podroze/1065282-czarna-legenda-gniazda-rabusiow.html,0:pag:2,0:pag:3#nav0












