Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Historia mało znana : Urzędy i godności w dawnej Polsce

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Czytaj gazetę polską : www.gazetagazeta.com
Czytaj gazetę polską : www.gazetagazeta.com
Kiedy sięgamy do źródeł historycznych napotykamy słowa, których nie rozumiemy. Najczęściej są to nazwy godności czy urzędów. Znaczenie niektórych możemy wydedukować: wiadomo, że kanclerz zajmował się sprawami kancelaryjnymi, łowczy miał coś wspólnego z łowami, podstoli chyba nie siedział pod stołem, ale dbał o to co królowie i możni znajdowali na stołach w czasie posiłków czy uczt. Gorzej jest z rozszyfrowaniem takich nazw jak cześnik, horodniczy, żupca lub żupnik, wojski, ciwun i im podobne.

 

 

 


 

 

 

 

Niektóre godności wcale nie oznaczały tego na co wskazywałaby ich etymologia: taki na przykład oprawca nie rozprawiał się fizycznie z kimkolwiek, był urzędnikiem królewskim, który miał za zadanie wyłapywać i osądzać złodziei i rabusiów przydrożnych. Po stworzeniu Rzeczypospolitej Obojga Narodów przez małżeństwo Władysława Jagiełły z królową polską Jadwigą liczba urzędów w naszym kraju wzrosła, a po Unii Lubelskiej podwoiła się, bo oba "narody" były ciągle samodzielnymi administracyjnymi jednostkami. Dla określenia urzędów i godności litewskich użyto polskiego słownictwa z dodatkiem słowa "litewski". W Polsce, czyli w Koronie dodawano do tych nazw słowo "koronny". Ci, którzy obrazili się na historię z tego choćby prozaicznego powodu, że w młodości musieli "zakuwać" daty, a te nie bardzo chciały się trzymać głowy, mają takie same problemy jak ci, którzy lubią historię - wystarczy otworzyć "Pana Tadeusza" - wszystkie ważniejsze osobistości poematu piastują tam jakieś urzędy lub szczycą się jakimiś godnościami i nie wiemy co one dokładnie znaczą.

Jak wszystko co ludzkie, urzędy i godności podlegały prawom historii: powstawały, ginęły, były zastępowane innymi, zmieniały nazwę, były windowane w górę w obowiązującej w danym czasie hierachii ważności, lub spadały w dół. Na ten temat można znaleźć w literaturze historycznej dziesiątki opracowań. Nas tu interesują znaczenia słów bez względu na to z jakiej epoki pochodzą, no i to jak z grubsza funkcjonowały ważniejsze urzędy w państwie. Było tych urzędów i godności na przestrzeni dziejów Polski dużo, kilkaset. Podzielić je można na 9 kategorii. Wyliczę je począwszy od najważniejszych schodząc w dół po drabinie hierarchicznej. (Pozycja króla nigdy nie uważana była w dawnej Polsce za pozycję urzędniczą - on był "pomazańcem bożym", nie urzędnikiem). Oto one: urzędy senatorskie, centralne, ziemskie, dworskie, wojskowe, grodzkie, sądowe, miejskie, wiejskie. Nie wiem gdzie umieścić grupę dziesiątą, chyba trzeba ją doczepić do końca tej listy: były to urzędy fikcyjne - umieszczam je na końcu dlatego, że świat realny, choćby bardzo niepozorny, jest chyba ważniejszy od fikcyjnego, nawet najwspanialszego. Ta kategoria to tytuły urzędów, które dawno wygasły, a ich nazwą obdarowywano poszczególnych szlachciców nawet przez kilka wieków po ich naturalnej śmierci. Bogatsza szlachta nie mogła liczyć, że np. król zrobi ich książętami, hrabiami; ich pychę czy próżność musiały więc usatysfakcjonowywać tytuły urzędów od dawna nieistniejących jak chorąży, wojski, miecznik. W okresie rozbiorów można było kupić, szczególnie od cesarza austriackiego, wszystkie tytuły magnackie, a najdroższy tytuł księcia kosztował krocie, ale takimi nowymi arystokratami prawdziwi magnaci pogardzali i nie dopuszczali ich do swoich kręgów.

Senat to najwyższy urząd w państwie; był początkowo ciałem doradczym króla, ale im władza królewska stawała się bardziej ograniczana, tym bardziej rosła rola senatu w rządzeniu Rzeczpospolitą. Pierwszym senatorem był przeważnie prymas, który w czasie bezkrólewia przejmował funkcję interrexa, czyli rządcy krajem do czasu wejścia na tron następnego króla. Skład Senatu ukształtował się ostatecznie za przedostatniego Jagiellona Zygmunta Starego. Liczył początkowo 87 osób, po włączniu do Rzeczpospolitej Mazowsza senatorów było już 94, a po Unii Litewskiej 136. Później z racji wzrastania autorytetu Senatu za królów elekcyjnych liczbę tę powiększano. Senat składał się z duchownych, a więc z prymasa, acybiskupów i biskupów katolickich. Za nimi siedzieli wojewodowie, ale na samym początku tej grupy świeckich senatorów siedział kasztelan krakowski, czyli zarządca Krakowa. Kasztelanów w Senacie było najwięcej, wśród teoretycznie równych sobie w praktyce byli ci ważniejsi, czyli krzesełkowi (po prostu w czasie obrad zasiadywali na krzesłach) i ci mniej ważni, zwani drążkowymi, zasiadający na wąskich ławach ustawionymi pod ścianami sali obrad. Ławki te musiały być naprawdę wąskie, jeśli nazywano je drążkami. Kilku lub kilkunastu najwyższych urzędników królewskich - nazwijmy ich ministrami - jak kanclerze, marszałkowie, podskarbowie, uczestniczyło w obradach Senatu. Hetmanowie, tak ważni w Królestwie, do Senatu weszli na stałe dość późno. Powodem tego było to, że często gdy Senat obradował, oni musieli uganiać się za wrogami.

Urzędy ziemskie powstały w czasie prawie 200-letniego rozbicia dzielnicowego w Polsce w czasie między śmiercią Bolesława Krzywoustego i panowaniem Władysława Łokietka. To były urzędy poszczególnych dzielnic, czyli "ziem", stąd też nazwa ziemskie. Po zjednoczeniu Polski, a potem po stworzeniu I Rzeczpospolitej Obojga Narodów ciągle były znane i nadawane, a te, które się przeżyły, nie zostały zapomniane, stały się urzędami honorowymi. Sejm w 1611 r. uznał i zatwierdził istnienie takich urzędów: czternastu w Koronie i dwudziestu dziewięciu na Litwie, i ustawił je w porządku hierarchicznym.

Warto mieć jakieś wyobrażenie o tej hierarchii by zrozumieć dlaczego w dokumentach np. stolnik chciał zostać podkomorzym, a nie cześnikiem czy miecznikiem, a to z prostej przyczyny, że ten pożądany urząd był najwyższym urzędem ziemskim w Koronie i trzecim na Litwie, a dwa inne znajdowały się dużo niżej od godności piastowanej przez stolnika. Podkomorzy koronny był początkowo skromnym sędzią i opiekunem pokrzywdzonych wdów i sierot szlacheckich, lecz w późniejszych czasach stał się jednym z najważniejszych urzędników dworskich, usytuowany ciut poniżej marszałka nadwornego. Sprawował pieczę nad służbą królewską i dworzanami. Na krok nie opuszczał króla w senacie, na sejmach, w podróżach, czy na wojnie. Większe miasta i obszary ziemskie rządzone były przez arystokrację urzędniczą: kasztelanów i wojewodów - to także urzędy senatorskie; w mniejszych miastach czy grodach władzę sprawowali wójtowie lub starostowie grodowi. Urząd starosty to wymysł dworski. Był to początkowo urzędnik królewski umieszczany przeważnie w miastach, by swą obecnością hamować szaleństwa kasztelanów i donosić o wszelkich problemach królowi.

Powoli starostowie, początkowo nominowani, później wybierani, wyparli z urzędów kasztelanów. Wysokim urzędnikiem ziemskim był chorąży, który w czasie boju trzymał chorągiew jednostki rycerskiej z jakiegoś terenu. Niższym od niego w hierachii był sędzia ziemski sprawujący przewodnictwo sądu "ziemi", czyli przeważnie kilku powiatów. Mógł sądzić i szlachtę z kilkoma jednak prawnymi wyjątkami, które zarezerwowane były dla sądu grodzkiego. Stolnik, jak sama nazwa wskazuje, dbał o nakrycie do stołu i o dopilnowanie podawania poszczególnych potraw. Na dworze królewskim i wielkiego księcia litewskiego byli to stolnicy wielcy. Długo po złączeniu się obu narodów tytuły pozostały. Wielkim stolnikiem litewskim był Stanisław August Poniatowski w momencie gdy został wezwany przez Katarzynę Wielką do jej osobistej "stajni ogierów". Caryca chyba po dwóch latach po znudzeniu się nim odsunęła go od siebie i obdarowała go funkcją króla polskiego. Podczaszy dbał o to by przy posiłkach, a szczególnie na ucztach, nie brakowało napoju w czaszach, podsędek był pomocnikiem sędziego ziemskiego, podstoli pomocnikiem stolnika. Niżej w hierarchii od tych wszystkich wymienionych znajdował się cześnik, dbający o piwnicę królewską i sprawujący osobistą troskę o puchar króla. We wcześniejszej historii jego pomocnikiem był podczaszy, który później w roku 1611 wywindował się o trzy stopnie wyżej od swego dawnego szefa. Łowczy, jak sama nazwa wskazuje, organizował łowy, wojski to początkowo zastępca kasztelana do spraw wojskowych, później pełnił funkcję opiekuna żon i dzieci tych, którzy aktualnie byli na wojnie. Niższym w hierarchii był pisarz ziemski, urzędnik sądowy opiekujący się księgami wieczystymi, podwładny sędziego ziemskiego. W średniowieczu ważną funkcją był miecznik niosący miecz przed królem czy wielkim księciem litewskim. Później jako urzędnik honorowy nic nie musiał przed nikim nosić, był prawie na samym spodzie hierarchii godności ziemskich, bo jeszcze niżej na czternaste miejsce sejm wpisał pozycję wojskiego mniejszego. Na liście tych urzędów nie każdy z nich miał swego bliźniaka na Litwie.

W Koronie najwyższym z tych urzędów był urząd podkomorzego, a na Litwie urząd cwiguna, czyli zarządcy lub dzierżawcy dóbr królewskich. Gdy znikły te posiadłości, z kilkunastu zostało na Litwie tylko dwóch cwigunów: wileński i trocki. Jedyną funkcją honorową, jaką sprawowali, było otwieranie sejmików miejscowych i mowa wstępna przy tym otwarciu. Było na Litwie kilka-naście innych urzędów ziemskich, których nie było w Koronie, a z tych, które trudno ziden-tyfikować z samej nazwy, wy- mienię horodniczego. To funk- cja człowieka odpowiedzialnego za zaopatrzenie i utrzymanie niektórych miast i grodów. Miał klucze do bram tych miejsc, dbał o stan wałów obronnych, a nawet o bezpieczeństwo przeciwpożarowe. Choć przynajmniej po-łowa urzędów ziemskich na Litwie jest identyczna z tymi w Koronie, to ich pozycja w hie-rarchii ważności często różni się od nich i tak np. funkcja wojskiego (tego większego) w Polsce była na dole tej drabiny; na Litwie była to funkcja i zaszczyt dość wysoki, siódmy na liście dwudziestu dziewięciu urzędów ziemskich.

Przy królu i przy księciu litewskim urzędowało szereg osób.

 Najważniejsze funkcje poza czterema wspomnianymi tekami ministralnymi, pełnili tradycyjni urzędnicy ziemscy (stolnik, łowczy, itd), ale do tych urzędów dworskich dołączyli nowi funkcjonariusze. Ważnymi byli spowiednik królewski oraz kaznodzieja dworski. Jak podczaszy miał do pomocy cześnika tak stolnikowi przy serwowaniu pokarmów pomagał nie tylko podstoli ale i nowy urzędnik - krajczy. Stał przy królu i po prostu kroił - najczęściej mięso - na drobniejsze kawałki na talerzu króla, lub odcinał jakiś kawałek, niekiedy z całego upieczonego zwierzaka na stole i godnie kładł go na talerz władcy. Przy tej funkcji odcinania nie było tłoku, wszyscy wiedzieli, że król jest pierwszy i najsmaczniejszy kąsek należy się jemu. Łożniczy dbał o komfort snu króla czy księcia litewskiego. Nie tylko odpowiadał za bieliznę pościelową, ale główną jego funkcją było rozbieranie i ścielenia łoża. Szambelan urzędował przy drzwiach królewskich lub książęcych, gotowy na każde zawołanie swego pana, a także wprowadzał gości do apartamentów władców. Król i książę litewski mieli swego osobistego sekretarza. O bezpieczeństwo na dworze królewskim dbali pułkownik rot dworskich i kapitan gwardii królewskiej. Zaopatrzeniowcem dworu w jadło i napoje był szafarz. Jego szefem był podskarbi nadworny, a on sam szefował wszystkim, którzy mieli coś wspólnego z jadłem i napojem na dworze jak np. spiżarnemu, piwnicznemu i innym. Był to ważny, dobrze płatny urząd: Stefan Batory płacił swemu szafarzowi aż 428 czerwonych złotych rocznie. Ochmistrz, ochmistrzyni, lub oboje razem zarządzali bezpośrednio służbą, byli także opiekunami i wychowawcami dzieci królewskich.

W czasach gdy miastami i grodami rządzili kasztelanowie, oni decydowali o doborze swoich pomocników. Powoli funkcje kasztelanów przejmowali starostwie, ci stwarzali urzędy grodzkie; mianowali do pomocy albo burgrabiów, albo, w innych czasach i na innych terytoriach Rzeczpospolitej, podstarostów. Tym głównym urzędnikom grodzkim pomagał pisarz grodzki dokonujący wpisów do ksiąg, tego z kolei wyręczał w jego czynnościach podpisek. Całe sądownictwo w danym grodzie było domeną sędziego grodzkiego.

Urzędy wojskowe to przede wszystkim dwaj hetmani wielcy - jeden w koronie, drugi na Litwie - wspomagani przez hetmanów polowych. Do innych ważniejszych urzędów wojskowych należały urząd oficera artylerii zwanego cwejgartem odpowiedzialnego za zarząd arsenałami. Artyleria miała swego głównego wodza, który podlegał hetmanowi; był to generał artylerii. Innym zastępcą hetmana był regimentarz. Niekiedy król lub sejm dawali to stanowisko czasowo osobom prowadzącym jakąś grupę wojsk. Regimentarz był także zastępczo wodzem pospolitego ruszenia, choć ich właściwymi wodzami byli wojewoda lub kasztelan z terenów, na których pospolite ruszenie zostało zorganizowane. Ważną funkcję w wojsku pełnili strażnicy polni. Byli dowódcami najdalej wysuniętych placówek granicznych, ich obwarowania najpierw atakował nieprzyjaciel, ich jednostka rycerska była często unicestwiania przez przeważające siły wroga zanim regularna armia Rzeczpospolitej stanęła naprzeciwko najeźdźcy. Sądownictwo w dawnej Polsce to sprawa tak skomplikowana, że gdyby potraktować ją tu nawet pobieżnie zajęłaby kilka stron maszynopisu. Potraktuję więc ten temat bardzo pobieżnie. Zaczęło się bardzo prosto: na początku naszej państwowości jedynym sędzią był monarcha i nie było odwołania od jego decyzji. Gdy spraw było za dużo by mógł je rozstrzygać sam król, powstał sąd monarszy, w którym niekiedy uczestniczył król w otoczeniu asesorów, ale najczęściej nominowany przez króla sędzia czy podsędek ferowali w jego imieniu wyroki. Najczęściej takie instytucje funkcjonowały na dworach. Były to sądy dworskie. W czasie rozbicia dzielnicowego popularnymi były sądy wiecowe. Od zjednoczenia państwa przez Władysława Łokietka powoli formułowało się w Polsce sześć rodzajów sądów: centralne, szlacheckie, kościelne, miejskie, wiejskie i sądy specjalne. Sądy centralne rozpatrywały sprawy wagi państwowej, sądziły także magnatów. Król ciągle mógł sam sądzić i wydawać wyroki, ale rzadko to robił - miał ważniejsze sprawy na głowie w rozwijającym się państwie. W jego imieniu sprawy sporne czy o przestępstwach rostrzygały sądy komisarskie odbywające się na terenach poza dworem. Najważniejszymi sądami w państwie były sądy sejmowe, gdzie w czasie sejmu pod przewodnictwem monarchy w otoczeniu senatorów, a później także 8 posłów ziemskich, debatowano nad najważniejszymi sprawami państwa.

Sądy kościelne były tworzone dla osądzania duchownych, a także dotyczyły spraw poprawności w wierze (rozprawiano się z wolnomyślicielstwem, zabobonami, czarami). Od początku XIV wieku pojawiły się sądy inkwizycyjne, które skazywały niepoprawnych w wierze na spalenie na stosie. Tak, w Polsce też płonęły stosy, na których ginęli żywi ludzie, daleko jednak nam było do szaleństwa, jakie zafundowała Hiszpanom słynna inkwizycja hiszpańska.

Szlachtę sądzono na sądach wiecowych, sejmikowych, ziemskich, grodzkich, podkomorskich. Dopiero w 1791 r. uformował się jednolity sąd szlachecki zwany ziemiańskim; powstał z połączenia sądów ziemskich, grodzkich i podkomorskich.

Bardzo skomplikowane i różnorodne były sądy miejskie, sędziami byli najczęściej kasztelani, właściciele miasta, ale prawie zawsze uczestniczył w nich burmistrz lub wójt miejski. Nie wchodząc w szczegóły wymienię tylko nazwy najpopularniejszych sądów miejskich. Były nimi sądy radzieckie (nazwa nie od Związku Radzieckiego, ale od słowa radny!), sąd gajony, regularny, potrzebny, gościnny, kryminalny. Ponieważ miasta najczęściej fundowane były na niemieckim prawie magdeburskim, więc i w sądownictwie miejskim posługiwano się tym prawem; odwołania szły najpierw do Magdeburga, potem stworzono filię odwoławczą w Chełmnie, później w Toruniu. Najwyższym sądem odwoławczym stał się jeszcze nieco później Sąd Najwyższy Prawa Niemieckiego pełniący swoje funkcje przy dworze królewskim w Krakowie.

Chłopi choć byli klasą najmniej znaczącą w społeczeństwie, też mogli dochodzić sprawiedliwości. Ze szlachcicem czy właścicielem wioski nie zawsze mogli liczyć na korzystny dla siebie wyrok, ale w sprawach między nimi samymi działa się sprawiedliwość. Najczęstszą formą urzędu sprawiedliwości był sąd wiejski pod przewodnictwem sołtysa z radą mianowaną przez pana wioski lub samego sołtysa. Wyższymi sądami były sądy wójtowskie, dominialne, pańskie. Najciekawszą instytucją na wsi były sądy rugowe odbywane w okresie wielkiego postu dla kilku wiosek, gdzie rugownicy, czyli osoby o kompetencjach podobnych do kompetencji dzisiejszych prokuratorów, zbierali skargi i przedkładali je sądowi poszerzonemu o właściciela tych właśnie wsi, sołtysów, wójta, radnych. Każdy chłop osobiście mógł wnieść skargę do tego sądu i bywał wysłuchiwany.

Urzędy miejskie i wioskowe w przeciwieństwie do sądowych w tych społecznościach były dość skromne. Miastem rządził najpierw kasztelan, będący najczęściej jego właścicielem, częściej w jego imieniu robili to wójtowie, w późniejszym okresie władzę przejmowali burmistrzowie; była rada miejska, a gdy cechy ukształtowały się i wzbogaciły, ich głos znaczył coraz więcej w zarządzaniu miasta. Na wsi władcą był pan, właściciel wioski, coś tam znaczył sołtys, ale tylko tyle, na ile mu pan pozwalał; i to faktycznie była cała władza wsi.

Ta mnogość urzędów i godności pełniła ważną funkcję społeczną, to jedna ze stabilizacyjnych sił społecznych. Było się o co ubiegać, a gdy już ktoś miał jakiś urząd chciał się przenieść na wyższy. Ta ciągła chęć wspinania się po drabinie społecznej utrzymywała ludzi przy królu, księciu, wodzu. Nie znalazłem w literaturze historycznej opinii, że to rozdawnictwo robiono tylko po to by zdobywać i utrzymywać przy sobie zwolenników, że był to w Polsce pomysł zaplanowany z góry. W Rosji carskiej było chyba 24 urzędów cywilnych i tyle samo wojskowych, o ile dobrze pamiętam. To już był zaplanowany sposób na kontrolę nad liczącymi się w społeczeństwie o-bywatelami. Trzeba było być lojalnym i oddanym carowi by iść w górę po tych dwóch drabinach. Bardziej cynicznym od carów okazał się król Francji Ludwik XIV. Nie tylko namnożył tyle tych funkcji, najczęściej honorowych, że nie wystarczało życia ludzkiego by większość z nich zdobyć, ale ustalił także, że te godności otrzymują przede wszystkim ci, którzy znajdują się w jego cieniu; nic więc dziwnego, że w jego czasach Wersal pękał w szwach, bo liczba jego rezydentów dochodziła do dziesięciu tysięcy.

cdn

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Kultura Historia Historia mało znana : Urzędy i godności w dawnej Polsce