Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać…

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

 

Grobowiec Stanisława Dydo
Grobowiec Stanisława Dydo
Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na jednej z mogił znajduje się napis: „Śp. Stanisław Dydo, ur. 23 II 1922, zm. 27 XI 1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”. Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie jego ojciec Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam z żoną Emilią, która była także nauczycielką, aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców. Karol Dydo stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo wśród nauczycieli Ziemi Oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w KL Mauthausen.

 

Wdowa po nim Emilia Dydo otrzymała od władz niemieckich zawiadomienie, że może przyjechać do KL Mauthausen w celu zobaczenia ciała męża przed spaleniem w obozowym krematorium. Wybrała się w podróż do Austrii ze znajomym kolejarzem. Po przyjeździe do obozu esesmani pokazali jej w pomieszczeniu obok krematorium ciało męża owinięte prześcieradłem. U stóp zmarłego złożony był wieniec, a na jego twarzy widoczna była zakrzepła krew. Przedstawiciele władz obozowych złożyli Emilii Dydo kondolencje, informując ją obłudnie, że schorowanego męża mimo troskliwej opieki, jaką roztoczono nad nim w szpitalu, nie udało się utrzymać przy życiu. Równocześnie pogrążoną w bólu wdowę poinformowano, że za odpowiednią opłatą po dokonaniu kremacji, prochy Karola Dydo mogą zostać przesłane rodzinie, na co Emilia Dydo wyraziła zgodę.  Wkrótce z obozu w Mauthausen nadeszła urna z prochami i odbyły się uroczystości pogrzebowe na cmentarzu parafialnym  w Oświęcimiu z udziałem licznie zgromadzonych mieszkańców miasta oraz okolic. Pogrzeb przekształcił się w cichą manifestację przeciwko zbrodniczej działalności okupanta.

Po kilku miesiącach mieszkańcy Babic zostali wysiedleni w związku z powstaniem i rozbudową KL Auschwitz. Babice musiała także opuścić Emilia Dydo wraz z trzema córkami: Ireną, Marią i Zofią oraz synem Stanisławem. Przez pewien czas mieszkali w Oświęcimiu, gdzie Stanisław Dydo pracował w drogerii Romana Kwiatkowskiego jako laborant-fotograf.

W tym czasie został zaprzysiężony jako członek Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), kolportował prasę podziemną i gromadził broń. Wiosną 1941 r. Emilia Dydo wraz z dziećmi została z Oświęcimia przesiedlona do Rzeszowa, skąd pozwolono im udać się w rodzinne strony nieżyjącego już Karola Dydo do Ropczyc, gdzie Stanisław Dydo wznowił działalność konspiracyjną w ZWZ/AK na terenie powiatu dębickiego. Równocześnie ukończył konspiracyjną podchorążówkę, wcześniej zdając na tajnych kompletach maturę, której z powodu wojny nie zdążył złożyć w Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu.

Był dowódcą plutonu dywersyjnego Placówki Ropczyce w Obwodzie AK Dębica. Posługiwał się pseudonimem „Steinert”. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych na tamtejszym terenie, awansując do stopnia podporucznika.

W marcu 1945 r. wyjechał do Krakowa i został studentem Studium Wychowania Fizycznego UJ, gdzie od września tegoż roku rozpoczął działalność w konspiracyjnej organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Z Krakowa zmuszony był, podobnie jak inni jego koledzy i przełożeni  z Armii Krajowej, wyjechać do Wrocławia, aby tam schronić się przed represjami ze strony Urzędu Bezpieczeństwa (UB).

Mimo grożącego mu wciąż niebezpieczeństwa, włączył się tam w reorganizację i tworzenie Obszaru Zachodniego WiN. Jednocześnie był studentem Uniwersytetu Wrocławskiego na Wydziale Prawno-Administracyjnym i kierownikiem Sekcji Lekkoatletycznej Akademickiego Zrzeszenia Studentów (AZS).

Pod koniec 1947 r. aresztowano go, a następnie w procesie działaczy Zarządu Okręgu Wrocław WiN skazano na śmierć. W dniu 21 listopada 1948 r. w ostatnim liście do najbliższej rodziny pisał: „Dużo i często myślę o Was i nie tracę nadziei, że jeszcze do Was powrócę”.

Tydzień później Stanisław Dydo został zamordowany w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. Razem z nim zginęło trzech innych członków kierownictwa okręgu wrocławskiego WiN:  mjr Ludwik Marszałek ps. "Zbroja", Władysław Cisek ps. "Rom” i por. Jan Klamut ps. "Górski".

Trzy miesiące potem matka Stanisława Dydy napisała do wdowy po Władysławie Cisku: "Widziałam się ze spowiednikiem naszych Biedaków. Pocieszał mnie, że oni na pewno już w niebie, bo umierali jak święci, że śmierć mieli zaszczytną. Mój Staś nigdy nie płakał, ale po spowiedzi płakał i wołał: "Mamo, mamusiu, zostaniecie same!" A potem już spokojnie stanęli pod murem, nie pozwolili sobie oczu zawiązywać ani się nie odwrócili. Tak zginęli nasi Biedacy Najdrożsi".

Z kolei Zofia Petryka, siostra Stanisława Dydy, mieszkająca dzisiaj w Ropczycach, napisała po latach: „Proces trwał długo, gdyż sądzono kilkadziesiąt osób. W żadnej gazecie nie było wzmianki o przebiegu rozpraw. (…) W grupie, w której sądzony był mój brat, czterech otrzymało karę śmierci. Rozstrzelano ich 27 listopada 1948 r.”

Tragiczne losy Karola i Stanisława Dydów nie mogą być zapomniane. Powinny one być ostrzeżeniem przed ludobójstwem,  bezprawiem i okrucieństwem systemów totalitarnych.

Adam Cyra

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Kultura Historia Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać…